Strona główna | Spis treści |Archiwum
Nadchodzą słoneczne czasy
Rok 2006 w branży solaryjnej
"Końcówka roku to zawsze dobry czas na podsumowania. Doskonała okazja do tego, by spojrzeć wstecz i zadać sobie pytanie: Jaki był ten rok? I jak to, co się w nim działo, prognozuje na przyszłość?Z przeprowadzonych przez nas badań - a robimy je cyklicznie już od ponad 7 lat - wynika, że rok 2006 był dla branży bardzo pomyślny. Widać ożywienie, wracają optymistyczne nastroje, słabnie fatalizm lat poprzednich. Coraz cichsze jest marudzenie i narzekanie, a coraz silniejsza świadomość, że ciężka praca poparta solidną wiedzą jest jedyną drogą do sukcesu. I co najważniejsze - jest głód tego sukcesu. Zarówno wśród właścicieli salonów, jak i firm handlowych, producentów i dystrybutorów.
Po dwóch stosunkowo chudych latach widać wyraźnie ożywienie na rynku. Co najważniejsze - rośnie gotowość właścicieli salonów solaryjnych do zakupu urządzeń, przede wszystkim tych fabrycznie nowych. To oczywiście powód do radości dla producentów - zarówno polskich, jak i zagranicznych. Wydaje się, że najbardziej cieszą się producenci niemieccy, ponieważ na lokalnym rynku solaryjnym wciąż trwa kryzys. Mało tego - z nieoficjalnych źródeł dowiadujemy się, że mimo licznych (i najwyraźniej nieudolnych) prób jego przezwyciężenia wydaje się nadal pogłębiać. Na temat przyczyn można długo rozmawiać, jednak według mnie głównym powodem, często pomijanym w rozważaniach tamtejszych producentów, jest inna niż u nas struktura starzejącego się w szybkim tempie społeczeństwa niemieckiego. Po prostu dotychczasowa klientela solariów dorosła i weszła w wiek, w którym jest się raczej odbiorcą kremów przeciwzmarszczkowych, których promocja opiera się w dużej mierze na straszeniu promieniami ultrafioletowymi. Ten trend odwróci się nieprędko - jeśli w ogóle.
Rosnące standardy
Powróćmy do naszego rynku, któremu powtórka niemieckiego scenariusza najprawdopodobniej nie grozi. Polska branża wydaje się rozwijać nieco spokojniej i mądrzej, ucząc się na wielu błędach zachodnich sąsiadów. Nie znaczy to oczywiście, że jest różowo i nic nie trzeba robić, wręcz przeciwnie - im bardziej branża się rozwija, tym więcej jest do zrobienia. Ważne, żeby były to działania prewencyjne, a nie naprawianie ewentualnych błędów.Rozwój odzwierciedlają konkretne liczby. Z szacunkowych danych wynika, że w Polsce w tym roku zainstalowano około 5000 urządzeń solaryjnych, czyli aż o 20% więcej niż w roku ubiegłym (w którym notabene niemal wszyscy narzekali na kryzys). Skąd ten wzrost?Może stąd, że jak na razie nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości rynkowych i istnieje jeszcze spora część społeczeństwa, która chciałaby się opalać, ale nie ma gdzie. Inna grupa to ludzie, którzy zdecydują się na opalanie dopiero wtedy, kiedy stworzy im się odpowiednie ku temu warunki. W odpowiedzi na te właśnie zapotrzebowani a otwieramy salony o bardzo wysokim standardzie, wyposażamy je w dobry, coraz częściej nowy sprzęt opalający i dbamy o to, aby czuli się u nas dobrze. Bezpieczeństwo i efektywność opalania, nie idące często w parze, zaczynają wyglądać inaczej niż przed kilkoma laty. Coraz częściej spotyka się salony, w których personel wie, co robi, a klient, korzystając z tego, nie pali się na własne żądanie, lecz opala według naszych zaleceń.
