Strona główna | Spis treści |Archiwum
Droga przez mękę cz. 4
Czyli jakie kłopoty może napotkać inwestor przy otwarciu nowego salonu
W naszym długim cyklu publikacji pozwoliliśmy sobie na małą wakacyjną przerwę. Jednak teraz - już wypoczęci - wracamy na dalszą drogę przez mękę. Tak właśnie nazwaliśmy projekt otwarcia nowego salonu solarium w naszym kraju - to ze względu na niektóre z obowiązków, jakie nakłada ustawodawca na inwestora. Większość przepisów jest oczywiście potrzebna, bo trudno sobie wyobrazić, jak by wyglądał krajobraz bez prawa budowlanego i nadzoru budowlanego. Instytucje takie jak sanepid czy Państwowa Inspekcja Pracy, ochrona środowiska oraz straż pożarna są niezbędnym elementem poprawnego funkcjonowania każdego państwa. Niestety, instytucje te czasami zmuszają nas do działań mało logicznych, opartych na przepisach dawno nie pasujących do obecnej sytuacji rynkowej.
Wielu czytelników pytało nas po dotychczasowych publikacjach "Drogi przez mękę" o to, czy piszemy serio. Faktycznie niektóre z opisywanych sytuacji są tak kuriozalne, że można mieć co do tego poważne wątpliwości. Otrzymaliśmy również prośby o dokładniejsze wytłumaczenie kruczków prawa budowlanego dotyczących budowy, remontu czy przebudowy i podanie większej ilości przykładów z "solaryjnego" życia.
Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się wrócić do pewnych zagadnień, które były już poruszane w poprzednich częściach. Chodzi o to, by jeszcze lepiej i bardziej zrozumiale przedstawić niebezpieczeństwa i problemy, jakie można napotkać na drodze do wymarzonego salonu. W tej części znajdą Państwo więcej przykładów z życia, a nie tylko przepisy i papierologię stosowaną. Przypominamy, że nasza publikacja jest oparta na faktycznej drodze przez mękę pewnego inwestora, któremu wydawało się, że z dużym bagażem doświadczeń jest w stanie zbudować swój salon w ciągu trzech miesięcy. Oczywiście nie udało mu się. Nie tylko z powodu prawa. Również dlatego, że rzeczywistość dalece odbiega od tego, co możemy narysować na ściapierze. Poza tym ludzie są tylko ludźmi i ich omylność oraz wrodzony brak umiejętności przewidywania przyszłości (nie jesteśmy w końcu jasnowidzami) może doprowadzać do nieoczekiwanych poślizgów czasowych.
Niemiłe niespodzianki
Wielu inwestorów często myśli, że mając już wszystko pod kontrolą - plany, terminy odpowiednio dobranych ludzi, projektantów, adresy urzędów oraz wykonawców - są w stanie zdążyć na czas. Warto jednak wziąć pod uwagę jeszcze dodatkowy czynnik: związany z rzeczami, których po prostu przewidzieć nie możemy. Przykładów jest wiele. W samej ścianie budynku może być niespodzianka uniemożliwiająca wykonanie projektu zgodnie z założeniem. Mogą pojawić się opóźnienia ze strony dostawców czy podwykonawców. Albo przypadek ekstremalny - w trakcie budowy stwierdzimy, że jednak nie o to do końca chodziło i zaczniemy całkowicie zmieniać architekturę wnętrza. Niespodzianką w ścianie może być nie zauważony podczas inwentaryzacji szyb wentylacyjny, kominowy, przewód elektryczny czy metalowy podciąg w ścianie. Najczęstsze powody opóźnień to brak możliwości dostarczenia materiałów budowlanych czy konstrukcyjnych potrzebnych do realizacji danego obcinka budowy. Przykład: brak odpowiedniego silnika krokowego w instalacji wentylacji, brak uchwytów do montażu kanałów wentylacyjnych lub uszczelek łączących elementy wentylacji. Albo sytuacja, w której dostarczono elementy nieprawidłowe, a na nowe musimy poczekać dwa tygodnie do następnej dostawy. Niby nic - nie nasza wina. Jednak problem jest duży. Bez gotowej wentylacji nie podwiesimy sufitów, nie wyłożymy posadzki, nie rozpoczniemy budowy kabin itd. Każda budowa przebiega etapowo i warto ją tak na samym początku rozpisać. Bez zakończenia jednego etapu nie można zaczynać następnego. Bardzo ważny jest etap przejściowy - od budowy "brudnej" do "czystej". Po włożeniu urządzeń opalających nie możemy już sobie pozwolić na roboty budowlane, którym towarzyszą zwykle kłęby pyłu i kurzu.
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium 46