Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Prawo

Droga przez mękę

Jakie kłopoty może napotkać inwestor przy otwarciu nowego salonu...

Na prośbę naszych Czytelników rozpoczynamy cykl publikacji na temat przepisów prawnych i rozporządzeń obowiązujących inwestora przy inwestycji polegającej na otwarciu nowego salonu solarium.

Prawo podobno jest jedno - i bez względu na okoliczności i sytuację każdy musi się do niego stosować. Niestety, w praktyce wygląda to nieco inaczej. W jednym mieście można wszystko, w innym nic. Jeden urzędnik stara się pomóc inwestorowi i zrozumieć pośpiech, z jakim działa prawie każdy właściciel nowego salonu, inny stara się mu zaszkodzić, a przynajmniej spowolnić jego rozpęd i zapał, wymyślając coraz to nowe problemy. Począwszy od pozwoleń, a skończywszy na kontrolach i decyzjach, każdy musi w mniejszym lub większym stopniu przejść drogę, którą nazwałem żartobliwie drogą przez mękę. Jeszcze kilka lat temu nie śmiałbym tego napisać, dzisiaj jednak, kiedy nasz kraj należy do Unii Europejskiej, piszę to z pełną świadomością.

Wszystko zaczyna się od biznesplanu

Na początek mała uwaga - poniższa publikacja dotyczy sytuacji, w której zrobiony jest już podstawowy biznesplan, znalezione zostało odpowiednie miejsce do usytuowania salonu, w przybliżeniu obliczono ilość urządzeń potrzebną do zrealizowania inwestycji, a środki do wykonania inwestycji są zapewnione. Zanim zabierzemy się do robienia projektu i wyszukiwania odpowiednich farb na ściany oraz koloru dywaników, musimy przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. W szalonym pędzie do Unii Polska i jej urzędnicy zapomnieli o jednym, najważniejszym aspekcie rozwoju kraju. Aby w kraju było dobrze, potrzebne są pieniądze. Aby państwo miało kasę na zarządzanie, musi się znaleźć podatnik, który swym podatkiem dochodowym lub od obrotów i usług zasili budżet. Aby płacić podatki, musi on zarabiać pieniądze - a więc musi rozpocząć swoją działalność i zrobić obroty. Jeśli już coś zarobi, musi się podzielić z państwem, w którym działa. Myślę, że niejeden inwestor zrobiłby to nawet chętnie, gdyby z jednej strony podatki były trochę bardziej dopasowane do tego, co robi, a z drugiej - gdyby pozwolono mu zarobić na ich płacenie. Nie chodzi tu o jakąś wielką sprawę z tą pomocą. Chodzi tylko o to, aby mu za wszelką cenę tego nie utrudniano czy wręcz uniemożliwiano.

Poza samym zarabianiem i płaceniem podatków inwestor jest również potencjalnym pracodawcą - a więc wpływową osobą w każdym szanującym swoich obywateli państwie. Czyżby urzędy tego nie wiedziały? Czyżby ministrowie nie byli świadomi tego, że bez pracodawców nie będą mogli utrzymać swego rządowego aparatu, a i wypłaty dla nich samych nie będą miały się z czego brać? Skoro nie będzie pracodawców, nie będzie i podatków. Jeśli nie będzie kupujących i korzystających z opodatkowanych usług - nie będzie podatków. Dlaczego urzędnik, do którego przychodzimy z prośbą, nie przyjmuje nas jako swojego potencjalnego szefa - czyli podatnika, z którego pieniędzy wypłacane są nie tylko jego pensje, ale i wszystko, co go w pracy otacza, począwszy od ciepła, a skończywszy na wodzie, z której to właśnie on parzy sobie codziennie kawkę, nie mając czasu dla petenta? Nie chcę oskarżać wszystkich urzędników państwowych instytucji o podobne zachowania. Jednak mnie osobiście bardzo rzadko zdarza się trafić na kogoś, kto faktycznie wykazuje chęć pomocy. Czasami odnosi się wrażenie, że petent w urzędzie to potencjalny wróg, bo jego pojawienie się wiąże się z dodatkową pracą, na której brak urzędnicy nie narzekają. No, ale jeśli stosy papierów i podań zajmujących ich cenny czas w większości nie mają logicznego uzasadnienia, to trudno się dziwić, że petenci nie są zadowoleni, a urzędnicy się denerwują. Co gorsza - zdarza się, że z powodu ostatnich afer urzędnik chce być bardziej dokładny niż przepisy przewidują. Najlepszym przykładem z ostatnich lat w naszej branży było wymaganie przez niektóre inspektoraty sanitarne umywalek w każdej kabinie oraz prysznica w salonie solarium. Czy ktokolwiek z urzędników zastanowił się nad niebezpieczeństwem, z jakim wiąże się umieszczenie umywalki z wodą w pobliżu urządzenia opalającego zasilanego siecią trójfazową dużej mocy? Czy w ofercie usług solarium można znaleźć podobieństwo do łaźni? A może zaczniemy wymagać od kiosku Ruchu umywalki dla klienta do umycia rąk pobrudzonych farbą drukarską oraz prysznica, aby mógł się wykąpać, gdy się spoci po przeczytaniu tytułów w kupionym przed chwilą dzienniku. Dlaczego fryzjer nie musi mieć prysznica? Meksykańskie restauracje również mogłyby mieć obligatoryjnie kabiny prysznicowe, bo przecież po spożyciu ostrej strawy większość z nas bardziej się poci...

Tymczasem skończmy dywagacje na temat urzędników i co najmniej dziwnych przepisów, do których podczas publikacji pewnie wielokrotnie powrócimy, i zajmijmy się krokiem pierwszym - czyli projektem.

Więcej w Solarium nr 42

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM