Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Niewiedza czy głupota?

O konsekwencjach używania kosmetyków plażowych (i innych wynalazków) w solarium

O tym, że powinno się używać kosmetyków solaryjnych, wiemy wszyscy bardzo dobrze. Czy jednak wiedzą o tym nasi klienci? Z tym bywa już różnie, ale powiedzmy sobie szczerze - ich stan wiedzy zależy wprost od naszego zaangażowania w ich edukację. Innymi słowy - albo dowiedzą się tego od nas, albo znikąd. Ewentualnie od znajomych. Tak czy owak - w naszym dobrze pojętym interesie musimy dbać o to, by wiedza klientów na ten temat była jak największa. I nie chodzi tu wyłącznie o wpływy ze sprzedaży profesjonalnych preparatów, ale również o minimalizację strat wynikających ze stosowania tych nieprofesjonalnych. O tym mówi się rzadko, ale w niektórych solariach używanie różnych podejrzanych kosmetyków i substancji "kosmetykopodobnych" jest prawdziwą zmorą.

Pomysłowość klientów solariów wydaje się nie znać granic. Kilka lat temu słyszałem o mężczyźnie, który po opalaniu w pewnym solarium wyszedł z kabiny zmęczony, zlany potem. Na pytanie zatroskanej obsługi - co się stało? - odpowiedział, że było tam strasznie gorąco i ogólnie ciężko wytrzymać. Po krótkim dochodzeniu okazało się że klient... położył się w ubraniu - dość grubym na dodatek. - A to trzeba się było rozebrać? Nic mi pani nie mówiła - tłumaczył mocno zdziwiony. Kiedy opowiedziano mi tę historię (jako autentyczną), myślałem, że to kolejna "miejska legenda", historyjka wyssana z palca powtarzana jako autentyczna. Z cyklu tych mówiących o krokodylach mutantach żyjących w ściekach Nowego Jorku czy dziecku upieczonym w piekarniku przez naćpanych rodziców. Teraz - choć pewności wciąż nie mam - jestem w stanie uwierzyć, że pan opalający się w sweterku rzeczywiście istniał i sytuacja faktycznie mogła mieć miejsce. Nawet teraz, kiedy - wydawałoby się - ludzie powinni wiedzieć już wszystko o opalaniu, zdarzają się przypadki tak absurdalne, że aż niewiarygodne. Spora ich część dotyczy używania kosmetyków - lub różnego rodzaju substancji mających te kosmetyki zastępować.

Balsamy, oleje, olejki...

- Przypadki są przeróżne - mówi Ania, pracująca na co dzień w jednym z opolskich salonów solaryjnych. - Jeśli chodzi o używananie kosmetyków, klientów podzielić można na kilka grup. Pierwsza to ci, którzy regularnie korzystają z profesjonalnych kosmetyków solaryjnych. Mają swoją ulubioną markę albo próbują nowych rzeczy. Druga grupa to ci, którzy nie używają żadnych kosmetyków i nie chcą w ogóle o tym słyszeć. Pojawiają się nawet głosy, że jest to szkodliwe - co jest dla mnie szokujące. Trzecia grupa to ludzie, którzy używają różnego rodzaju kosmetyków nie przeznaczonych do opalania w solarium. Najczęściej są to po prostu plażowe kremy z mocnymi filtrami, ale ównież standardowe balsamy nawilżające. Czwarta - najgorsza - grupa, to osoby używające oliwki dla dzieci albo wręcz... olejów spożywczych... Przypadki używania kosmetyków plażowych w solarium nie zdziwiły mnie jakoś szczególnie. Jednak kiedy usłyszałem o olejach spożywczych, to reakcja była jedna - szok.

Swąd palonych frytek

- Dla mnie to też był szok - przyznaje Ania. - Pewnego dnia w pewnym momencie poczułam po prostu w salonie mocno nieciekawy zapach - coś w rodzaju smrodu palonych frytek. Wydobywał się on z jednej z kabin. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale poczekałam do końca seansu. Po kilku minutach, po zakończeniu opalania wyszła stamtąd klientka i - ciągnąc za sobą wspomniany zapach - po prostu wyszła. Nie zdążyłam z nią porozmawiać, zapytać... Nic. Najgorszym koszmarem było mycie łóżka - zresztą nie tylko łóżka, całej kabiny, bo plamy oleju były wszędzie - na podłodze, ścianach, lustrze. Ale z płyty akrylowej najtrudniej było je usunąć. Nie pomagał środek do dezynfekcji, zużyliśmy tony papieru. Pozostałości na płycie przypominały błoto, maź, nie dającą się usunąć. A nieprzyjemny zapach pozostawał jeszcze długo. - Co ciekawe, następnym razem przyszła z pretensjami, że nie widać efektów opalania, że pewnie coś z naszymi lampami czy urządzeniami jest nie tak - kontynuuje Ania. - Wtedy właśnie zapytałam, czego używała jako "kosmetyku". Okazało się, że... oliwy z oliwek. - Normalnej spożywczej oliwy do smażenia, sałatek itp. Gdzieś tam usłyszała, że oliwa dobrze robi na skórę, może coś jej się skojarzyło z przyrumienionym mięsem... Trudno powiedzieć, co dokładnie kierowało tą kobietą. Odpowiedziałam, że właśnie ta oliwa była najprawdopodobniej przyczyną, że to nie jest kosmetyk, ale rzecz, która w ogóle nie powinna znaleźć się w solarium. Coś odburknęła, poszła się opalać... I chwilę potem znowu poczułam ten sam zapach, właściwie należałoby raczej powiedzieć - smród. Oczywiście powtórzyła się historia z problemami z domyciem kabiny. Tym razem jednak zdążyłam poinstruować wychodzącą panią, że nie powinna używać tego typu preparatów w solarium - i to nie tylko dlatego, że po prostu się nie opali, ale z powodu trudności z utrzymaniem czystości, z powodu zapachu. No cóż - chyba się obraziła, bo więcej jej w solarium nie widziałam.

Michał Domański
więcej w Solarium nr 44.

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM