Strona główna | Spis treści |Archiwum
Cała prawda o kosmetykach solaryjnych cz.4
Tingle
Po szczegółowym omówieniu kosmetyków przyspieszających opalanie opartych na pochodnych tyrozyny oraz bronzerów i samoopalaczy przyszedł czas na temat bardziej "wysublimowany", mający mniejszy krąg odbiorców, eksperymentalny produkt - czyli kosmetyk z efektem tingle.
Słowo "tingle" pochodzi z języka angielskiego. Oznacza ono mrowienie, szczypanie, pewnego rodzaju dreszczyk. Te wrażenia to efekt działania substancji czynnych odpowiedzialnych za wywoływanie wspomnianego efektu - metylonikotynianu lub benzylonikotynianu. Powodują one miejscową poprawę ukrwienia skóry, a także mięśni. Obydwa te składniki najczęściej występują w żelach, kremach i maściach rozgrzewających, których celem jest poprawienie ukrwienia, a więc i przyspieszenie procesów zachodzących w skórze. Preparaty takie trudno jednak spotkać i ich stosowanie zawęża się do kilku dziedzin. Poza wąskim zastosowaniem w medycynie sportowej szerokie zastosowanie znalazły one w hodowli rasowych koni sportowych.
Kosmetyczny gorący dreszczyk
Składniki, o których mowa, występują również w kosmetykach solaryjnych z efektem tingle. Mimo że dobrze i głęboko rozgrzewają i na tym polu ich błyskawiczne działanie jest bardzo skuteczne, nie udowodniono ich bezpośredniego wpływu na melanocyty, czyli komórki odpowiedzialne za produkcję melaniny. Jak podają producenci tego typu kosmetyków - rozgrzanie skóry powoduje jej silne dotlenienie i intensyfikację zachodzących w niej procesów, w tym również powstawania opalenizny. Efekt tingle to nie tylko mrowienie czy szczypanie. Działaniu kosmetyków z substancjami rozgrzewającymi towarzyszy bardzo mocne zaczerwienienie skóry (ustępujące mniej więcej po godzinie). Ze względu na dość radykalne podniesienie temperatury skóry zalecamy ich stosowanie tylko i wyłącznie na urządzeniach opalających z dobrą wentylacją, a najlepiej klimatyzacją. Połączenie dwóch czynników rozgrzewających - opalania i kosmetyku - może wpłynąć na znaczne pogorszenie komfortu opalania.
Nie dla każdego
Kosmetyki z efektem tingle to z założenia produkty przeznaczone dla osób już opalonych, pragnących przełamać naturalną granicę opalania, w pewnym sensie zmuszając skórę do jeszcze większego wysiłku. Opalona skóra jest o wiele mniej wrażliwa niż nie opalona i jej silne rozgrzanie nie powoduje aż takiego dyskomfortu. Zastosowanie kosmetyku z efektem tingle na skórze nie mającej do tej pory kontaktu ze słońcem oznacza potężny dyskomfort, uczucie podobne do silnego podrażnienia czy wręcz poparzenia słonecznego. Oczywiście osoby o skórze z natury wrażliwej w ogóle powinny od tego typu kosmetyków trzymać się z dala. Wielu klientów, szczególnie tych wrażliwych, możemy zrazić do kosmetyków solaryjnych, proponując im na początek preparat z efektem tingle. Tak więc, jak widać, z efektem tingle trzeba uważać i warto być do jego sprzedaży bardzo dobrze przygotowanym. Kosmetyk tego typu nadaje się do zastosowania we wszelkich trudno opalających się miejscach, jak chociażby golenie czy miejsca styku ciała i płyty akrylowej. Każdy, kto po raz pierwszy ma do czynienia z kosmetykiem z efektem tingle, powinien mieć świadomość tego, na co się decyduje, a najlepiej jeśli przed opalaniem wypróbuje go i sprawdzi, jak skóra reaguje na składniki rozgrzewające. Nie ma nic gorszego niż sprzedanie kosmetyku z efektem tingle osobie, która nie jest świadoma, co kupuje. Znane nam są nawet przypadki, kiedy przerażona klientka wybiegała z kabiny w stroju Ewy, wzywając pomocy. Kiedy poczuła mocne pieczenie i zobaczyła się w lustrze cała zaczerwieniona, wpadła w panikę. W dzisiejszych czasach, gdy nawet w farmacji dochodzi do pomyłek, o których opinia publiczna jest informowana po pierwszych zgonach, społeczeństwo jest przewrażliwione na tym punkcie. Tak więc dołóżmy wszelkich starań, aby klienci używający po raz pierwszy tego rodzaju kosmetyków byli w pełni świadomi ich efektów i ewentualnych odczuć z tym związanych. Szczerze odradzamy stosowanie tego kosmetyku na twarz i delikatne miejsca, mimo że mogą one należeć do tych trudniej się opalających. Silne aktywne składniki wywołują naturalne zaczerwienienie się skóry. Jeśli klient chce użyć kosmetyku na całe ciało, a szczególnie na skórę twarzy i dekoltu, nie możemy dopuścić do tego, aby zrobił to bez uprzedniego wypróbowania. Należy na kilka minut przed seansem poprosić go o to, aby naniósł troszkę kremu na wrażliwą skórę, np. wewnętrzną część przedramienia, i odczekał, sprawdzając tym samym wrażliwość skóry na zawarte w nim substancje czynne. Podczas opalania efekt ten będzie spotęgowany działaniem UV oraz ciepła, tak więc jeśli klient już po takiej próbie coś poczuje, to znaczy, że jego skóra nie jest najlepszym materiałem na tak ekstremalne próby opalania z "turbodoładowaniem".
