Strona główna | Spis treści |Archiwum
Opalanie na miarę XXI wieku
Jak dojść do tego, co dla klienta jest dobre? Jak, nie oszukując go, najlepiej go obsłużyć? Jak opalać go najbardziej efektywnie, nie szkodząc mu przy tej okazji? Na te pytania znajdą Państwo odpowiedzi w poniższym wywiadzie.
Dużo się mówi o różnicach w branży pomiędzy Polską i Niemcami, o tym, że w Niemczech jest inaczej, łatwiej, lepiej, bo społeczeństwo jest bogatsze, ma więcej możliwości itd. Faktycznie - kilka różnic jest. Niemniej zasada jest nadal ta sama, a ludzie są tylko ludźmi i bez względu na to, czy we Francji, Niemczech czy też w Polsce, a nawet w słonecznej Hiszpanii - chodzą do solarium, bo chcą być brązowi, chcą się lepiej poczuć, chcą zatankować jakiejś niewidzialnej energii, której sami nie potrafią nawet dokładnie nazwać. Badanie przeprowadzone przez naszą redakcję w roku 2006 dowodzi bezsprzecznie tego, że człowiek nie przychodzi do solarium tylko i wyłącznie po brąz. W naszej ankiecie ukryliśmy pytanie umożliwiające dokładne rozgraniczanie zachowań klienta, pytając go bardzo prosto: czy kupiłby w tej samej cenie co opalanie tabletkę umożliwiającą bycie brązowym bez przychodzenia do solarium? Tylko znikomy procent odpowiedział, że tak. Dlaczego się tak dzieje? Ano dlatego, że opalanie to właśnie nie tylko brąz. Przychodzimy do solarium, ponieważ kontakt ze słońcem daje nam coś więcej. Do tego samego stwierdzenia doszedł Jochen Becker, właściciel sieci solarium AYK z Wuppertalu. Poszedł on nawet dalej - chciał się przekonać, czy ludzie na pewno świadomie zawsze wybierają najmocniejsze urządzenia w salonie. Jak dojść do tego, co dla klienta jest dobre? Jak, nie oszukując go, najlepiej go obsłużyć? Jak opalać go najbardziej efektywnie, nie szkodząc mu przy tej okazji? Na te pytania znajdą Państwo odpowiedzi w poniższym streszczeniu kilkunastogodzinnego wywiadu z człowiekiem, którego chcielibyśmy jako redakcja wyróżnić za wkład w rozwój międzynarodowej branży solaryjnej. To przykład indywidualizmu potrafiącego osiągnąć zamierzony cel przy pomocy prawdy, rzetelności i zdrowego podejścia do brązu, jako efektu ubocznego procesu opalania.
Indywidualne podejście
Solarium - Pytanie prozaiczne, ale jakoś zacząć trzeba. Dlaczego właśnie branża solaryjna? Znając Pana inne możliwości, dziwi mnie trochę to, że wybrał pan akurat opalanie.
Jochen Becker
- Skończyłem szkołę średnią i chciałem za wszelką cenę studiować medycynę. Mimo że świadectwa miałem bardzo dobre, nie dostałem się z powodu jednego punktu, którego zabrakło mi podczas egzaminu wstępnego. Zawsze interesował mnie człowiek, a nie materia, wybrałem jednak na przekór sobie drugą najbardziej rozsądną drogę, czyli studia ekonomiczne. Moja rodzina bardzo potrzebowała w tym czasie wykształconego ekonomisty. Po studiach kilka lat pracowałem dla koncernu mojego ojca w branży papierniczej. Jak można się było tego spodziewać, materia znudziła mnie dosyć szybko. Zmieniłem pracę, poznając bardzo dogłębnie zasady franczyzy.
W 1995 pomyślałem o tym, aby się uniezależnić. Razem z żoną rozglądaliśmy się po rynku z bardzo wyraźnym punktem ciężkości, którym była franczyza. Nie chcieliśmy wynajdywać koła jeszcze raz, lecz udoskonalać to, co wydawało nam się bardzo mało doskonałe. I tu natknęliśmy się na branżę solaryjną i dwie sieci proponujące działanie właśnie na zasadach franczyzy - SunPoint oraz AYK. Wybraliśmy AYK-a, ponieważ w naszym okręgu nie był on jeszcze rozpowszechniony.
