Strona główna | Spis treści |Archiwum
Prawda o słońcu może być tylko jedna
Wywiad z profesorem Michaelem Holickiem z Bostońskiej Akademii Medycznej. Znanym na całym świecie ekspertem z dziedziny fotobiologii i dermatologii, naukowcem, który od 30 lat poświęca się badaniu wpływu witaminy D na nasze zdrowie. Dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla, autor głośno komentowanej w środowisku medycznym książki „Korzyści ze słońca”.
Pytanie: Panie profesorze, od 30 lat jest Pan światowej sławy swoistym „głosem witaminy D”. Co należałoby zrobić w tej kwestii?
Michael Holick: Praca dopiero się zaczęła. Od 25 lat staram się zwrócić uwagę społeczeństwa na niedobory witaminy D – dopiero teraz problem zaczęto traktować poważnie. 50% ludności Ziemi cierpi na niedobory witaminy D i my uważamy, że ma to bardzo poważny wpływ na ich zdrowie. Na zdrowie dzieci i dorosłych, w takim samym stopniu.
Pytanie: Z setek badań naukowych wynika, że mamy do czynienia z globalnym niedoborem witaminy D. Czy to prawda? Jak do tego doszło i czy to aby nie lekka przesada?
M.H.: Każdy na hasło „brak witaminy D” myśli natychmiast i wyłącznie o dzieciach i krzywicy. Z problemem krzywicy w zasadzie już się uporaliśmy, więc ludzie nie zastanawiają się nad dalszymi konsekwencjami niedoboru witaminy D. Wydaje się, że nawet lekarze nie mogą zrozumieć, w jaki sposób witamina D może zmniejszyć ryzyko zawału serca o 50%, podobnie jak ryzyko zachorowania na popularne odmiany raka – jelita, prostaty czy piersi. Mówimy tutaj również o 50%. Przy infekcji takiej jak grypa ograniczamy ryzyko nawet o 90%. Przy cukrzycy typu 1 – aż o 78%, pod warunkiem, że dziecko w pierwszych latach życia zostanie wystarczająco zaopatrzone w witaminę D. Wiemy, że ludzie z nadwagą potrzebują 2, 3 razy więcej witaminy D. Lekarze nie biorą tego pod uwagę, nawet nie zastanawiają się nad witaminą D i nie rozumieją tych mechanizmów. Odrzucają witaminę D i jej olbrzymi pozytywny wpływ na zdrowie człowieka, mimo że potwierdzają to od wielu lat godne zaufania badania naukowe. Każda komórka organizmu wyposażona jest ewolucyjnie w receptor witaminy D. Po co miałby się on tam znajdować, jeżeli nie odgrywałby ogromnej roli? To klucz do zrozumienia wpływu witaminy D na zdrowie. Pytanie: Czy to nie paradoks? Znaczenie witaminy D jest powszechnie znane, jednak w gabinecie lekarskim nie odgrywa ona praktycznie żadnej roli. Jak to możliwe? M.H.: Lekarze bagatelizują witaminę D3, traktując ją jak każdą inną witaminę. Twierdzą, że poprzez zdrowe odżywianie można bez problemu pokryć zapotrzebowanie na witaminę D – i to jest główny problem. Właściwie nie istnieją produkty żywieniowe, które zawierają witaminę D. Tran – oczywiście, tłusta ryba też, ale trzeba by to jeść codziennie i to w sporych ilościach. Kiedyś ludzie dużo przebywali na zewnątrz, dzieci bawiły się na świeżym powietrzu i w ten sposób zawsze zaopatrywali się sami w tę witaminę. Wszystko to dzięki promieniom słonecznym. W dzisiejszych czasach ludzie na co dzień unikają bezpośredniego słońca. Nieustannie używają kremów ochronnych albo okrywają skórę ubraniem. Tym samym promienie słoneczne nie padają w wystarczającej ilości na skórę, co powoduje powstanie jej niedoboru oraz spadek naszej odporności.
