Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna |

Wiedza

Cała prawda o kosmetykach cz. III

Efektem ekspozycji skóry na promienie UV jest brąz, którego pragnie większość plażowiczów i wszyscy klienci solariów. Czy ultrafiolet jest rzeczywiście niezbędny do uzyskania pożądanego koloru skóry? Czy osoby, które z różnych powodów nie mogą się opalać, muszą zrezygnować z brązu? Niekoniecznie. Są inne metody gwarantujące brązowienie się skóry i to bez jakiegokolwiek udziału słońca. Tak uzyskana opalenizna nie daje nam co prawda ochrony przed UV, a jej uzyskaniu nie towarzyszą biopozytywne skutki kąpieli słonecznych czy wizyt w solarium. Może być jednak dobrym sposobem do osiągnięcia modnego i jakże pożądanego brązu dla ludzi o fototypie I, dla tych, którzy nie mogą się opalać z innych względów albo po prostu ulegli kampanii strachu przed słońcem.

Aby zrozumieć fenomen funkcjonowania samoopalacza w branży solaryjnej, trzeba zadać sobie kilka pytań. Dlaczego, dla kogo, kiedy i jaki produkt? Mimo że samoopalacz wydaje się kłócić z branżą solaryjną, to jednak stał się jej nieodłącznym towarzyszem - i powinien nim być dla każdego, kto w sposób profesjonalny chce świadczyć swoje usługi.

Samoopalacze.Brąz dla niecierpliwych
Na początek krótka definicja: Samoopalacze chemiczne, podobnie jak bronzery naturalne, jak sama nazwa wskazuje, opalają bez udziału promieni UV. Nazwę tę przyporządkowano chemicznym substancjom mającym właściwości przebarwiania rogowej warstwy naskórka.Substancje samoopalające znajdują się również w składzie niektórych kosmetyków przeznaczonych do stosowania w solariach i balsamach pielęgnacyjnych.Dlaczego produkt z samoopalaczem proponowany jest w solarium? Innymi słowy - dlaczego substancja samoopalająca występuje jako składnik profesjonalnych kosmetyków? Wydaje się to nieco nielogiczne, wręcz zupełnie pozbawione logiki. Czyżby producent chciał oszukać klientelę lub wykorzystać brak czujności dystrybutora, który nie zastanawia się nad przeznaczeniem oferowanych przez siebie produktów? Oczywiście, że nie. Mimo iż na pierwszy rzut oka właśnie tak to wygląda, nie chodzi o oszukiwanie klienta, ale raczej o lepsze dopasowanie produktu do jego potrzeb.

Spełnienie oczekiwań
Sam pomysł pochodzi ze Stanów Zjednoczonych - czyli bardzo dojrzałego rynku kosmetyków solaryjnych. Amerykańscy producenci ze względu na rozmiar rynku i odpowiednio duże możliwości tworzą standardy w oparciu o długoletnie doświadczenie. Pomimo tych lat doświadczeń i nasycenia - to wciąż rynek świeży, pomysłowy, który ciągle zaskakuje. Zaskakuje przede wszystkim liczbą nowości i tym samym szerokością palety proponowanych produktów.Taki sposób sprzedaży - czyli ciągłe zaskakiwanie i wprowadzanie coraz nowszych produktów - gwarantuje utrzymanie wysokiego poziom sprzedaży, a nawet zwiększenie obrotów. Kiedy pojawia się nowość, a na dodatek towarzyszy temu odpowiednio zorganizowana kampania promocyjna - każdy chce tę nowość wypróbować. Szczególnie jeśli jest to produkt marki uznanej na rynku i cieszącej się odpowiednią renomą.Warto w tym miejscu podkreślić, że nowości nie są wprowadzane ot, tak sobie. Żaden producent nie mógłby sobie pozwolić na wypuszczenie na rynek przypadkowych produktów. Wszystko poprzedzane jest odpowiednimi badaniami rynku i preferencji odbiorców. Dzięki temu w amerykańskich salonach znajdziemy ofertę kosmetyków, którą można scharakteryzować w taki sposób: "Dla każdego coś miłego i dopasowanego do indywidualnych potrzeb".

