Strona główna | Spis treści |Archiwum
Ile słońca potrzeba do życia
Z jednej strony walczymy z niebezpieczeństwem ewentualnego przedawkowania promieni ultrafioletowych, z drugiej – brakuje nam promieni UV do prawidłowego funkcjonowania na naszej planecie. Szukanie złotego środka nawet na tak słonecznym kontynencie, jakim jest Australia, rzuca nowe spojrzenie na słońce i pozytywne aspekty z nim obcowania. Kontaktu, w którym zaczyna nam przeszkadzać nawet kosmetyk z faktorem ochronnym!
Australia i Wielka Brytania to moje ulubione kraje, o których już niejednokrotnie wspominałem w moich publikacjach. Wielka Brytania – ze względu na fototyp jej mieszkańców. Australia – ze względu na skojarzenie, które większość ludzi (ze mną włącznie) posiada. Australia kojarzy się z kilkoma zjawiskami – m.in. mnóstwem słońca, misiami koala i kangurami. Branżowcom niewątpliwie kojarzy się z kosmetykiem, którego logo stanowi właśnie misiek koala z deską surfingową. Niektórzy ludzie bacznie obserwujący zjawiska klimatyczne wspomną również o dziurze ozonowej, która rozpościera się nad tym kontynentem. Dzisiaj wracam do Australii, ponieważ to właśnie tam, w kraju, gdzie słońce jest najbardziej demonizowane, zaczyna się największa kampania prosłoneczna. I choć na razie mamy doczynienia z małymi kroczkami, to warto zauważyć, że jej ofiarą padła nawet potężna branża kosmetyczna. Otóż odradza się mieszkańcom tego kontynentu używanie gloryfikowanych do tej pory preparatów z filtrami anty-UV.
Strach coraz mniejszy
Od wielu lat na całym świecie, a szczególnie na kontynencie australijskim, przestrzega się ludzi przed słońcem. Najbardziej aktywne są przy tym organizacje walczące z rakiem oraz stowarzyszenia dermatologów i środowisk lekarskich. Przestrzegają one przed nadmiarem „zabójczych” promieni słonecznych, zapominając często o tym, że bez nich nie bylibyśmy w ogóle w stanie funkcjonować. Powoli jednak bezwzględna nagonka na biedne słońce słabnie. Jednym z powodów osłabienia tej kampanii są rozprzestrzeniające się choroby związane z brakiem witaminy D, której najlepszym źródłem są właśnie promienie słoneczne.
Słoneczny dylemat
Naukowcy i lekarze przestrzegający przed słońcem stanęli przed poważnym dylematem, którego nikt się nie spodziewał. Może dlatego, że nie czytywali czasopisma SOLARIUM, a może po prostu przestali postrzegać człowieka jak kompleksowy organizm i poprzestali w swoich badaniach na skórze – czyli jego wierzchniemu okryciu. To prawda, skóra nie jest najlepszym przyjacielem słońca, ale dlatego to właśnie ona została przez naturę wyposażona zarówno w mechanizmy ochronne, jakim jest między innymi opalenizna, jak i fabrykę niezbędnej do życia i poprawnego funkcjonowania witaminy D. To właśnie dzięki skórze i ukrytym w niej komórkom tworzymy, można by powiedzieć – z niczego, tak ważną dla nas witaminę – hormon szczęścia i dobrego samopoczucia. Wspomniani wyżej ludzie musieli posunąć się dzisiaj już tak daleko, że – pewnie ze wstydem – odwołali radykalne zakazy obcowania ze słońcem i po części w trosce o zdrowie całych społeczeństw wręcz namawiają do częstych kontaktów z wcześniej oczernianym i demonizowanym „wrogiem ludzkości”. Najlepszym przykładem tego typu działań są nowe wskazówki dotyczące obcowania ze słońcem opublikowane przez australijskie organizacje zdrowia. Australijska Rada Walki z Rakiem, Stowarzyszenie do Walki z Osteoporozą oraz Australijskie Collegium Dermatologów przestrzegają obywateli swojego kraju przed wzrastającym niebezpieczeństwem związanym z deficytem witaminy D.
Słońce wskazane
Najbardziej podobają mi się słowa przeczytane w „Medical News Today”, które pozwolę sobie zacytować: „Są takie pory roku, w których nie jest konieczne stosowanie kosmetyków z filtrami anty-UV. Wręcz wskazana jest rezygnacja z ich stosowania”. Nie zacytowałbym tych słów, gdyby nie pochodziły z ust profesora Iana Olvera, przewodniczącego Australijskiej Rady Walki z Rakiem. Prof. Olver przestrzega obywateli przed groźnymi skutkami niedoboru słońca, na jakie są narażeni szczególnie obywatele południowej Australii w okresie zimy. W kraju, gdzie przestrzega się przed słońcem i przestrogi są przed ludzi traktowane bardzo poważnie, dochodzi do paradoksu. Właśnie ci ludzie, którzy wzięli sobie te przestrogi bardzo do serca, narażeni są najbardziej na konsekwencje niedoboru witaminy D, a więc na powstawanie szeregu nowotworów i wielu innych chorób związanych bezpośrednio z brakiem życiodajnej witaminy D.
Nowo opracowane dla mieszkańców Australii zalecenia brzmią:
- Dla zapewnienia prawidłowej produkcji naturalnej witaminy D ludzie o jasnej karnacji potrzebują w lecie podczas słonecznego dnia kilku minut ekspozycji słonecznej skóry twarzy, dłoni i ramion.
- Tym samym ludziom w miesiącach zimowych w celu zapewnienia poprawnej syntezy wystarczających ilości witaminy D potrzebne byłyby 2 – 3 godziny kontaktu ze słońcem. Ponieważ takie czasy ekspozycji są w rzeczywistości mało realne, zaleca się uzupełnianie niedoborów witaminy D wynikającej z braku odpowiedniej ilości słońca poprzez zażywanie preparatów farmafarmaceutycznych, jak i suplementów w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania organizmu.
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 48