Strona główna | Spis treści |Archiwum
Zawsze nowe lampy!
Blaski i cienie jednego z najpopularniejszych chwytów marketingowych w branży solaryjnej
Nowe lampy – to chyba wciąż najpopularniejszy (zaraz po „wiecznej” promocji) sposób na przyciągnięcie klienta do salonu solaryjnego. Najpopularniejszy, ale czy dobry, korzystny, faktycznie skuteczny? Czy w ogóle wart stosowania, czy wręcz przeciwnie? Przyjrzyjmy się najważniejszym zaletom i wadom tej formy promocji i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie – jak wykorzystać ją do własnych celów i jednocześnie uniknąć pułapek, które mogą na nas czyhać.
Dlaczego w ogóle klienci salonów pytają o nowe lampy? Dlaczego to hasło ma aż taką siłę przyciągania? To po prostu kolejny dowód na to, że dla osób odwiedzających solaria kluczowe znaczenie ma moc – wszyscy dobrze wiedzą, że nowa lampa opala szybciej, agresywniej. Nieco smutny jest fakt, że w opinii wielu osób jest to równoznaczne z określeniem „lepiej”, czy nawet – „jedynie słusznie”.
Luksus, niebezpieczeństwo czy norma?
W wielu salonach nadużywanie hasła o nowych lampach spowodowało niebezpieczne przesunięcie świadomości klienta. Nowe lampy powinny być postrzegane jako coś ekskluzywnego, okazjonalnego, dużo mocniejszego (a tym samym również wymagającego większej ostrożności) od normalnych – czyli bardzo dobrych – lamp, które pierwsze 100 godzin mają już za sobą. Tymczasem w praktyce wygląda to często tak, że nowe lampy postrzegane są jako coś normalnego i efektywnego, natomiast lampy „nienowe” – jako coś bezwartościowego. I jeśli właścicielowi salonu solaryjnego to przeszkadza – może mieć pretensje właściwie tylko do siebie.
Lampy wiecznie nowe
Presja na opalanie na nowych lampach powoduje, że w niektórych witrynach hasło to wisi non stop. Co najmniej jakby lampy były wymieniane codziennie rano albo jakby w ogóle się nie starzały, a problem zużycia ich nie dotyczył. Pewnym kuriozum jest choćby mutacja tego hasła: „zawsze nowe lampy”. Szkoda, że nie „codziennie świeże bułeczki i lampki”. Jasne, w 8–10-łóżkowym salonie byłoby to wykonalne, zakładając, że lampy byłyby wymieniane rotacyjnie w każdej kabinie. Mimo wszystko jednak jest to mało prawdopodobne, o czym wie każdy, kto prowadzi salon solaryjny. W znakomitej większości przypadków takie „zawsze nowe lampy” należy traktować tylko i wyłącznie jako twór marketingowy. Jedno jest zastanawiające – że to hasło w takich przypadkach w ogóle jeszcze działa, że ktokolwiek się na to „łapie”. Logika powinna podpowiadać, że rzeczy nie mogą być wiecznie nowe. Ale bardzo często logika i promocja chodzą różnymi drogami. W gruncie rzeczy można rzecz sprowadzić do stwierdzenia: skoro slogan działa, to niech sobie funkcjonuje. Problem w tym, że w pewnym momencie może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Może przemilczeć?
Część właścicieli salonów solaryjnych w ogóle rezygnuje z eksponowania faktu wymiany lamp w salonie. Jednak trzeba tu sobie jasno powiedzieć, że całkowite przemilczenie tego faktu może być nawet bardziej szkodliwe niż nadużywanie go. O tym, że w danej kabinie znajdują się nowe lampy, informować trzeba. W niektórych przypadkach oznacza to przecież o 30% większą siłę opalania – to rzecz, której nie należy ignorować, ani tym bardziej ukrywać przed klientami. Oczywiście nie oznacza to, że od razu musimy udekorować cały salon i witrynę potężnymi napisami. Wystarczy dyskretna, ale czytelna tabliczka albo nawet informacja ustna podana przez osobę obsługującą salon, która przekaże ją osobie zainteresowanej opalaniem w danej kabinie. Każda okazja jest dobra, żeby klientów edukować i przemycić jakąś cenną informację na temat opalania i specyfiki solarium. We własnym, dobrze pojętym interesie należy poinformować każdego klienta – zwłaszcza nowego – jakie zagrożenie niesie ze sobą sesja na nowych lampach i że lampy wcale nie muszą być świeżo wymieniane, by były skuteczne.
Michał Domański
więcej w Solarium 52