Sztuka sprzedaży
W naszym kraju dostępnych jest wiele marek i rodzajów kosmetyków - jednak amerykański trend jakoś u nas się nie przyjął, mimo że z reguły chętnie czerpiemy wzorce z Ameryki. W polskich salonach oferta ograniczona jest najczęściej do czterech produktów, w myśl założenia: "Jeśli klient ma za duży wybór, sam nie wie, co wybrać, i nie wybiera nic - lepiej więc mieć mniej niż więcej". Dlaczego tak się dzieje? Właściciele salonów często nie mają świadomości konieczności posiadania pełnej palety produktów. Odzwierciedla się to również w braku przygotowania personelu do sprzedaży kosmetyków.Jeśli sprzedawca samochodów nie będzie odpowiednio przygotowany do ich sprzedaży, to trudno mu będzie wytłumaczyć, dlaczego samochód z silnikiem o pojemności 2,2 litra jest droższy od tego samego modelu z silnikiem 1.6. Powie po prostu klientowi, że jeden i drugi samochód jeździ i nie warto wydawać więcej na ten, który więcej spala i jest droższy. Czy będzie to dobry sprzedawca? Można powiedzieć, że tak - chciał dobrze doradzić i zaoszczędzić fundusze klienta, czyli działał w dobrej wierze. Zapomniał jednak zapytać, jak duża jest rodzina klienta, i o to, co klient będzie przewoził danym samochodem. Jeśli będzie to samochód służący do jazdy po mieście z domu do pracy i ewentualnie na zakupy, to faktycznie pojemność silnika będzie dużo mniej znacząca od koloru samochodu i jego wyposażenia. Jeśli natomiast klientem będzie ktoś dojeżdżający do pracy 80 kilometrów dziennie w lecie i zimie, podróżujący często w pięcioosobowym składzie i z pełnym bagażnikiem, to pojemność silnika będzie zdecydowanie ważniejsza. Na tym przykładzie widzimy, że sprzedawca samochodów powinien znać się nie tylko na tym, co oferuje producent. Nie mniej ważne są: znajomość tematyki, technik sprzedaży, potrzeb klienta, charakterystyki poszczególnych grup odbiorców, sposób dobierania dodatków, przeznaczenie, okoliczności dodatkowe, budżet... To wszystko przekłada się na zadowolenie klienta, jego ewentualny powrót do salonu i w końcu zadowolenie producenta ze sprzedaży i braku reklamacji.Tak jak sprzedawca samochodu, tak samo i obsługa solarium przed sprzedażą czegokolwiek powinna poznać potrzeby klienta. Poważna oferta powinna być przede wszystkim dopasowana do oczekiwań klienta (czasami nieświadomych), różnorodna, świeża, ciekawa, czasami szokująca, a czasami ekstrawagancka. Oczywiście producenci kosmetyków, dopasowując produkt do amerykańskiego odbiorcy, mogą sobie trochę poszaleć. Czy nasz krąg polskich klientów jest inny? Pewnie jest, ale różnic nie ma aż tak wiele. Nie zamierzamy namawiać do oferowania 12 produktów każdej z 30 marek, ponieważ półki z kosmetykami ciągnąć by się musiały przez połowę salonu. Warto jednak zadbać o to, aby znalazł się na nich choć jeden produkt zawierający samoopalacz, ponieważ to właśnie on może posłużyć Państwu do opalania klienta o wyjątkowo białej skórze. Warto też na wszelki wypadek posiadać również co najmniej jeden produkt przeznaczony dla tych, którzy wcale nie mogą się opalać i skorzystają z oferty profesjonalnego salonu, pozostawiając w nim pieniądze, nie odwiedziwszy żadnej kabiny opalającej. Takich klientów jest co najmniej kilku w roku, tak więc inwestycja w dwie lub trzy butelki takiego produktu nie będzie z pewnością bezpodstawna.Dlaczego klient miałby kupić samoopalacz właśnie w salonie, a nie w drogerii, gdzie może znajdzie trochę tańszy produkt? Ano dlatego, że w zakładzie świadczącym usługę profesjonalnego opalania może spodziewać się profesjonalnego produktu, nie pozostawiającego plam, a dodatkowo otrzyma kilka dobrych rad od personelu, który będzie miał pojęcie, co sprzedaje i na czym oparte jest działanie danego produktu.Pamiętajmy też, że osoby, które nie mogą się opalać, to niejedyna grupa docelowa. Z samoopalaczy korzystają również w awaryjnych sytuacjach (konieczność szybkiego przyciemnienia skóry np. przed imprezą) ludzie, którzy mniej lub bardziej regularnie korzystają z solarium. Może się więc okazać, że oferowanie produktów samoopalających stanie się źródłem dodatkowych niemałych dochodów i sposobem na zdobycie nowej grupy klientów.

