Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Ekonomia

Płaska stawka

Płacisz raz - opalasz się ile chcesz!

Jeżeli ktoś był w Stanach Zjednoczonych, w tamtejszych salonach solaryjnych zaobserwował na pewno ciekawe zjawisko - tzw. flat rate, czyli płaską stawkę. Polega to na tym, że wykupuje się jednorazowo abonament na określony czas (np. miesiąc, kwartał, nawet rok) i w tym czasie można się na wybranych urządzeniach opalać bez ograniczeń. Podobnie wygląda u nas korzystanie choćby z siłowni czy klubów fitness. Amerykanie chyba lubią tego typu rozwiązania - w wielu barach funkcjonuje tzw. bufet - czyli płacisz raz, siedzisz i jesz, ile chcesz. Płaska stawka wkracza powoli do Europy. W Niemczech, a dokładnie w Bawarii, kilkadziesiąt salonów wprowadziło to rozwiązanie i 90% z nich tego nie żałuje. Szukając pomysłów na uatrakcyjnienie oferty salonu, również w naszym kraju niektórzy właściciele rozważają właśnie wprowadzenie płaskiej stawki. Czy jest to dobry pomysł? Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Możemy jedynie teoretyzować na temat pozytywnych i negatywnych stron takiego rozwiązania. Spróbujmy więc przyjrzeć się problemowi.

Europa a USA - różnice

Faktycznie flat rate to w Europie jeszcze rzadkość. Najprawdopodobniej jednym z podstawowych powodów są różnice w specyfice rynków - amerykańskiego i europejskiego. Są one tak duże, że spokojnie Europę możemy potraktować jako całość - mimo dużych różnic między poszczególnymi krajami.

Wielkość salonów

Będąc w USA, można zauważyć, że tamtejsze salony solaryjne są "nieco" większe niż te nasze. U nas kilkanaście urządzeń to już dużo. Tam - zaledwie średnio, czy wręcz mało. Kilkudziesięciourządzeniowe salony to norma, a gdzieś w Teksasie funkcjonuje ponoć "przetwórnia", gdzie pracuje 200 (słownie: dwieście) urządzeń opalających! Dysponując takim wyborem, amerykańscy właściciele solariów mogą sobie pozwolić na niemal dowolne różnicowanie oferty. Opalanie na niektórych urządzeniach jest rozliczanie normalnie, "minutowo", na innych - właśnie według płaskiej stawki. Dla kogoś nie przyzwyczajonego do takiego widoku cennik amerykańskiego salonu na pierwszy rzut oka wygląda jak jakaś tabela giełdowa albo sen szalonego matematyka.

Klasa urządzeń

Druga sprawa: w tamtejszych salonach pracują maszyny, które u nas nawet na złomie ciężko spotkać. Oczywiście nie chodzi o ich stan techniczny, tylko o zaawansowanie technologiczne. To tanie łóżka, produkowane według tej samej technologii co 20 lat temu. Małe, brzydkie, proste, ale niezawodne, praktycznie bez wyposażenia dodatkowego (czasami nawet wentylacji nie mają), nie pobierające dużych ilości energii (która i tak w USA jest tańsza niż u nas). Lamp jest mało, są relatywnie słabe (80 - 100 W), można powiedzieć, że to standardy urządzeń domowych. To właśnie na nich można się opalać "do woli". Korzystanie ze stojących w sąsiednich kabinach nowoczesnych urządzeń producentów europejskich kosztuje już dużo więcej i tam nie ma mowy o płaskiej stawce.

Komputery i programy sterujące

Trzeci czynnik: komputeryzacja. O ile urządzenia opalające w USA bywają prymitywne - o tyle recepcje salonów są raczej nowoczesne i w każdej właściwie pracuje komputer z programem zarządzającym pracą salonu. Program taki znakomicie ułatwia weryfikację klientów (która w przypadku płaskiej stawki jest bardzo ważna). W Europie stopień komputeryzacji salonów solaryjnych jest stosunkowo mały. Najbardziej skomputeryzowani są Niemcy - może dlatego to właśnie tam zaczyna się europejska historia płaskiej stawki.

Mentalność

I wreszcie ostatnia rzecz: dla Amerykanów płaska stawka to rzecz zupełnie normalna, przede wszystkim za sprawą bardzo lubianych bufetów. Jest tam kultura korzystania z tego typu rozwiązań. Nawet w znanej u nas Pizzy Hut płaci się w czasie lunchu 8 $ i je przez 2 godziny do woli. Człowiek ma ograniczony żołądek więc trzy razy będzie cierpiał z przejedzenia, a za czwartym razem już weźmie rozsądną porcję. Do tego trzeba jednak czasu i nieco innej świadomości społeczeństwa. Z płaskiej stawki w tamtejszych solariach korzystają po prostu osoby, które od czasu do czasu lubią sobie dłużej poleżeć i poopalać się "wellnessowo". Jeżeli ktoś chce być mocno opalony, korzysta z mocniejszych, normalnie płatnych urządzeń, a nie smaży się codziennie po pół godziny tylko po to, żeby było taniej. I tu pojawia się pytanie: czy to wszystko można bezboleśnie przetransportować na grunt polski? Jak to najlepiej zrobić, żeby uniknąć zagrożeń?

Michał Domański
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium 46

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM