Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Bezlitosne liczby

W którą stronę zmierza branża solaryjna? Do czego prowadzą zachodzące w niej zmiany? Czy kierunek tych zmian jest dobry czy przeciwnie – niezbyt? Czy w pogoni za nowoczesnością, mocą, zyskami, w codziennej walce z konkurencją i rzeczywistością ekonomiczną naszego kraju zastanawiamy się czasem, do czego to wszystko prowadzi? Proponujemy małą zabawę – w liczby związane z branżą solaryjną. Liczby nie kłamią. I choć wiele z nich ma raczej wartość przybliżoną, to jednak potrafią mniej więcej odzwierciedlić historię i teraźniejszość branży solaryjnej – zarówno w Polsce, jak i za granicą.

35 000 000 000 dolarów

Trzydzieści pięć miliardów dolarów amerykańskich. Tyle na kampanię antysolaryjną i antysłoneczną wydają rocznie w Stanach Zjednoczonych kompanie farmaceutyczne i firmy kosmetyczne. Tak wynika z wyliczeń amerykańskiego instytutu szkoleniowego zrzeszającego salony solaryjne z całych Stanów Zjednoczonych i Kanady – Smart Tan Network.

Kampania ta prowadzona jest na wielu frontach. Tak potężne pieniądze umożliwiają w miarę bezproblemowy dostęp do kolorowych magazynów dla kobiet, do telewizji, radia – do wszystkich możliwych środków masowego przekazu, nie wyłączając naturalnie internetu. Opalanie stawiane jest w jednym rzędzie z paleniem papierosów i mnóstwem innych destrukcyjnych zachowań. Promieniowanie ultrafioletowe uważane jest za źródło wszelkiego możliwego zła – słowo „rak” pojawia się zamiennie ze słowem „czerniak”, a jako przyprawy – „zmarszczki” i „starzenie”. Amerykańscy branżowcy śmieją się nawet, że dermatolodzy chcieliby, by ludzie żyli pod ziemią. Tego typu informacje spotkać można było i u nas – nie tak dawno w jednym z największych kobiecych miesięczników pewna mądra pani radziła, żeby idąc na plażę, założyć kapelusz z szerokim rondem nie przepuszczający promieni UV i ubranie z długimi rękawami i nogawkami – najlepiej w kolorze czarnym, ponieważ lepiej chroni przed słońcem. Paranoja.

84 procent

Takie medialne bombardowanie ma swój wymierny skutek. 84% klientów amerykańskich salonów uważa, że opalanie powoduje raka. Jeszcze dziesięć lat temu odsetek ten wynosił 30%. I bardzo dobrze – powie ktoś. Świadomość zagrożenia jest potrzebna. Oczywiście, że tak, pytanie tylko, ile w tym faktycznie świadomości, a ile podsycanego ciągłą dezinformacją jej braku? Przeciwnicy opalania nie zadają już sobie trudu informowania o pozytywnych skutkach opalania. Niby dlaczego mieliby zresztą to robić? W końcu nie mają w tym żadnego interesu, wręcz przeciwnie. Dlatego właśnie my musimy to robić. I nie chcemy przez to wcale powiedzieć, że ta wojna informacyjna jest tylko i wyłącznie konfliktem interesów różnych branż. Informacje płynące ze strony branży solaryjnej są jednak dużo bardziej obiektywne – nikt tu nie przemilcza zagrożeń. Staramy się jedynie zachować zdrowe proporcje pomiędzy informacjami o zagrożeniach i korzyściach. Warto się w tym miejscu zastanowić, w jakim stopniu te medialne ataki są wynikiem ignorancji samych branżowców oraz błędów i zaniedbań, jakie miały miejsce w branży solaryjnej na przestrzeni ostatnich kilku lat. Oddajmy głos liczbom.

6000 salonów

Z rzeczywistości amerykańskiej powróćmy na jakiś czas na Stary Kontynent – konkretnie do Niemiec. W tym kraju w ostatnich kilku latach zamkniętych zostało około 6 tysięcy salonów. Ta liczba odzwierciedla skalę problemu, z jakim boryka się niemiecka branża. O tym, że panuje tam kryzys, mówiono już kilka lat temu, ale jakoś nikt nic z tym nie robił. Co jest temu winne? Grzechów niemieckich branżowców było sporo, ale największym z nich oczywiście wojna cenowa. Niemieccy właściciele salonów solaryjnych nie podnosili cen za minutę opalania mniej więcej od 10 lat. Mało tego – konkurencja rosła, a narzędzia walki z nią wybierano najprymitywniejsze – czyli po prostu obniżanie cen. Po części „winne” temu były duże sieci salonów, które wchodząc na dany teren, miażdżyły konkurencję cenami. Ceny więc spadały sukcesywnie. W tym samym czasie niestety nie chciały maleć koszty prowadzenia salonu. Mało tego – wzrosły mniej więcej dwukrotnie.

Jeśli się to wszystko na spokojnie i bardzo ogólnikowo obliczy, nie sposób nie dojść do wniosku, że tamtejsza branża najzwyczajniej w świecie podjęła próbę popełnienia zbiorowego samobójstwa. Próbę na razie nieudaną – w porę rozpoczęto reanimację. Certyfikacja, okrągły stół, zamieszanie z nową normą, większe zaangażowanie producentów i dystrybutorów w budowanie dobrego wizerunku branży – to wszystko się dzieje. Pytanie, czy nie dzieje się za późno. Na całe szczęście dla tamtejszych branżowców Niemcy wciąż lubią się opalać.

Michał Domański
więcej w Solarium 47

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM