Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Czy nowa norma wystarczy?

„Zdrowe solarium to słabe solarium”. Tak można w skrócie podsumować nową normę, która ogranicza promieniowanie rumieniotwórcze (powodujące poparzenie) dla urządzeń opalających w całej Europie. Jedni mówią, że to koniec branży solaryjnej, inni – że początek nowej ery bezpiecznego opalania. Kto będzie miał rację? To będzie zależeć raczej od tego, jak z tą informacją poradzi sobie klient, który przyzwyczajony do seansów trwających kilka minut, będzie musiał w przyszłości dla własnego dobra poleżeć (lub postać) dwa, a nawet trzy razy dłużej. Wraz z wydłużeniem seansu opalania będzie on zazwyczaj zmuszony zapłacić więcej, ponieważ ceny minuty już obecnie są dla wielu salonów na granicy opłacalności, a dalsze obniżki cen przy utrzymaniu akceptowalnego poziomu usługi nie wchodzą raczej w rachubę.

Czy nowa norma wystarczy?

Nowa norma dotyczy na razie tylko nowych urządzeń opalających, wprowadzanych w Polsce do obrotu po dniu 1.04.2009. Ogranicza ona ich moc rumieniotwórczą do 0,3 wata na metr kwadratowy naświetlanej powierzchni. Warto przy tej okazji przypomnieć, że moc rumieniotwórcza nie musi mieć nic wspólnego z ogólną mocą lampy. W tym przypadku ważne jest przede wszystkim jej spektrum. Oznacza to, że w większości przypadków urządzenie opalające można będzie dostosować do nowej normy poprzez wymianę lamp i halogenów. W przypadku starszych urządzeń może zaistnieć konieczność drobnych zmian konstrukcyjnych – np. wymiana filtrów we wzmacniaczach twarzy. Rozsądnym rozwiązaniem może się też okazać wymiana dławików na słabsze. Dla urządzeń używanych obowiązuje nadal norma 0,6 W/m2. Norma ta, mimo że obowiązuje od wielu lat, nie jest przestrzegana. Moda na agresywne lampy oraz ogólny brak wiedzy na temat opalania połączony z brakiem odpowiedzialności sprawiły, że przestano jej po prostu przestrzegać, łamiąc tym samym prawo. Zazwyczaj tłumaczy się to potrzebami klienta, który to, jak na złość, akurat w naszym kraju chce opalać się zdecydowanie szybciej. Winni tego zjawiska są jednak wszyscy. Producenci lamp, handlowcy, właściciele salonów, jak i sami klienci. Dla dobra ich wszystkich prawodawca ogranicza normę jeszcze bardziej i nakazuje zmniejszenie mocy urządzeń opalających do bezpiecznej mocy 0,3, porównywalnej z naturalną mocą promieni słonecznych na równiku. Tym samym nowe solaria mogą naśladować słońce, ale nie mogą go wzmacniać według własnych upodobań i potrzeb. Istnieje jednak pewna pułapka, o której napiszemy później.

