Strona główna | Spis treści |Archiwum
„Nawet we wnętrzach uszu”
Jeszcze niedawno zdarzyło nam się pochwalić prasę ogólnopolską za nieco bardziej obiektywne podejście do tematu opalania – zarówno w solarium, jak i na słońcu. Wydawało się, że skończyły się czasy alarmistycznych apeli o potrzebie natychmiastowej i całkowitej ochrony przed „zabójczymi” promieniami UV – do niedawna specjalność prasy głównie kobiecej. A jednak – białe widmo powróciło na łamy wysokonakładowych miesięczników, w każdym razie jednego z nich. Mowa o czerwcowym numerze magazynu „PANI”, który w dziale „Uroda na lato” zamieścił artykuł pod znamiennym tytułem „Biały Triumf”.
„Triumfalny” początek tego artykułu warto przytoczyć w całości: „Opalenizna zdetronizowana, niech żyje jasna skóra! Tego lata w wielkim stylu powraca na salony. Jest modna, zdrowa i piękna. Pokochali ją dermatolodzy, gwiazdy, najwięksi projektanci i modelki. Czas na Ciebie”.
Następnie dowiadujemy się, że „gorące twarze show-biznesu” nie muszą być opalone, by dobrze wyglądać – i padają trzy nazwiska: Kirsten Dunst (swoją drogą na wielkim ekranie debiutowała jako... wampirzyca), Scarlett Johansson i Anne Hathaway. Jakby ktoś nie kojarzył – dwie pierwsze to naturalne blondynki o jasnej i delikatnej karnacji, Anne Hathaway z kolei ma typowy celtycki fototyp. Tu może pojawić się pytanie: czy te piękne skądinąd kobiety unikają opalania dlatego, że jest to modne, czy może po prostu rozsądnie podchodzą do swoich możliwości w tej kwestii, nie narażając delikatnej skóry na poparzenia? Czy samo to wystarczy, by od razu ustawiać je na pierwszej linii frontu walki z opalenizną? Oczywiście, że nie. Pojawia się tu również postać Dity von Teese („unika słońca, a w basenie pływa tylko o północy”), która z białej, alabastrowej skóry uczyniła jeden ze swoich znaków rozpoznawczych. Jednak jej zjawiskowa wyjątkowość wydaje się raczej potwierdzać coś innego, niż próbuje sugerować autorka artykułu.
Teza nieco przewrotna
Sugeruje ona mianowicie, że odwrót od opalenizny jest jakimś masowym ruchem, trwałym światowym trendem... Na czele tego trendu stoi – zdaniem autorki – Marc Jacobs, projektant mody, który w tym roku rozpoczął kampanię „Protect your skin you live in” (chroń skórę, w której mieszkasz). Jednym z elementów tej akcji było wypuszczenie serii T-shirtów ze zdjęciami nagich kobiet wspierających kampanię. Znalazła się wśród nich nie tylko wspomniana Dita von Teese (co zrozumiałe), ale i Victoria Beckham, która bladością karnacji raczej nie grzeszy. Co więc robi w kampanii? I tu – uwaga – cytat z artykułu: „Akcja jak zwykle u Jacobsa nieco przewrotna. Uzależnioną od opalania Victorię Beckham jako pierwszą należałoby douczyć w kwestii ochrony przed słońcem. Jej kontrowersyjna obecność w kampanii jeszcze silniej podkreśla przesłanie: brązowe ciało jako symbol zdrowego życia to mit”. No i w ten piękny sposób dorobiono ideologię do absurdu. Bo zamiast szukać wyrafinowanych „przewrotności”, można spojrzeć na sprawę nieco prościej – chodziło tylko i wyłącznie o szum medialny, a w takiej sytuacji postacie pokroju Victorii Beckham sprawdzają się idealnie. I nikogo tak naprawdę kolor ich skóry nie interesuje.
Blade porady
Kolejna część artykułu nosi śródtytuł „Blada Prawda”. I tu zaraz na początku mamy „klasyk”. Uwaga: „Nie istnieje coś takiego jak bezpieczne opalanie”. Następnie mamy do czynienia z kolejną „bladą prawdą objawioną” – że należy całkowicie zrezygnować z opalania. W pewnym momencie pada przytomne, przyznajmy, pytanie: co z witaminą D3? Odpowiedź jest fantastyczna wręcz: do jej aktywacji wystarczy 15 minut spaceru – w dżinsach i kurtce... W sumie lato tego roku raczej kiepskie było i faktycznie trzeba było kilka razy po kurtkę sięgać... Ale żeby dobrowolnie w letni słoneczny dzień paradować w pełnym umundurowaniu po ulicach... ech...
Michał Domański
więcej w Solarium nr 51