Coś dla ekstremistów
Ciekawostką jest fakt, iż kosmetyki z efektem tingle nie są dla nikogo całkiem obojętne. Ludzie dzielą się wyraźnie na tych, którzy ich nie cierpią, i na tych, którzy je uwielbiają. Do tej drugiej grupy należą również miłośnicy ekstremalnego opalania lub lepiej powiedzieć - wszystkiego, co przynosi ze sobą ekstremalne odczucia. Tingle należy właśnie do bardzo wąskiej grupy produktów przynoszących niepowtarzalne przeżycia w salonie solaryjnym. Może właśnie dlatego znajduje grono zwolenników, którzy chętnie podkreślają fakt używania "produktu dla wybranych". Klient proszący o kosmetyk tego typu powinien robić to jednak zawsze świadomie, dlatego też właściciel salonu musi zwrócić szczególną uwagę personelu na to, by przy sprzedaży tego typów kosmetyków personel wiedział, co robi, sprzedając tego typu kosmetyki. Warto w tym miejscu dodać, że tingle tingle'owi nierówny. Oprócz kosmetyków zawierających duże stężenie "mrowiących" substancji są produkty typu light-tingle czy soft-tingle, w których efekt ten zminimalizowano. Pełni on tam raczej funkcję wspomagającą i dla osób silnie opalonych może być nieodczuwalny. Niektórzy - zwłaszcza amerykańscy - producenci kosmetyków solaryjnych wprowadzili nawet swoistą gradację preparatów, wyraźnie zaznaczając, które z nich przeznaczone są dla początkujących miłośników gorących dreszczy, a które dla prawdziwych ekstremistów żądnych mocnych wrażeń. Z punktu widzenia właściciela salonu najważniejsze jest, by bezwzględnie sprawdzić, czy klient ma świadomość efektu, jaki może mu towarzyszyć. Jeśli ktoś opala się pierwszy raz, należy go od razu zapoznać z gamą produktów oferowanych w studiu, a dopiero po kilku wizytach, kiedy zaczynamy obserwować powolne jego znudzenie, zaoferować coś z tingle'em. Na pewno warto posiadać małe bezpłatne próbki takich produktów.
Uwaga na oznaczenia
Na zakończenie mała uwaga: niektórzy producenci stosują własne oznaczenia kosmetyków rozgrzewających i na niektórych opakowaniach nie znajdziemy magicznego słowa "tingle" , co może prowadzić do niemiłych niespodzianek. Dotyczy to przede wszystkim producentów amerykańskich. Najczęściej spotykane słowa klucze to Hot (gorąco) i Sizzle (skwierczeć), niemniej fantazja tamtejszych producentów jest nieograniczona. Jak zabezpieczyć się przed ewentualną niespodzianką? Po prostu nie kupować kosmetyków z niewiadomych źródeł i zawsze prosić dystrybutora o dokładne określenie charakteru preparatów, które nam sprzedaje.
Kosmetyk przyszłości?
Jeszcze parę lat temu, patrząc na rozwój branży kosmetyków solaryjnych (szczególnie w USA), mogło się wydawać, że kosmetyki z efektem tingle zdominują rynek i staną się jego główną siłą napędową. Mimo wszystko jednak nigdy nie stały się niczym więcej jak produktem przeznaczonym dla wąskiej - ale wiernej - grupy odbiorców. Obecnie trendy w Stanach Zjednoczonych nieco się odwróciły. Tamtejsi producenci odeszli od promowania za wszelką cenę kosmetyków z efektem tingle na rzecz wszelkiego rodzaju bronzerów. Ten kierunek wydaje się bardziej przyszłościowy. Bo w końcu w opalaniu chodzi o brąz, a nie o czerwień!Leszek Kryniewski