Pytanie: System opieki zdrowotnej stoi nad przepaścią. Czy witamina D i darmowe promienie słoneczne mogłyby pozytywnie wpłynąć na zmianę tej sytuacji?
M.H.: Rzeczywiście. Trzeba zauważyć, że jeden z najważniejszych hormonów dostarczany jest zupełnie za darmo – przez słońce. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy się smażyć na słońcu. Aby pokryć dzienne zapotrzebowanie, wystarczy w okresie wiosny i lata pomiędzy godziną 10 a 15 spędzić 15 minut na słońcu. Uwaga! W krótkim rękawku i krótkich spodniach czy spódniczce.
Pytanie: A co zrobić zimą, kiedy słońce nie jest wystarczająco mocne, by produkować witaminę D przez kontakt z naszą skórą? Czy solaria mogą odegrać tu pomocną rolę?
M.H.: Odkryliśmy, że zdrowi młodzi dorośli, którzy zimą raz w tygodniu odwiedzali solarium, mieli we krwi odpowiednią dawkę witaminy D. Ponadto wykazywali większą gęstość kości. W odróżnieniu od porównywalnej grupy ludzi, którzy nie odwiedzali solarium. Dlaczego to takie ważne? Zimą zarówno w Europie Środkowej, jak i w części USA nie istnieje możliwość produkcji witaminy D przy udziale naturalnego słońca. Powodem jest brak promieni UVB.
Pytanie: Ludzie kochają słońce. Uważają lekko opaloną skórę za oznakę zdrowia. Dermatolodzy natomiast ostrzegają przed słońcem i rakiem skóry. Kto ma rację?
M.H.: Jak zawsze w życiu najważniejszy jest umiar. Moje przesłanie brzmi: nigdy nie dopuszczaj oparzeń słonecznych. Nie smażyć się na słońcu, samą twarz posmarować kremem, bo to ona zwrócona jest zwykle ku słońcu najczęściej. Rozsądny pobyt na słońcu, bez dodatkowej ochrony, z odkrytymi nogami i ramionami jest konieczny i to przynajmniej kilka razy w tygodniu. Jest on ważny dla zdrowia dzieci i dorosłych w tym samym stopniu. Unikanie słońca niczego dobrego nie wnosi, powinniśmy zawsze propagować rozsądny pobyt na słońcu. Ja robię to od ponad 30 lat.
Pytanie: Czy aby nie jesteśmy więźniami dwóch obliczy słońca? Życiodajna witamina D to jedno, drugim jest według dermatologów śmiercionośny czerniak.
M.H.: Nie wierzę w to, że istnieje związek pomiędzy tymi dwoma. Zmiany nowotworowe skóry, jakim jest czerniak, powstają najczęściej na partiach, które w znikomym stopniu wystawiane są na działanie promieni słonecznych. Jeżeli przyjęlibyśmy, że słońce równorzędnie z produkcją witaminy D tak bardzo niszczy skórę, że powstaje czerniak, to powinien pojawiać się na twarzy i dłoniach. W rzeczywistości jest wręcz odwrotnie: ludzie, którzy pracują na zewnątrz, mają nie tylko wystarczający poziom witaminy D, ale również znacznie mniejsze ryzyko pojawienia się tego nowotworu. Ponadto badania dowiodły, że ludzie mający wysoki poziom witaminy D3 (a więc ci, którzy mają częsty kontakt ze słońcem), nawet jeśli zachorują na czerniaka, mają o wiele większe szanse na przeżycie tej choroby. Trzeba jednak dostrzec ten związek. Zarówno nadmierna ekspozycja skóry na promienie słoneczne, jak i oparzenia słoneczne mogą powodować powstawanie raka podstawnokomórkowego (dużo mniej niebezpieczna forma nowotworu skórnego), nie znaczy to jednak tego, że podwyższa się jednocześnie ryzyko zachorowania na czerniaka. Przeciwnie – badania naukowe zaprzeczają, jakoby rozsądny kontakt ze słońcem zwiększał ryzyko powstania tego nowotworu.
więcej w Solarium nr 57