Dynamika rozwoju
To wszystko bardzo mnie cieszy, tym bardziej że od wielu lat sam jestem wielkim entuzjastą świadczenia usług z głową. Jeśli rzesza świadomie świadczących usługi właścicieli będzie się nadal powiększać, to w ciągu trzech najbliższych lat mamy szansę na zwiększenie popytu o około 40%. Jeśli uśrednimy liczby i założymy, że dynamika rozwoju profesjonalnej branży będzie sięgała 13,3% w skali roku, uzyskamy dobry powód do radości i zarazem duże pole po popisu oraz motywację do tego, aby nadal inwestować w usługi słonecznego wellness. Jednak aby te działania miały sens, musimy zachować czujność i mieć świadomość, że solarium to branża okresowa i są w roku sezony ogórkowe, kiedy ruch maleje do poziomu granic opłacalności. Nie można wówczas wpadać w panikę i stosować zabiegów, które mogą nam przynieść więcej szkody niż pożytku.
Pole do popisu
Główne błędy popełniane nadal przez wielu właścicieli salonów solaryjnych to promocje cenowe w "słabszych" okresach, związanych z ogólnym brakiem zainteresowania usługą. Jeśli od lat wiemy, że luty i listopad to miesiące uznawane za martwe dla branży, to dlaczego na siłę chcemy udowadniać, że my potrafimy coś przeciwko temu zrobić? Czy znalazł się już ktoś, kto zrobił wielki biznes na ozdobach choinkowych w kwietniu? Zadajmy sobie pytanie, czy jeśli w kwietniu w sklepach znalazłyby się bombki na choinkę w cenach obejmujących nawet 60-procentowy rabat, to czy rozchodziłyby się jak ciepłe bułeczki? I wreszcie - jeśli nawet jakimś cudem znaleźliby się klienci gotowi zainwestować już w kwietniu w okres świąteczny, to czy ci sami klienci kupiliby ozdoby w grudniu, bezpośrednio przed świętami, kiedy nikt nawet nie pomyśli o dawaniu rabatów? No właśnie - nie kupiliby. Prawdopodobnie trzeźwo myślący hurtownik wolałby przetrzymać towar, jeśli miałby takie możliwości, do czasu przedświątecznego i sprzedać go po normal nych cenach lub z rabatem symbolicznym. Wynik ekonomiczny byłby dużo lepszy.Podobnie ma się sprawa z solarium. Jeśli w lutym zrobimy wielką promocję, to w dużej mierze skorzystają z niej tylko ci klienci, którzy i tak by przyszli się opalać w tym okresie. Korzystając z dodatkowej promocji, osłabiają oni tym samym i tak już słaby wynik ekonomiczny. Robiąc promocję na karnety, nie tylko sobie nie pomagamy, ale wymiernie szkodzimy. Istnieje wiele innych sposobów namawiania ludzi do skorzystania z usługi i zachęcania do ich odwiedzenia naszego salonu w okresie martwym. Takie okresy to wielkie pole do popisu dla tych, którzy chcą w tym czasie pozyskać nową grupę klientów i przygotować ją również do tego, aby w przyszłości zasiliła stałą grupę opalających się nie tylko w okresie wiosny czy sylwestra.
Katalizatory sukcesu
Jak widać, rynek staje się bardziej przejrzysty, salony ładnieją, standard usługi rośnie i pomimo malejących cen na usługę, przez co nie przyniesie już ona nigdy takiego zysku jak przed 10 laty, warto nadal inwestować w branżę, która jako jedyna sprzedaje ludziom słońce, a także zadowolenie i uśmiech. I nie ma tu znaczenia fakt, iż większość klientów solariów nie jest świadoma do końca pozytywnego wpływu promieni słonecznych na organizm. Ich regularne wizyty w salonie w zupełności wystarczą do tego, aby i na twarzy właściciela salonu zabłysnął uśmiech satysfakcji, wynikającej ze świadomości, że trud, jaki włożył, otwierając profesjonalny salon, nie poszedł na marne.
Dużo uśmiechu!
Na zakończenie życzę więc wszystkim dużo uśmiechu (bo słońca życzyć w naszej branży nie muszę) i tego, aby kolejny, 2007 rok przyniósł nam wszystkim jeszcze wyższą świadomość społeczeństwa, które jeszcze lepiej zrozumie, że bez słońca nie byłoby życia na naszej planecie. A wszystkim tym, którzy twierdzą, że słońce świeci za darmo na niebie i solarium nie jest konieczne - polecam dokładną obserwację zmian, jakie zachodzą w społeczeństwie, a dokładniej - jak mało mamy wolnego czasu i jak mało przeznaczamy go na kontakt ze słońcem. W tej sytuacji solarium staje się doskonałą alternatywą dla oczekujących promieni słonecznych ludzi. Nie zawiedźmy tych oczekiwań!Leszek Kryniewski