Strona główna | Spis treści |Archiwum
Przedwczesny wyrok śmierci ...dla słońca i solarium
Rozprawmy się wreszcie z solarium! Tak jak przed 17 laty rozprawiliśmy się już ze słońcem. Kto będzie następny w tej kolejce bezmyślności? Proponujemy dziennikarzom: mleko, wodę mineralną i napoje sprzedawane w butelkach plastikowych, serki i desery dla dzieci, białe pieczywo, słodycze, kosmetyki z faktorami ochronnymi, samoopalacze… później samochody i wszystkie tworzywa sztuczne, a na końcu powietrze, którym na co dzień oddychamy, i wodę, którą pijemy. Wszystko to możemy podejrzewać o czynniki rakotwórcze i – co gorsza – możemy bazować na wynikach badań naukowych i w równie ciekawy sposób przytaczać statystyki.
Solarium bardziej niebezpieczne od papierosów! Promienie UV to arszenik! Solarium i słońce zabija!
Brawa dla twórczości poetyckiej redakcji czasopism i portali, które w sezonie urlopowym znalazły kolejną ofiarę własnego braku zaangażowania w rzetelność przekazu informacji. Kolejny raz standardowa i mało rzeczowa informacja oparta na doniesieniu prasowym została rozdmuchana poza granice wszelkiej przyzwoitości oraz logiki. Zgodnie z definicją: gazetowy papier przyjmie wszystko, byleby było zakropione sensacją, po raz kolejny przedstawiono promienie ultrafioletowe jako niebezpieczeństwo dla całej ludzkości. Jako uosobienie tego zła tym razem w roli pierwszoplanowej wystąpiło solarium! W 1992 roku jego uosobieniem było samo życiodajne słońce! Z samego faktu kwalifikacji dziwić się nikt nie powinien, bo – jak wiemy – to, co dobre, w nadmiarze może stać się bardzo niebezpieczne. Ale czy możemy doniesienia prasowe ograniczać tylko do zła, jakie niesie ze sobą nadmiar promieni ultrafioletowych?
Umiarkowane i rozsądne, i regularne kontakty naszej skóry z ultrafioletem mogą zagwarantować nam coś więcej niż tylko zdrowie. To właśnie dzięki nim w ogóle żyjemy!
Tysiące świadomych tego faktu lekarzy, psychologów, neurologów, psychoterapeutów, ortopedów, kardiologów, a nawet onkologów zaleca swoim pacjentom regularne, ale zarazem rozsądne kontakty ze słońcem. Słońce leczy i zapobiega wielu chorobom. Do najważniejszych należą: osteoporoza, cukrzyca, krzywica, rak płuc, piersi oraz gruczołu krokowego. Jedynymi wrogami takiej naturalnej terapii jest środowisko dermatologów i kosmetologów, które dbając o piękną i wiecznie młodą skórę, koncentruje się chyba zbyt mocno na walce z prawami ewolucji i przemijaniem. Zapomina natomiast o pozytywnych stronach słońca. Promienie ultrafioletowe, niszcząc włókna kolagenowe, mają wpływ na przedwczesne starzenie się naszej skóry – prawda. Ich nadmiar może prowadzić do znacznego podwyższenia ryzyka zachorowania na nowotwór skóry – to też prawda. Jednak czy przy tych dwóch negatywnych stronach, o których dobrze wiemy, nie warto wspomnieć o kilkunastu pozytywnych i ważniejszych dla człowieka? Żyjemy na Ziemi tylko dzięki słońcu. Młoda skóra po śmierci czy też w przedwczesnej chorobie nikomu na nic się nie zda. Kobieta szczególnie dbająca o swój wygląd nie będzie miała się z czego cieszyć, jeśli w wieku 37 lat będzie cierpieć na osteoporozę lub raka piersi. Najbardziej młodo wyglądający mężczyzna nie będzie się uśmiechał, cierpiąc na raka prostaty. Nie zapominajmy o tym w rozważaniach o opalaniu! Pamiętajmy o ewolucyjnej roli słońca i tym, że natura sama zadbała o to, abyśmy mogli się opalać, skoro jest nam to do życia niezbędne. To właśnie po to wyposażyła nas w odpowiednie mechanizmy, takie jak aktywacja procesu melanogenezy, budowa nowego pigmentu oraz tworzenie modzelu świetlnego.