Solarium - Zaciekawiło mnie zdanie, którego pan użył przy określeniu branży. Szukaliście celowo czegoś niedoskonałego? Czy dobrze to zrozumiałem?
J.B.
- Tak. Może zabrzmi to dziwnie, ale branżę solaryjną wybraliśmy z dwóch powodów. Jako że jestem ekonomistą, a specjalizuję się w zarządzaniu i marketingu, przy wyborze kierowałem się bardzo prostymi zasadami. Aby coś zrobić, trzeba mieć swój pomysł, ale niekoniecznie coś wymyślić całkiem od początku. Sieć AYK wydawała mi się dobrym pomysłem na biznes, ale widziałem w niej wiele niedoskonałości. Nie obrażając właścicieli, zauważyłem, że większość w tej branży ogólnie nie charakteryzuje się najwyższym poziomem usług. Wynikało to z naszych dogłębnych badań przeprowadzonych przed podjęciem decyzji. Brak zawodu czy jakiegokolwiek specjalistycznego
wykształcenia, brak świadomości, znajomości zjawiska i przygotowania ekonomiczno-marketingowego - to były słabości, które byliśmy w stanie zmienić i tym samym się wyróżnić. Dodatkowym aspektem ułatwiającym nasz wybór był bardzo zły image tej branży, który chcieliśmy również zmienić. Ten właśnie image wielokrotnie blokował poważnych inwestorów przed inwestycją w taką branżę. Chcieliśmy się czymś wyróżniać i to było dobre i zarazem wystarczająco bezpieczne pole do popisu.
Solarium - Zaskakujące, ale jakże logiczne. Tak więc w 1996 roku powstało pewnie pierwsze solarium.
J.B.
- Nie tylko jedno. Już na początku zakładaliśmy, że otworzymy w jednym czasie trzy i zobaczymy, czy nasze projekty będą funkcjonować na nowym poletku usług, o których wcześniej nie mieliśmy dużo pojęcia.
Solarium - Czy oznacza to, że nie był pan wcześniej klientem salonu solaryjnego?
J.B.
- Nie do końca. Byłem, ale niekoniecznie takim, który przychodził tylko po brąz. Od urodzenia miałem problemy ze skórą, wiele wizyt nawet u najlepszych specjalistów nie przynosiło poprawy. Trądzik, który mi dokuczał, przestawał dokuczać wiosną, a więc wtedy, kiedy to słońce dawało znać o sobie. Zauważywszy to, opalałem się chętnie na powietrzu, ale z wielkim umiarem. Jesienią wybrałem się po raz pierwszy do solarium - pomogło, ale z czasem efekt był coraz mniejszy. Z chwilą kiedy stałem się bardzo brązowy, trądzik wrócił, a ja przestałem wierzyć w samego siebie. Byłem przekonany, że słońce jest lepsze od solarium. W następnym roku częściej wystawiałem się na działanie
słońca, będąc przekonany o tym, że natura jest najlepsza. Po trzech tygodniach zawiodłem się jednak i na naturze. Z chwilą gdy moja skóra stawała się bardzo brązowa, trądzik powracał. Po tym doświadczeniu wiedziałem, że nie chodzi o różnicę pomiędzy słońcem a solarium, lecz o bardzo sprecyzowaną dawkę promieni o odpowiedniej mocy i częstotliwości. Ponownie zacząłem chodzić do solarium i opalać się tak, bym nie być czekoladowo brązowy. Średnio odwiedzałem salon co 10 dni i można powiedzieć, że sam się wyleczyłem metodą medycyny naturalnej, którą odkryłem właśnie w solarium. Możliwość dawkowania promieni o odpowiedniej długości, odpowiedniej mocy i czasie stała się rozwiązaniem mojego
problemu. Dziwiłem się już wtedy, że solaria nie używają tego jakże mocnego argumentu w swoich reklamach. Może wtedy było im zbyt dobrze i nie potrzebowali się martwić o klientów, bo było ich aż za dużo.
więcej w Solarium nr 44.