Dobre intencje

Jedno jest pewne. Wprowadzając ten przepis, ustawodawca chce za wszelką cenę zmusić zarówno salony solaryjne, jak i producentów urządzeń oraz lamp do rozsądnego i bezpiecznego podejścia do opalania. Poprawnego wprowadzenia przepisu w życie będzie pilnował w naszym kraju Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który już w drugiej połowie ubiegłego roku rozpoczął kontrolę firm wprowadzających urządzenia opalające na rynek. W tym roku kontrolowane będą salony solarium. Z jakim skutkiem? O tym dowiemy się z pewnością dopiero po zakończeniu kontroli. Pozostaje pytanie, czy skierowano energię w dobrą stronę i czy zamierzony program kontroli przyniesie oczekiwane rezultaty. Czy spowoduje odejście salonów solarium od mocnych, agresywnie opalających lamp? Tego nie wiemy, ale naszym zdaniem dużo lepszym rozwiązaniem byłaby praca na zupełnie innym froncie. Froncie edukacji społecznej! Podniesienie świadomości społeczeństwa dotyczącej opalania oraz roli słońca w naszym życiu, a także niebezpieczeństw płynących z przedawkowania ultrafioletu przyniosłoby o wiele więcej korzyści niż kontrole salonów, w których ponad 80% klientów oczekuje szybkiego, agresywnego brązu. Naturalnie należy zrozumieć ustawodawcę, który chce dobrze i robi, co może, aby ograniczać problem szkodliwości wynikający z nadmiaru ultrafioletu. Czy nie można zrobić jednak czegoś więcej i bardziej efektywnie? Wystarczyłoby skłonić salony do przeszkolenia personelu i rozpowszechnić dwie ważne informacje, których brakuje prawie całemu społeczeństwu, i to – jak się okazuje – nie tylko w Polsce. Pierwsza informacja: Zdrowe opalanie istnieje i zawsze istniało! Było ono jednak i nadal jest procesem długotrwałym i warunkowanym mocą oraz spektrum lampy. Druga informacja: Opalanie to nie tylko brąz! Opalać powinniśmy się przede wszystkim dla zdrowia! Proces melanogenezy towarzyszący opalaniu to proces ochronny i jeśli chcemy z niego korzystać, powinniśmy się opalać według profesjonalnie przygotowanych, indywidualnych planów opalania. Już dzisiaj jest to możliwe przy użyciu odpowiednich lamp oraz urządzeń do pomiaru skóry i jej odporności na promienie UV.

Słońce to życiodajna witamina

Kiedy mówi się o opalaniu i pozytywnych jego skutkach, nie sposób nie wspomnieć o witaminie D. Słońce to podstawa jej syntezy w naszym organizmie. Bez tej witaminy bylibyśmy skazani na szybki koniec naszej egzystencji. Synteza witaminy D w skórze pod wpływem promieni ultrafioletowych to ewolucyjny dar, który umożliwia nam zarówno nasz poprawny rozwój, jak i odporność na choroby. Regulacja gospodarki wapnia i fosforu oraz poprawna praca naszego układu odpornościowego to jedne z głównych zadań Słońca, które od zarania ludzkich dziejów jest naszym największym przyjacielem. Co za dużo, to niezdrowo To samo słońce, niezbędne do życia i cieszenia się zdrowiem, jak wszystko w nadmiarze może stać się bardzo niebezpieczne. Nadmiar UVA powoduje przedwczesne starzenie się skóry, nadmiar UVB – groźne w skutkach poparzenia. Warto dodać do tej informacji również to, że poparzeniem jest każda widoczna reakcja skóry z wyjątkiem naturalnej, brązowej opalenizny. A ta powstaje właśnie wtedy, jeśli organizm uzna, że potrzebna jest nam dodatkowa produkcja pigmentu, by nas zabezpieczyć przed nadmiarem UV. To właśnie czyni usługodawcę odpowiedzialnym za jakość produktu, jakim jest brąz oraz bezpieczny sposób jego nabywania. Aby świadczyć bezpieczne i zarazem efektywne usługi opalania, trzeba się po prostu na tym znać. Podobnie jak lekarz przepisujący lekarstwo – musimy wiedzieć, kogo możemy opalać, jakimi lampami, jak często i jaką mocą. Powinien się na tym znać zarówno właściciel, jak i personel salonu. Klient powinien wiedzieć jednak o tym, że jeśli po opalaniu jego skóra jest zaczerwieniona, a po kilku godzinach zaczyna go nawet piec, stając się coraz bardziej gorąca, to ma on do czynienia nie z dobrym solarium i nowymi superlampami, ale z niebezpiecznym dla jego zdrowia poparzeniem. Związane jest ono zawsze z przedawkowaniem. Powody to: lampy źle dobrane pod względem mocy i spektrum do typu skóry klienta, niewłaściwie dobrany czas opalania lub częstotliwość wizyt. Winnych należy szukać po dwóch stronach. Z jednej strony – brak świadomości klienta, z drugiej – brak profesjonalizmu obsługi lub też właściciela, który pozwala, aby w jego salonie uprawiano wolną amerykankę i igrano ze zdrowiem.

Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 54

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM