Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

To już robi się nudne...

I znowu to samo - przyszła wiosna, w związku z czym w czasopismach kobiecych i "kobiecopodobnych" pojawiły się publikacje o opalaniu w solarium. Wszystkie podobne do siebie, tak samo beznadziejnie przewidywalne. Czasami ma się wrażenie, że to te same artykuły co w zeszłym roku, tylko z naniesionymi małymi zmianami. I te właśnie małe zmiany to chyba jedyny pozytywny aspekt całej sprawy.

Przyjrzyjmy się jednemu z takich artykułów. Pierwszemu z brzegu. Miesięcznik dość popularny, numer wiosenny (kwiecień 2007), tekst pod niezwykle "odkrywczym" tytułem "Prawdy i mity na temat solarium". Gdyby tytuł artykułu miał korespondować z jego treścią, do prawd i mitów powinno się jeszcze dopisać określenie BZDURY. Ale, niestety, autorzy najwyraźniej nie mieli świadomości, że je piszą. Na szczęście są to bzdury w większości nieszkodliwe.

Ilustracja i konstrukcja

Artykuł zilustrowany został zdjęciem niebrzydkiej pani wylegującej się na jakimś przedpotopowym urządzeniu... na brzuchu, potylicą w kierunku lamp twarzowych. Pani wygląda na zrelaksowaną i żywą - to dobry znak. Może nie będzie aż tak źle? Przyznać to trzeba - fatalnie nie jest. Ale jak zwykle, obok przydatnych w sumie informacji nie brakuje takich, które stawiają pod znakiem zapytania wiarygodność całej publikacji. Nie wiadomo właściwie, skąd wziętych, i niczym nie uzasadnionych. Tekst skonstruowany jest na zasadzie znanej z innych tego typu publikacji: najpierw pojawia się stwierdzenie, następnie wyjaśnienie - czy jest to prawda / nieprawda i dlaczego? Na początek dwa tematy, które pojawiają się zawsze. Pierwszy - o poprawie nastroju, drugi - o uzależnieniu od opalania. Tu kontrowersji nie ma. Pani dermatolog zgadza się z twierdzeniem, że opalanie wpływa na poprawę nastroju, a opalona skóra i związane z tym zwiększenie atrakcyjności fizycznej jest czymś pozytywnym. Ostrzega przed uzależnieniem od opalania. Słusznie - tanoreksja to problem, o którym trzeba mówić i przed którym należy przestrzegać.

Chronią czy nie chronią?

Dalej jest już, niestety, gorzej. Na początek o kosmetykach solaryjnych. Autorka stawia tezę: "Specjalne kosmetyki solaryjne chronią przed szkodliwymi skutkami opalania", po czym stwierdza, że to... nieprawda. Uzasadnienie? Ponieważ przed promieniowaniem UV chronią tylko kosmetyki z filtrami, których profesjonalne preparaty solaryjne nie zawierają. Oczywiście, że nie zawierają - chciałoby się powiedzieć. Przecież po to się chodzi do solarium, żeby poddać się działaniu promieni UV, i trudno byłoby oczekiwać od kosmetyków solaryjnych, że będą przed nimi chroniły. Rzecz w tym, że "ochrona przed szkodliwymi skutkami opalania" nie musi wcale oznaczać izolacji od ultrafioletu. Co ciekawe - w kolejnych zdaniach autorka udowadnia, że ma tego świadomość, wspominając o tym, że kosmetyki solaryjne nawilżają skórę, chroniąc ją przed wysuszeniem, że często zawierają substancje przeciwzmarszczkowe i że ich użycie pozwala skrócić czas sesji opalającej, co jest korzystne dla skóry. Oczywiście - lepiej, że o tym pisze, niżby miała w ogóle pominąć ten temat. Ale zdziwienie pozostaje. W końcu prawda czy nieprawda?

Przygotowuje czy nie przygotowuje?

