Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Edukacja

Edukacja lekarstwem dla branży

Bezpłatna edukacja niemieckich właścicieli salonów to najlepsza droga do profesjonalizacji branży solaryjnej i jeden z głównych czynników gwarantujących jej przetrwanie lub "świetlaną przyszłość". Nasi zachodni sąsiedzi coraz mocniej dostrzegają potrzebę profesjonalnych szkoleń.

Szkolenia, kursy, seminaria... To wszystko służy podnoszeniu kwalifikacji zarówno pracowników salonów solaryjnych, jak i ich właścicieli. W Niemczech przez wiele ostatnich lat obserwowaliśmy poczynania organizacji branżowych, które nie odnotowywały spektakularnych sukcesów na tym polu. I to pomimo prężnego działania Niemieckiej Akademii Opalania, proponującej w całych Niemczech regularne całodniowe szkolenia. Problem tego typu działań polega na tym, że szkolenia są jednodniowe, grupy niezbyt liczne, a udział jednej osoby wiąże się ze stosunkowo wysokim kosztem dla właściciela solarium, zdającego sobie równocześnie sprawę z wysokiej rotacji pracowników i niepewnej byprzyszłości swojego salonu. Dodatkowo spotkania te są całodzienne i nie związane z noclegiem, a więc branżowcy nie mają najmniejszych szans na wymianę doświadczeń i jednoczesną konsolidację swoich poczynań. Po całodniowym szkoleniu nie ma czasu na dyskusyjne forum branżowe, ponieważ każdy zainteresowany jest jak najszybszym powrotem do domu. Szkolenia takie, jak widać, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, a ich powtarzalność zmusiła organizatorów do jednorodnego bloku tematycznego przeznaczonego raczej dla początkującego w branży właściciela lub pracownika. Po odbyciu jednego szkolenia i otrzymaniu certyfikatu brak było motoru do tego, aby uczestniczyć w podobnym szkoleniu jeszcze raz, ponieważ nie niosło ono ze sobą nowych doświadczeń. SunCollege to nowa próba edukacji - zupełnie odmienna od dotychczasowych działań. To bezpłatne dwudniowe szkolenie z elementami warsztatów i forum dyskusyjnym. Taka formuła pozostawia dużo czasu na dyskusję i wymianę doświadczeń, spotkania, rozmowy przy kawie czy nawet drinku. Rozluźniona atmosfera to wypoczęte umysły, chęć do nauki i motor do działania napędzany dobrą i jakże godną naśladowania intencją organizatorów.

SunCollege w Hanau

Koncern Heraeus Noble Light, mający swą siedzibę w niemieckim Hanau, wraca na nasze łamy jako producent zasługujący na szczególną uwagę. To właśnie w Hanau w dniach 19-20 stycznia odbyło się dwudniowe seminarium z serii SunCollege PLUS, zorganizowane przez koncern Heraeus przy współpracy z Niemiecką Akademią Opalania. Szkolenie sponsorowane było przez Heraeus Hanau, KBL, FIJI oraz Lighttech. I nie byłoby w tym może nic dziwnego i zasługującego na tak szczególną uwagę, gdyby nie fakt, że impreza była dwudniowa, bardzo profesjonalnie przygotowana i opłacona całkowicie przez sponsorów. Co to oznaczało? Ano to, że uczestnicy tego szkolenia brali w nim udział całkowicie bezpłatnie, na koniec otrzymali poza drobnymi prezentami obszerne materiały w formie profesjonalnych skryptów oraz przykładów zapisanych w formie elektronicznej na płycie CD. Wszystko to okraszone było naturalnie pełnym całodziennym wyżywieniem i prywatnym wieczornym bankietem zorganizowanym w hotelu Merkury w Hanau, w którym nocowała większość z uczestników. Co dziwne, bankiet również opłacony był przez sponsorów. Zastanawiam się, czy jest to forma przekupstwa czy też zwykła troska producentów o profesjonalizacje branży? Może również uznać to za próbę ratowania ciężkiej sytuacji, w jakiej znalazła się niemiecka branża ostatnimi czasy.