Naukowcy mają rację – dziennikarze w tym wypadku nie!
IARC, grupa naukowców pracujących dla ONZ, donosi, że solarium po wieloletnich badaniach zostało zakwalifikowane do kategorii produktów rakotwórczych! Brawo za czujność, koledzy dziennikarze! Czy ktoś z autorów tejże „wspaniałej” i jakże aktualnej publikacji wie, że samo bezwzględnie potrzebne nam do życia słońce znalazło się w tej kategorii już 17 lat temu? Słońce jest rakotwórcze! O, jakie wielkie odkrycie! A może ktoś zadałby sobie trud i pomyślał o przytoczeniu jakiejś liczby lub dodał tak znaczące w tej wypowiedzi słowo „NADMIAR”? Może warto podać do wiadomości również granicę promieniowania, od której to życiodajne promienie ultrafioletowe, umożliwiające nam egzystencję, stają się niebezpieczne i zabójcze? Troszeczkę rzetelności nie zaszkodziłoby takim doniesieniom. To, że wszystko w nadmiarze może być niebezpieczne, jest faktem ogólnie znanym. Każde lekarstwo przedawkowane może nas zabić. Tego nie musimy się uczyć, jakoś sami podświadomie to wiemy i nie sięgamy po całe pudełko ogólnodostępnych tabletek od bólu głowy, kiedy bardzo boli nas głowa. W takich wypadkach każdy z nas wie, że należy przeczytać ulotkę. W przypadku słońca ulotki nie ma, w zamian za to straszy się nas faktem, że jest ono rakotwórcze i zabija. Czy taka postawa jest dobra? Czy naukowcy, których zadaniem było sprawdzenie fizycznych właściwości promieni ultrafioletowych, właśnie to mieli na myśli? Czy celem tych badań miało być straszenie ludzi, czy może ich świadoma edukacja? Nie przekręcajmy więc faktów i jeśli piszemy, to piszmy wszystko na temat, którym się zajmujemy.
Przerost formy nad treścią – choroba dzisiejszych mediów
Żądni sensacji dziennikarze ubrali standardowe doniesienie prasowe w odpowiednio krwawe słowa, aby podnieść atrakcyjność publikacji dla żądnego sensacji społeczeństwa. Wszystko to kosztem zdrowia. A szkoda, bo porównanie słońca czy też profesjonalnego solarium z arszenikiem czy papierosem to więcej niż proste kłamstwo. Profesjonalne solaria poza brązem świadczą usługi z dziedziny światłoterapii, umożliwiając nowoczesnemu i cierpiącemu na niedobory słońca społeczeństwu korzystanie z dobrodziejstw promieni ultrafioletowych przez cały rok, również w zimie. Publikacje, które pojawiły się w ostatnich kilku tygodniach, to OSZUKIWANIE nieświadomego czytelnika, bazujące na przekręceniu wyników badań i podaniu ich w taki sposób, aby były szokujące. Ich prawdziwym celem była standardowa klasyfikacja wszystkich urządzeń, a nawet zjawisk w celu określenia stopnia niebezpieczeństwa dla życia. I jak słońce, które w nadmiarze może nam zaszkodzić, tak i solarium – naśladujące słońce – znalazło się na liście, która ostrzega przed tym, że nie możemy korzystać z niego do woli. Czy to kogoś dziwi? Czy ktoś, kto pisze takie doniesienie, zastanawia się, co zawiera taka lista i jaka jest jej rola? Co oznacza przynależność do pierwszej grupy zagrożenia? Jeśli tak, prosimy o odpowiedź na pytanie: dlaczego w 1992 roku Światowa Organizacja Zdrowia nie wystąpiła razem z ONZ o zasłonięcie słońca, skoro jest tak szkodliwe, że znalazło się w tejże pierwszej grupie 17 lat temu? Dziś dołączyło do niej solarium, przed którym tak usilnie przestrzegają nas mass media.
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 57