Jeden z najdziwniejszych fragmentów tego artykułu rozpoczyna się od stwierdzenia: "Solarium przygotowuje skórę na spotkanie ze słońcem". I zaraz dowiadujemy się, że jest to... nieprawda (!). Najciekawsze jest uzasadnienie. Otóż autorka twierdzi, że proces tworzenia się melaniny przebiega na różnych głębokościach skóry - w zależności od tego, czy opalanie ma miejsce w solarium. I tu cytat: "Melanina, która utworzy się w jej (skóry) głębszych warstwach pod wpływem promieni UVA w solarium, nie będzie chroniła zewnętrznych warstw przed promieniami UVB w słońcu". Koniec cytatu. Hm, wszystkie dotychczasowe doniesienia mówią o tym, że proces powstawania opalenizny przebiega dwutorowo. W dużym skrócie: UVB pobudza komórki skóry do produkcji melaniny, która następnie transportowana jest do wyższych warstw skóry i tam ciemnieje pod wpływem UVA. Tymczasem autorka porad najwyraźniej twierdzi, że promienie UV w zależności od długości fali aktywują wydzielanie melaniny na różnych głębokościach skóry. Z taką wersją jeszcze się nie spotkałem. Pomijając wszystko inne, nad tą publikacją - podobnie jak nad wszystkimi innymi w tym rodzaju - wisi piętno jednego zasadniczego błędu. Mianowicie autorka zakłada z góry, że w solarium mamy do czynienia wyłącznie z promieniami UVA. Owszem, na pewno proporcje między UVA i UVB w solarium są inne niż w naturze, ale to nie znaczy, że te drugie w ogóle są nieobecne. Wręcz przeciwnie: wszyscy wiemy, że lampy emitują również promienie UVB, a czasami ich współczynnik jest wystarczająco wysoki, by nawet producenci ostrzegali przed opalaniem na nich osób o zbyt wiewrażliwej skórze. To, czy solarium przygotuje skórę na spotkanie ze słońcem czy nie, zależy od wielu czynników: sposobu opalania, jego częstotliwości, rodzaju lamp, nawet rodzaju urządzeń. W profesjonalnych salonach można sobie nawet zamówić specjalny "urlopowy" plan opalania, z dokładnie rozpisanymi sesjami obliczonymi na wykształcenie odporności skóry na najbardziej agresywne, tropikalne słońce. Ale o tym oczywiście autorka porad nie ma pojęcia.

Stan wiedzy autorki na temat solarium pokazuje również kolejna wypowiedź. Najpierw mamy tezę: "Zupełnie nie ma znaczenia, w jakim solarium się opalamy". Dowiadujemy się, że jest to nieprawda - i słusznie. Ale już uzasadnienie pozostawia wiele do życzenia. Otóż zdaniem autorki "Lepiej wybierać solaria nowej generacji, gdyż w nich lampy są bezpieczniejsze, bo emitują mniej promieni UVA. Poza tym w nowoczesnych solariach spędza się zaledwie kilka minut...".

Aż trudno to komentować. Niby skąd pani ma wiedzieć, że lampy w urządzeniach są takie, jakie się w nich zamontuje. Ciekawe, na jakiej podstawie pani napisała, że lampy te emitują mniej promieni UVA. I czy wiedziała o tym, że ograniczenie czasu opalania ma związek wyłącznie z mocą urządzeń, a właściwie lamp w nich zamontowanych? Pytania czysto retoryczne.

Szkodzą czy nie szkodzą?

Czy tego typu publikacje są dla branży solaryjnej szkodliwe? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno jej nie pomagają. Solarium przedstawia się w nich jako "zło konieczne", funkcjonujące na zasadzie "skoro już jest, to niech będzie, ale w sumie nie polecamy". Skąd zatem wątpliwości co do szkodliwości (artykułów, nie solarium)? Ano stąd, że w porównaniu z publikacjami sprzed kilku lat widać zmianę. Nastroje nie są już tak radykalne jak jeszcze kilka lat temu. Wtedy solarium było przedstawiane jako źródło wszelkiego zła, ton publikacji był tak alarmistyczno-histeryczny, że aż niewiarygodny. Teraz raczej się informuje, dostrzegając również pozytywne aspekty opalania i w miarę rzeczowo ostrzegając przed tym, czego powinno się unikać. Tak jest i w tym artykule. Autorka na przykład rzeczowo opisuje listę przeciwwskazań - to niewątpliwie jest potrzebne, bo - niestety - w wielu salonach solaryjnych ciężko o tego typu informacje. I to właśnie ta część jest najbardziej wartościowa w całym artykule. Szkoda, że musi sąsiadować z przytoczonymi już bzdurami.

Michał Domański
Więcej w Solarium 43

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM