Strona główna | Spis treści |Archiwum
Kosmetyki pielęgnujące opaleniznę
Klienci salonów solaryjnych często pytają obsługę i właścicieli o wszelkiego rodzaju kosmetyki z dodatkami brązującymi dostępne w drogeriach. Nie chodzi o typowe samoopalacze, tylko kosmetyki do użytku codziennego reklamowane jako sposób na brązową skórę. Czy są one cokolwiek warte, czy to raczej wymysł marketingowy? Czy mogą stanowić alternatywę dla opalania w solarium? Czy w ogóle działają, a jeśli tak, to w jaki sposób? - to często pojawiające się pytania. Odpowiedzią bywa... cisza, wzruszenie ramion, rozłożenie rąk. Błąd. O wszystkim, co wiąże się z opalaniem - czy to na plaży, czy w solarium - powinniśmy wiedzieć jak najwięcej. W końcu opalamy profesjonalnie, a profesjonalizm oznacza wszechstronność. Poza tym wielu z nas zapomina, że preparaty tego typu posiadamy w salonie w ciągłej sprzedaży!
Na początek uwaga natury ogólnej. Preparaty, o których mowa, z pewnością nie mogą stanowić alternatywy dla opalania w solarium, z jednej bardzo prostej przyczyny: nie opalają. Wpływają jedynie na lekkie przyciemnienie naskórka, dzięki czemu mogą być wykorzystywane do przedłużenia lub lekkiej zmiany kolorytu już nabytej opalenizny. Jak każdy balsam nawilżający, spowalniają proces złuszczania naskórka, co również wpływa na dłuższe utrzymanie się opalenizny.Przyjrzyjmy się bliżej temu, co sprzedawane jest w sklepach, i zastanówmy się, jak tę porcję wiedzy wykorzystać w codziennej działalności.Kremy dostępne w drogeriach i hipermarketach możemy podzielić na dwie grupy: kremy brązujące oraz kremy do stosowania po opalaniu z dodatkami samoopalającymi i/lub brązującymi. To towar coraz częściej goszczący na półkach, szczególnie w okresie wiosenno-letnim. Gwałtowny rozwój rynku tego typu preparatów na pierwszy rzut oka może wydawać się pewnym zagrożeniem dla branży solaryjnej. Ale tylko na pierwszy. Fakt, że takie funkcjonują na rynku i mają się dobrze, świadczy przede wszystkim o tym, że moda na opaleniznę nie przemija, że brązowa skóra jest wciąż jednym z podstawowych kanonów urody i wyznacznikiem atrakcyjności fizycznej. Koncerny kosmetyczne kreują więc i utrwalają w świadomości konsumentów ten trend - a to, czy wykorzystamy go na własne potrzeby, zależy już tylko od nas samych.
Kremy brązujące
Balsamy pielęgnacyjne z dodatkami brązującymi to stosunkowo świeże zjawisko na rynku kosmetycznym. Reklamy obiecują, że codzienne ich stosowanie nada skórze pożądany zmysłowy kolor. Czy rzeczywiście? Wszystko zależy od oczekiwań. Jeśli ktoś chce traktować balsamy brązujące jako alternatywę dla solarium, czy nawet samoopalacza, to zdecydowanie nie tędy droga. To nic innego jak "zwykłe" balsamy nawilżające do codziennego stosowania z niewielkim - czasami niemal śladowym - dodatkiem środka samoopalającego lub barwiącego skórę na brązowo (z reguły jest to wyciąg z orzecha włoskiego). Jeśli chodzi o substancje samoopalające - spotykamy dwie. Dihydroxyaceton (DHA) oraz erytrulozę. DHA jest nieco skuteczniejszy i działa szybciej, ale ma jedną zasadniczą wadę: wchodząc w reakcję z naskórkiem (to właśnie skutkiem tej reakcji jest brązowy odcień), wydziela niezbyt przyjemny, charakterystyczny zapach. Dlatego w produktach do pielęgnacji codziennej spotyka się raczej tę drugą substancję - nieco wolniej działającą, ale nie wywołującą wątpliwych zapachowo skutków ubocznych.Obydwa wymienione środki to oczywiście główne składniki klasycznych samoopalaczy (szerzej opisanych w poprzednim numerze Solarium), w których jednak występują w dużo większym stężeniu. Dlaczego w balsamach do codziennego użytku stężenie jest mniejsze? Powodów jest kilka. Po pierwsze - nie trzeba zwracać aż tak dużej uwagi na równomierne rozłożenie preparatu, nie ma niebezpieczeństwa powstania smug czy zacieków - to również świadczy o tym, jak małe jest stężenie substancji samoopalających. Po drugie - minimalizuje się w ten sposób efekt uboczny w postaci wspomnianego już nieciekawego zapachu. Po trzecie wreszcie - niskie stężenie pozwala na utrzymanie stosunkowo niskiej ceny, co jest jak najbardziej pożądane w przypadku preparatów do codziennego użytku.Dla jakiego klienta są więc skierowane tego typu produkty? To świetna propozycja dla wszystkich, którzy nie mogą się opalać, a pragną nadać skórze nieco zdrowszy, ciemniejszy odcień. Sprawdzają się również doskonale po prostu jako kremy do codziennego stosowania właściwie dla każdego. Jeśli przyjdzie nam udzielać klientom rad odnośnie do tego typu kosmetyków, pamiętajmy, aby uczulić ich na kwestię ewentualnego brudzenia ubrań. To jeden z "efektów ubocznych" stosowania preparatów ze środkami barwiącymi. Każdy kosmetyk inaczej się tu zachowuje i trzeba mieć tego świadomość. Najlepiej sprawdzić, czy dany preparat będzie brudził ubranie w neutralnych warunkach (wcześniej np. na starych ubraniach przeznaczonych do prania), tak żeby później nie doszło do niespodzianki na 5 minut przed wyjściem na ważne przyjęcie, kiedy kropla nakładanego w pośpiechu balsamu wyląduje na śnieżnobiałym kołnierzyku bluzki. Generalnie po aplikacji jakiegokolwiek balsamu z tego typu dodatkami najlepiej odczekać minimum 20 minut i po tym czasie upewnić się, czy kosmetyk został przez skórę należycie wchłonięty. Pewnym problemem może być również brudzenie rąk - po aplikacji należy je dokładnie umyć, dobrze jest użyć szczoteczki do paznokci, aby te nie przebarwiły się na żółto.Zawsze też warto pamiętać, aby klientowi zainteresowanemu balsamami z drogerii polecić profesjonalne kosmetyki po opalaniu dostępnymi w naszym salonie.Więcej w Solarium nr 41.