Historia samoopalaczy
Czarodziejski skrót DHA to nazwa związku chemicznego o charakterze cukrowym o bardzo prostej i "łatwo wymawialnej" nazwie dihydroksyaceton. Ze względu na tę "łatwość" zostaniemy przy skrócie DHA.Istnieją dwie teorie mówiące o tym, kiedy i w jakich okolicznościach odkryto DHA. Jedno źródło donosi, iż odkrycia dokonano przypadkowo w latach 50. w szpitalu dziecięcym, w którym podawano dzieciom chorym na cukrzycę syrop zawierający DHA (substancja oprócz właściwości barwiących naskórek ma również zastosowanie w leczeniu tej choroby). Niektóre dzieci podczas picia syropu rozlewały go - a w miejscu, w którym zetknął się ze skórą, powstawały po jakimś czasie żółtobrązowe plamy. Plamy te pozostawały na skórze kilka dni pomimo usilnych prób ich zmycia.Drugie, bardziej wiarygodne źródło donosi, że barwiące właściwości DHA odkryto już w latach 20. naszego wieku. Wówczas jednak nikt nie był zainteresowany wykorzystaniem tego odkrycia w praktyce - opalenizna nie była modna. Wszelkie informacje na ten temat trafiły do szuflady... Potem nastąpiły lata kryzysów i wojny - dopiero w latach 50. znaleziono warunki do zastosowania odkrycia w praktyce, tym bardziej że rodziła się powoli i skutecznie moda na opaleniznę.Która z teorii jest prawdziwa? W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze, że ludzkość posiadła receptę na chwilowa zmianę koloru skóry dla tych, którzy tego bardzo pragną, a nie mogą korzystać z naturalnych i jakże potrzebnych do życia promieni słonecznych. Tym, którzy mogą się opalać, ale nie mają na to zbyt wiele czasu, pozostało inne osiągnięcie techniki, jakim jest solarium.

Samoopalacz DHA i sposób jego działania
Działanie DHA jest stosunkowo szybkie i całkowicie nieodczuwalne dla skóry. Brązowy odcień ukazuje się już po pierwszej godzinie, a maksymalny efekt otrzymywany jest po kilku godzinach. Szybkość działania preparatu uzależniona jest od budowy genetycznej skóry i jej kondycji fizycznej. W największym chyba stopniu - od ilości wody, ale tezy tej nie stawiam jako pewnik. Pamiętajmy jednak, że jeśli chodzi o wodę potrzebną do tego procesu, to jest to woda znajdująca się w skórze i tylko w skórze. Zewnętrznie doprowadzona woda może zaburzyć znacznie proces i doprowadzić tym samym do pełnego fiaska całej operacji. Mycie rąk czy kąpiel bezpośrednio po nałożeniu środka na skórę może skończyć się tragicznie dla naszego wyglądu, ponieważ powstaną plamy, na których usunięcie będziemy musieli poczekać kilka, a nawet kilkanaście dni.Po kilku godzinach, kiedy środek zdąży całkowicie wniknąć w naskórek i zareagować, tworząc brąz, ciało możemy poddać bez żadnych obaw kąpieli. Należy jedynie pamiętać o jeszcze jednym fakcie związanym ze stosowaniem preparatów samoopalających. Im częściej będziemy się kąpać, używać pilingów i tym podobnych detergentów, tym krótszy będzie faktyczny efekt stosowania samoopalaczy. Kolor złuszcza się bowiem wraz z zewnętrzną warstwą naskórka.

Więcej w Solarium nr 40.

Strona główna |

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM