Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Zdrowie

Cała prawda o szybkim brązie

Samoopalacze z DHA!

„Niezdrowe” opalanie na plaży czy w solarium można według wielu „ekspertów” zastąpić „zdrowymi” alternatywnymi środkami, nazwanymi bardzo mało wiarygodnym i jakże nielogicznym określeniem „samoopalacze”. Czy tak jest na pewno? Określenia „zdrowe” i „niezdrowe” w świetle wyników najnowszych badań zaczynają się zamieniać miejscami. Jak na ironię demonizowane słońce wraz z profesjonalnym certyfikowanym solarium powraca do łask, a alternatywne sposoby pozyskiwania sztucznego brązu coraz częściej są poddawane krytyce.

O przyszłości branży solaryjnej - Polemika

Piękny oliwkowy brąz w ciągu kilku minut zastępujący bladą skórę – to ciągle spełniające się marzenie kobiet, które nie mogąc się doczekać wiosny, decydują się na użycie samoopalacza i tym samym chemiczne przebarwianie swojej skóry. Wraz z nim rosną obroty koncernów kosmetycznych oraz handlowców posiadających rozreklamowane za gigantyczne pieniądze kosmetyki „samoopalające”. Czy wraz z tak zdobytym brązem przyjdzie również wiosenny optymizm i poprawa nastroju? Bez ultrafioletu z pewnością ani tego, ani tamtego nie będzie, a po przeczytaniu wyników badania „Eco-Test” mogą one przerodzić się w jeszcze większe przygnębienie.

Szybki brąz nie musi popłacać

Zaskakujące wyniki swoich niezależnych testów opublikowała kilka dni temu niemiecka organizacja konsumentów w swoim czasopiśmie „Eko-Test”. Jako najbardziej opiniotwórcza i rzetelna organizacja w Europie Zachodniej stojąca na straży konsumentów, prowadzi każdego miesiąca równolegle kilkanaście testów różnych produktów. W ubiegłym roku do testów, które nas najbardziej zainteresowały, należały kosmetyki do opalania na plaży. W tym roku naszą szczególnę uwagę zwrócił test kosmetyków „samoopalających”, które w ostatnich latach stały się bardzo popularną i zarazem „bezpieczną” alternatywą dla opalania. Czy faktycznie są one zamiennikiem opalania, skoro nic wspólnego z opalaniem nie mają? Dziś już wiemy, że nie, i zostało to potwierdzone badaniami prowadzonymi równolegle przez wiele instytutów naukowych zajmujących się badaniem wpływu życiodajnej witaminy D3 na nasz organizm. Witamina ta syntetyzowana jest tylko i wyłącznie przez nasza skórę, a za jej produkcję odpowiedzialne są promienie ultrafioletowe, których w samoopalaczach niestety nie znajdziemy.

Słońce kontra tubka

Głośne kampanie antysłoneczne, prowadzone od lat przez niektóre kręgi dermatologów, onkologów oraz stowarzyszenia walki z rakiem przekonują od lat szerokie grupy ludzi do unikania słońca oraz solarium, podając jako bezpieczną i zdrową alternatywę produkt samoopalający. Z jednej strony zapominają oni o życiodajnym, biopozytywnym oddziaływaniu promieni ultrafioletowych na nasz organizm, z drugiej – chyba nigdy nie przyglądali się bliżej takim preparatom. Może warto to zrobić, zanim zacznie się gloryfikować wyroby gigantycznego i szybko dostosowującego się do potrzeb rynku przemysłu kosmetycznego?

Testujemy brąz z tubki

W lutowym numerze czasopisma „Eco- -Test” przebadano 17 preparatów „samoopalających”, które między nami mówiąc, nie powinny nawet nosić miana „opalające”, ponieważ z opalaniem nie mają nic wspólnego. Dla takich preparatów słownik przewidział od lat funkcjonujące na rynku określenie: brązujące. Preparaty takie możemy podzielić na chemiczne oraz oparte na naturalnych składnikach. Testując tego typu kosmetyki, przebarwiające naszą skórę na brązowo, ograniczono się tylko do produktów, które można nabyć w ogólnodostępnych drogeriach oraz niektórych aptekach. „… niestety, w handlu znaleźć można wiele produktów, których nie możemy uznać za alternatywne dla naszej skóry, ponieważ zawierają one wiele substancji zapachowych powodujących alergie oraz składniki, które nie są dla naszej skóry obojętne, a nawet mogą być uznane za szkodliwe…” – tak brzmi notka prasowa umieszczona przed tabelą z wynikami testów.

Zapach nie zawsze obojętny

Jedną z takich substancji jest kumaryna, chętnie stosowana w przemyśle perfumeryjnym, mydlarskim, tytoniowym i spirytusowym. Podczas badań na zwierzętach laboratoryjnych udowodniono, że powoduje ona marskość wątroby. Z tego powodu została ona niemal całkowicie wycofana z produktów spożywczych w Europie i USA. Dawniej kumaryna była masowo stosowana w wielu kompozycjach zapachowych, dzisiaj jej zastosowanie stoi pod znakiem zapytania. Istnieją podejrzenia, że przy pomocy odpowiednich środków znajdujących się np. w nowoczesnych preparatach kosmetycznych może ona przedostawać się również do organizmu przez skórę, powodując uszkodzenie wątroby. Jak bardzo jest groźna? Tego jeszcze nie wiadomo, ponieważ takich badań nie przeprowadzono. Przemysł kosmetyczny zapewnia jednak, że ilość, jaka mogłaby się przedostać przez skórę, nie przekracza dopuszczalnej dawki dziennej, z jaką nasz organizm jest w stanie sobie poradzić.

Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 51

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM