Strona główna | Spis treści |Archiwum
Szkodliwa ochrona przed słońcem
Oxybenzone to nazwa substancji, która bardzo poważnie może szkodzić skórze i nie tylko! Tymczasem jest to jeden z najpopularniejszych składników kosmetyków chroniących przed słońcem. Występuje pod wieloma nazwami: Oxybenzone, Eusolex 4360, Escalol 567, Benzophenone-3. Od wielu lat znajduje się na liście produktów, które nie są obojętne dla naszego organizmu. Problem nie jest więc nowy, jednak w ostatnim czasie robi się o nim coraz głośniej.
Po raz kolejny produkty kosmetyczne chroniące przed poparzeniem na słońcu stały się tematem bardzo burzliwej dyskusji naukowców. Wiele badań naukowych poświęconych tematyce ochrony skóry przed słońcem dowiodło w ostatnim czasie, że stosowanie kosmetyków z filtrami może częściowo zapobiegać poparzeniom słonecznym, nie chroni jednak w żaden sposób przed nowotworami. Wręcz przeciwnie, filtry przeciwsłoneczne blokują przede wszystkim promienie UVB, co z kolei hamuje lub spowalnia syntezę witaminy D3, odpowiedzialnej za pracę układu immunologicznego. Francuscy naukowcy dowiedli również, że osoby stosujące kremy z faktorem częściej ulegają częściowemu poparzeniu, niż te nie stosujące żadnej ochrony. Dzieje się to poprzez podświadome przeniesienie odpowiedzialności na producentów kosmetyków, którzy na opakowaniu obiecali ochronę przed słońcem ludzie opalają się więc o wiele za długo.
Problematyczny oxybenzone
Problem, z którym obecnie spotkała się branża producentów kosmetyków do opalania na plaży, wydaje się najpoważniejszy z dotychczasowych, i ze względu na wyniki przeprowadzonych badań, stosunkowo bezdyskusyjny. Po pierwszych przypuszczeniach, kilka lat temu preparaty poddano dokładnym i długotrwałym testom. Ich wyniki okazały się szokujące. Jednym ze skutków ich nagłośnienia były wzmożone dyskusje na temat kampanii antysłonecznych, faktycznego ich skutku oraz przemysłu, który za nimi stał, wprowadzając na rynek kosmetyki chroniące naszą skórę przed "zabójczym" słońcem. Substancje takie użyte zostały również do całego szeregu innych kosmetyków do pielęgnacji ciała oraz włosów. Z przeprowadzonych badań wynika, że zawarte w kosmetykach faktory ochronne, których zadaniem miała być ochrona naszego zdrowia, nie są dla tego zdrowia obojętne i prowadzą, poprzez zmianę roli hormonów, do bardzo groźnego w skutkach zatrucia organizmu. W sytuacji, kiedy kosmetyki zawierające szkodliwą substancję nie są, mimo faktów, wycofywane z rynku, sami musimy nieco uważniej studiować listę składników danego preparatu. Problem główny to wspomniany już oxybenzone, organiczny składnik pochodzenia chemicznego w postaci żółtego proszku. Ulubiony przez przemysł, stosunkowo tani w produkcji absorber UV stał się składnikiem filtrów przeciwsłonecznych. Stosowany jest bardzo często w kremach, mleczkach, balsamach oraz żelach kosmetycznych do opalania na plaży i nie tylko. W ostatnim czasie można spotkać go w coraz bardziej modnej odzieży wyposażonej w filtr słoneczny. W takim zastosowaniu substancja ta ma bezpośredni kontakt z naszym ciałem i skórą, co ułatwia jej dotarcie do naszego organizmu. W nim doprowadzać może ona do reakcji hormonalnych, które nie pozostają obojętne dla naszego zdrowia. Reakcje te to zaburzenia przepływu informacji doprowadzające do zmiany funkcji niektórych z 50 hormonów odpowiedzialnych za poprawną pracę naszych układów.
Amerykańskie badania
Amerykańskie Towarzystwo EWG (The Enviromental Working Group) nagłośniło badania prowadzone przez CDC (Centers for Disease Control and Prevention), rządową agencję amerykańską. Wyniki tych badań ogłoszono w marcu bieżącego roku. Dotyczyły one ryzyka towarzyszącego stosowaniu preparatów zawierających oxybenzone, a więc między innymi kosmetyków z filtrem przeciwsłonecznym opartym na organicznym blokerze pochodzenia chemicznego, czyli oxybenzone. CDC podaje jeszcze jedną zatrważającą statystykę. 96,8 procent amerykańskiego społeczeństwa ma ślady tej substancji w swoim organizmie, co uwidoczniło dokładne badanie moczu przeprowadzone na wielu tysiącach obywateli. Zatrucie organizmu tą chemiczną substancją (4-methoxy-2-hydroxybenzophenone) jest najbardziej niebezpieczne dla przyszłych matek. Znalazła się ona bowiem na liście odpowiedzialnych za niedorozwój płodu i szereg chronicznych chorób, na jakie narażone są takie dzieci. Niebezpieczeństwo to dotyczy jednak nie tylko matek. Wszystkie substancje zaburzające pracę naszych hormonów są bardzo szkodliwe dla zdrowia, a szkody, jakie wyrządzają, mogą być bardzo różne i stosunkowo ciężko obliczalne. "Oxybenzone, nazywany również benzophenone-3, Eusolex 4360, Escalol 567, popularny składnik preparatów przeciwsłonecznych posiadających "szerokie" spektrum ochrony przed promieniowaniem UV, przenika do skóry, zaburza pracę hormonów i przyczynia się do zwiększenia produkcji wolnych rodników" informują amerykańscy naukowcy.
Historia
Ciekawostką jest również to, że już w 1993 roku substancja ta była bardzo mocno krytykowana przez naukowców i pomimo jej szkodliwości znalazła szerokie zastosowanie w przemyśle kosmetycznym. W Unii Europejskiej produkty zawierające stężenie tej substancji powyżej 0,5% muszą być oznakowane specjalną informacją, która ma zwrócić szczególną uwagę i poinformować konsumenta o czyhającym na niego niebezpieczeństwie. Czy jest to dobre rozwiązanie i czy ktokolwiek wie, z czym powiązać napis na opakowaniu kremu brzmiący "zawiera oxybenzone". Na kilkanaście sklepów kosmetycznych, w których zapytałem o znaczenie takiego napisu, tylko w jednym uzyskałem jakąkolwiek odpowiedź. Brzmiała ona: "No tak to powinno być, bo może się zdarzyć, że ktoś ma na przykład uczulenia na ten składnik". To chyba nie wymaga komentarza...
Leszek Kryniewski
wiecej w Solarium 50