Strona główna | Spis treści |Archiwum
Efektywne opalanie z zyskiem
Jak opalać, aby wilk był syty oraz owca cała? Oto jest pytanie! Oczywiście owca to nasz klient, a my jesteśmy wilkiem. Głodującym dziś często wilkiem, który przestał zjadać swe owieczki w trosce o zabezpieczenie swoich przyszłych obrotów. Czy faktycznie tak się dzieje i czy mamy rację w tym, co robimy? Realia wyglądają nieco inaczej, owieczki często tracimy, i to zazwyczaj przez własną głupotę. I nie odnosi się to do pojedynczych osób, lecz do całej branży, w której nie brakuje groźnych wilków robiących dla owieczek bajkowe promocje w stylu Ergoline 600 Classic – 50 groszy, megaSun 7900 – 69 groszy itd…
Sytuacja, w jakiej znalazła się polska branża solaryjna, wydaje się bez wyjścia. Coraz mocniejsze lampy, coraz krótsze czasy ekspozycji, coraz większe koszty eksploatacji i coraz mniejsze obroty. Tak wygląda bilans spełniania oczekiwań klienta za wszelką cenę. Portfele klientów nie są zanadto nadszarpywane, ale ich skóra coraz bardziej cierpi. Cierpi również coraz bardziej obraz całej branży, uznanej za niebezpieczną i – co najgorsze – mało efektywną. I jak to pierwsze ma dużo prawdy w sobie, tak drugie jest tylko wynikiem pierwszego. Pogłoski krążące o opalaniu w solarium są niestety poniekąd prawdziwe. Tak duża moc lamp to igranie ze zdrowiem. Jeśli ktoś twierdzi, że opalanie w solarium i na plaży to dwa różne światy i do tego, że w solarium nigdy nie zdobędzie się porównywalnego z naturą brązu, to z jednej strony myli się w swych twierdzeniach, a z drugiej – może mieć rację. Procesy zachodzące w skórze podczas opalania są zjawiskiem naturalnym i dostosowanym przez ewolucję do naszych potrzeb. Ewolucja jednak nie bierze pod uwagę tego, że możemy być silniejsi niż natura, tak samo jak nie brała ona pod uwagę naszego rozwoju cywilizacji i łączącego się z tym zjawiska wielkiej migracji ludzi pomiędzy kontynentami o zupełnie innych uwarunkowaniach klimatycznych. Wielu z nas, jak i naszych klientów zapomina o tym w pogoni za jeszcze szybszym brązem. Dlaczego w solarium nie opalamy się tak trwale? Dlaczego tak szybko się parzymy? Dlaczego nie brązowiejemy z wizyty na wizytę i dlaczego dajemy się tak łatwo omamić informacjami płynącymi z prasy? Zacznijmy jako właściciele salonów przykładać się samemu do tego, co robimy, zamiast wierzyć (bo tak jest wygodniej) w to, co obiecują dystrybutorzy. Pomyślmy o tym, aby się czegoś samemu nauczyć, poznać zjawisko opalania, przygotować odpowiednio personel do właściwej i jakże odpowiedzialnej pracy i do roli, jaką powinien on pełnić w naszej branży. To właśnie personel powinien stać na straży wiarygodności informacji przekazywanej o opalaniu. To my – właściciele salonów solaryjnych – mamy możliwość kształtowania swojej przyszłości tym, że zaczniemy opalać ludzi z głową, a nie – tak jak teraz – tylko coraz szybciej. Aby to zrobić, należy na początek zadać sobie dwa pytania: czego tak właściwie chcę i jak mogę to zrealizować. To, że nie można tego zrobić od ręki, to już wiemy, ale czy jest to w ogóle niemożliwe? No właśnie nie, bo jak wiemy, aby coś zrealizować, trzeba tego naprawdę chcieć i być gotowym do działań. Wszyscy tak naprawdę chcemy tego samego. Świadczyć usługi solaryjne i mieć grono zadowolonych klientów, którzy będą do nas wracać. Dodatkowo chcemy również zarabiać na swoim biznesie. Czy jest to możliwe, jeśli nic w tym kierunku nie zrobimy? Prasa kobieca odstrasza od nas coraz szerszą rzeszę zarówno rzeczywistych, jak i potencjalnych klientów. I poniekąd ma rację. Bo skoro w solarium tak często dochodzi do poparzeń, to i dermatolodzy, i lekarze wypowiadający się na temat solarium będą widzieć tylko poparzenia i alarmować, że opalanie w solarium jest niebezpieczne i może spowodować raka skóry. Oni nie odróżniają opalania od poparzenia, ponieważ nikt nie wyjaśnił im do dzisiaj, że solarium, w którym możemy wpływać zarówno na moc promieni, jak i na dawkę, regulując ją czasem ekspozycji, może być bezpieczniejsze od ekspozycji na słońce. Ich przypuszczenia oparte są na błędnych informacjach dotyczących pasma promieni emitowanego przez lampy w solarium i napędzane nowymi kampaniami reklamowymi, mówiącymi o jeszcze większej ilości bezpiecznych promieni UVA na rzecz niebezpiecznego i eliminowanego z solarium UVB. Jak długo będziemy promotorami informacji i zachowań, które nas w przyszłości zniszczą? Czy fakt, że w Niemczech opalanie trwa od 30 lat zawsze tyle samo, a więc 15-20 minut, nie jest wystarczającym ostrzeżeniem? To właśnie ten fakt umożliwia branży niemieckiej znalezienie wyjścia z impasu, w jakim się znalazła. Nawet jeśli ceny usług u niemieckiego sąsiada spadły do 3,50 euro za wizytę, to i tak mają oni jeszcze możliwość regulowania wpływów zmianą podstawowego czasu opalania. Średnia cena to jednak nadal 6 euro, czyli cena zbliżona do 1,20 złotego za minutę. Jeśli każdy klient opala się 20 minut, to pozostaje po nim około 20 złotych. W przypadku Polski coraz częściej obrót z jednego klienta nie wynosi dużo więcej niż 10 zł. Jest to sytuacja, z której za niedługo nie będzie żadnego wyjścia, ponieważ ceny nie mogą w nieskończoność spadać.
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium 48