Przykład godny naśladowania

Bez względu na to, co było głównym powodem, projekt jest godny naśladowania i osobiście nie czekałbym na miejscu polskich producentów i dystrybutorów na to, aż będzie tak źle jak w Niemczech. Na profesjonalizację branży nigdy nie jest za wcześnie. Czy doczekamy się takiej aktywności producentów w naszym kraju? Tego nie wiemy, ale może publikacja taka jak te zachęci ich w inwestowanie we właścicieli salonów. To właśnie oni są przyszłością branży i od ich poczynań będzie zależeć, czy branża będzie się rozwijać czy kurczyć. Jedno jest pewne: jeśli nikt nie będzie robił nic, to czeka nas to, czego doczekali się Niemcy, przypatrując się latami poczynaniom rynku i spełniając ślepo jego życzenia. Pozostaje nam zawsze pytanie, które zadaję sobie przy takich okazjach od wielu lat - znając jednocześnie odpowiedź. Czy przypadkowa osoba otwierająca biznes pod nazwą solarium jest w stanie bez przygotowania i doświadczenia w tejże branży pokierować jej rozwojem, patrząc tylko na poczynania tak samo nie przygotowanej do tego typu działań konkurencji? Jak wiemy, prowadzi to w 95% przypadków do wojny cenowej - jako najłatwiejszego narzędzia do krótkotrwałego przyciągnięcia klientów. Koniec scenariusza wojny cenowej znamy: niskie ceny, podupadły poziom usługi, zniszczone ceny na lokalnym rynku i ciągle rosnące wymagania klientów przyzwyczajonych do tego, że poniżej złotówki można się opalać. Z badań przeprowadzonych przez naszą redakcję we współpracy z Politechniką Opolską wynika, że prawie nikt z właścicieli, zakładając biznes i ustalając ceny usługi, nie kierował się ekonomią. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że producenci i dystrybutorzy bardziej zainteresowani są sprzedażą urządzeń aniżeli tym, aby ich klienci zarabiali na prowadzeniu swoich usług. To krótkowzroczny egoizm oparty na doświadczeniach z ubiegłych lat. Dystrybutorzy narzekają na pogarszającą się sytuację w branży, niskie marże przy sprzedaży urządzeń i ciągle rosnące wymagania klientów. Fakt - sytuacja się zmieniła diametralnie. Kilka lat temu wystarczyło posiadać w magazynie solarium, aby je sprzedać, i to z całkiem niezłym zyskiem, ponieważ zainteresowanych było więcej niż urządzeń. Dziś zdziesiątkowanie niemieckiego rynku usług solaryjnych umożliwiło większości dystrybutorów posiadanie dużej ilości maszyn używanych, a co gorsza - zachęciło dziesiątki małych firm do zajęcia się ich sprowadzaniem. Wojna cenowa i brak profesjonalizmu przeniósł się z ostatniego ogniwa, jakim byli właściciele, na dystrybutorów sprzętu. Najgorsze, że również na tych poważnych, którzy obiecywali sobie całymi latami, że się do tej wojny nie przyłączą, ponieważ ich infrastruktura oraz logistyka nie pozwala sprzedawać taniej. Przyglądali się oni temu wszystkiemu, mówiąc sobie: lepiej nie zarobić, niż oddać za półdarmo. Dziś niejeden sprzedaje pełnowartościowy towar z najwyższej półki po dziwnie niskich cenach - tylko po to, by wyrobić cele, jakie postawił im producent. Czy w takiej sytuacji jest się z czego cieszyć? Czy mogą być dumni z tego, co robią? Obiecywali sobie, że się do tej wojny nie przyłączą, i po kilku latach schowali swoją dumę do kieszeni. Można powiedzieć, że 70 procent całej branży zachorowało, pozostała część, czyli producenci, pozostali niby zdrowi, ale nie mają komu sprzedać drogich, dopracowywanych latami urządzeń, których cena zależy w dużej części od wielkości produkcji. Urządzenia pozostają więc drogie, właściciel szuka najtańszego dystrybutora, a klient ostateczny - tego, kto opalać będzie za darmo.

Leszek Kryniewski
Więcej w Solarium 43

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM