Strona główna | Spis treści |Archiwum
Certyfikacja w liczbach
Czyli co Niemcy wiedzą o opalaniu
0,3 wata na metr kwadratowy - nasłonecznienie o takiej mocy występuje przy bezchmurnym niebie na równiku o godzinie 12. Ta właśnie wartość przyjęta została przez Komisję Europejską jako limit promieniowania dla urządzeń opalających. Na temat tego wydarzenia nie będziemy się rozwodzić - w poprzednim numerze zostało już dość dokładnie opisane. W tej publikacji przyjrzymy się innemu - choć ściśle z nową normą związanemu - zjawisku. Chodzi o certyfikację salonów solaryjnych, a dokładnie - o jej odbiór w społeczeństwie niemieckim - zarówno wśród użytkowników salonów, jak i osób unikających opalania.
Na początek słów kilka tytułem wprowadzenia. Przyjęcie magicznego ułamka 0,3 to między innymi efekt antysłonecznej kampanii prowadzonej przez różnego rodzaju organizacje rządowe i pozarządowe, wspieranej sowicie przez koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne. Ale nie tylko - branża solaryjna nie jest bez winy. Zrzucanie wszystkiego na innych i poszukiwanie teorii spiskowych nie jest na miejscu. Krajem, w którym najczęściej i najgłośniej mówi się o nowym zaleceniu KE - i coś się w związku z tym robi - jest ojczyzna branży solaryjnej, czyli Niemcy. Zresztą, to właśnie ten kraj stał się polem najzagorzalszej walki między zwolennikami i przeciwnikami opalania w solarium. Warto w tym miejscu zauważyć, że borykający się obecnie ze sporymi problemami niemiecki sektor solaryjny w nowym ograniczeniu upatruje swojej szansy na odbudowę wizerunku, mocno już zszarganego. Utrata dobrej opinii to niejedyny i nie największy problem tamtejszej branży. W ostatnich latach w Niemczech zlikwidowanych zostało około 6000 salonów solaryjnych. Jednym z najważniejszych powodów tego stanu rzeczy jest wojna cenowa, która w tym kraju przybrała formę absurdalną. Niemieccy branżowcy uderzyli się więc w pierś i zaczęli szukać sposobów na wyjście z patowej sytuacji. Jednym z działań tam podjętych jest intensyfikacja procesu certyfikacji salonów solaryjnych. O samym procesie również wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach. Nie zagłębiając się zbytnio w temat, przypomnijmy jedynie, że salon, któremu przyznany zostaje certyfikat, spełnia - przynajmniej teoretycznie - najwyższe standardy bezpieczeństwa opalania i obsługi klientów. Praktyka to już temat bardziej złożony. Niemieccy branżowcy postanowili sprawdzić, jak ewentualna certyfikacja wpłynie na świadomość potencjalnych klientów i czy zwiększy ich chęć odwiedzenia salonów solaryjnych. Badania przeprowadził Uniwersytet w Stuttgarcie we współpracy z Niemieckim Związkiem Solaryjnym. Wiosną 2006 roku przebadano reprezentatywną grupę 994 osób w wieku 18 - 70 lat. Znalazły się wśród nich zarówno osoby już korzystające z solariów, jak i takie, które w solarium nigdy się nie opalały.
Nie tylko opalanie
85,5% ankietowanych mieszkańców Niemiec przyznało, że byliby skłonni opalać się w certyfikowanym salonie solaryjnym. Badania wykazały również, że certyfikacja ma wpływ na odbiór społeczny opalania w solarium. Ludzie postrzegają salon solaryjny nie tylko jako miejsce, w którym można przyciemnić sobie skórę. 20% z tych, którzy nigdy wcześniej nie opalali się w solariach, przyznało, że odwiedziliby salon tylko ze względu na korzyści zdrowotne płynące z opalania (choć jak się później okaże, świadomość tych efektów najwyższa nie jest). Osoby, które korzystają z solariów, w certyfikacji upatrywały przede wszystkim szansy na podniesienie jakości usług i rozszerzenie ich wachlarza.
Michał Domański
Artykuł opracowany został na podstawie materiałów przygotowanych przez Koelnmesse GmbH.
więcej w Solarium 46