Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wydarzenie

ICP 2009

Więcej słońca w rozsądnej dawce!

Rozgorzały dyskusje o słońcu i jego wpływie na życie i – jak widać – zdrowie mieszkańców naszej planety. Nie tylko niemieccy politycy przyłączyli się do dyskusji, wprowadzając w życie chyba zbyt pochopnie nową ustawę o korzystaniu ze sztucznego słońca. Również naukowcy z całego świata ponownie dyskutują o wadach i zaletach promieni słonecznych. Podczas corocznego kongresu w Düsseldorfie, w którym udział wzięło ponad 500 osób, fotobiolodzy z całego świata przez 5 dni debatowali między innymi o wadach i zaletach naturalnego i sztucznego słońca. Dyskutowano zarówno o życiodajnej i uzdrawiającej mocy słońca, jak i o wszechstronnym oddziaływaniu słonecznej witaminy D. Z drugiej strony w centrum dyskusji stało wzrastające zagrożenie rakiem skóry.

Więcej słońca w rozsądnej dawce!

Amerykański naukowiec, ekspert zaangażowany od lat w badania nad promieniami słonecznymi i witaminą D, prof. Michael F. Holick zaprezentował w bardzo wyjątkowy i ciekawy sposób najnowsze wnioski dotyczące roli słońca i idącej z nim w parze witaminy D. Jak się okazuje, ma ona wpływ na wszystkie komórki naszego ciała. Niedobór witaminy D zwiększa ryzyko zachorowania na wiele z powszechnie znanych chorób cywilizacyjnych, takich jak osteoporoza, cukrzyca, nadciśnienie, zawały serca i inne dolegliwości sercowo-naczyniowe, choroby psychiczne oraz wszelakie odmiany raka. Jego osobista rada: więcej słońca, ale zawsze z głową. Rewers medalu słonecznego zaprezentował niemiecki dermatolog dr Reiger Greinert. Każdy promień słońca na skórze to wpłata na słoneczne konto, które z chwilą zapełnienia prowadzi do raka skóry. Zachorowalność na raka skóry w ubiegłych 50 latach niezmiennie rosła, a winne są temu, zdaniem Greinerta, prawie wyłącznie słońce i solaria. Tym doniesieniom zdecydowanie zaprzeczył norweski naukowiec, fizyk prof. Johan Moan. Na podstawie wyników wielu badań naukowych udowodnił on, że ludzie spędzający wystarczająco dużo czasu na słońcu, gwarantującym im dostateczny i stale wysoki poziom witaminy D, nie tylko chronieni są przed wieloma chorobami, ale również lepiej radzą sobie w walce z ewentualnym nowotworem. Dodatkowo żyją dłużej niż ci, którzy słońca unikają, pozbawiając się tym samym naturalnej witaminy D. To właśnie brak kontaktów ze słońcem w ostatnich latach jest jego zdaniem powodem zwiększenia się zachorowalności na wszystkie choroby, z nowotworami włącznie. Zatrważająca jest ilość czasu, jakie dzisiejsze społeczeństwo, szczególnie młodzież, spędza w domach przed komputerem lub telewizorem. To właśnie w tym dermatolodzy powinni szukać powodów rosnącej liczby zachorowań na nowotwory.

Kongres zrobił na publiczności wielkie wrażenie.

Głos publiczności: – Wykład Michaela Holicka sprawił mi sporą przyjemność. Jest on bardzo znanym i poważanym naukowcem, pomimo to wprowadził słuchaczy w temat w bardzo zabawny sposób. Jego argumentacja była bardzo jasna, rzeczowa i logiczna i dlatego uważam, że jego wykład był bardzo dobry.

Prof. Michael F. Holick, przez długi czas atakowany przez dermatologów, uchodzi, po niezliczonych badaniach naukowych i maratonach wspaniałych wykładów, za największy światowy autorytet w sprawach związanych z witaminą D. Nawet zagorzali przeciwnicy z obozu dermatologicznego uważają go dzisiaj za autorytet w swojej dziedzinie i – jak widać – coraz chętniej cytują.

To właśnie on mówi nam jasno o tym, w czym tkwi sedno sprawy.

M. Holick: – 50 procent ludności ziemi cierpi na niedobory witaminy D i my uważamy, że ma to poważny wpływ na ich zdrowie. Na zdrowie dzieci i dorosłych, w tym samym stopniu.

Pytanie kluczowe brzmi więc: Jak do tego dochodzi?

M. Holick: – Najważniejszy powód tego stanu rzeczy to niedobór słońca. Ludzie w kwestii zaopatrzenia w witaminę D zawsze mogli polegać na słońcu. Sytuacja zmieniła się diametralnie 40 lat temu, kiedy to zaczęto odradzać wszelkich kontaktów ze słońcem. To decydujący powód katastrofalnego w skutkach niedoboru słonecznej witaminy D3, wynikającego z braku wystarczająco częstych kontaktów naszej skóry z ultrafioletem.

Skoro problem jest tak poważny, to dlaczego witamina D nie gra ważniejszej roli w gabinecie lekarskim, a dermatolodzy traktują ją jak wroga?

M. Holick: – Dzisiaj każdy, nawet lekarze, na hasło „brak witaminy D” myśli natychmiast i wyłącznie o dzieciach i krzywicy. Krzywicy w zasadzie już nie ma, więc ludzie nie zastanawiają się nad dalszymi konsekwencjami niedoboru tej naturalnej witaminy. Nie mogą więc też zrozumieć, w jaki sposób witamina D może zmniejszyć ryzyko zawału serca o 50 procent, podobnie znacznie zmniejsza ryzyko zachorowania na popularne odmiany bardzo groźnych nowotworów, takich jak rak jelita, prostaty czy piersi. Tu mówimy również o 50 procentach. W przypadku infekcji oraz takich chorób jak grypa dochodzimy nawet do zmniejszenia ryzyka o 90%. Przy cukrzycy typu 1 i 2 otrzymujemy równie wysoka liczbę: 78%.

Czy zatem witamina D nie byłaby dobrym wkładem w ratowanie naszego systemu opieki zdrowotnej?

M. Holick: – Trzeba zauważyć, że jedno z najważniejszych lekarstw dostarczane jest zupełnie za darmo – poprzez słońce. Trzeba jednak umieć z tego zjawiska korzystać. Dobroczynny wpływ słońca nie oznacza tego, że powinniśmy się na nim smażyć! Znaczy to zaledwie tyle, by w okresie wiosny i lata między godziną 10 a 15 opalać się 15 minut z odkrytymi nogami i ramionami. To należy czynić kilka razy w tygodniu, bo właśnie tyle słońca potrzebujemy do życia, czyli do pokrycia naszego zapotrzebowania na witaminę D.

A co zimą, kiedy naturalne słońce nie może pokryć naszego zapotrzebowania na witaminę D? Czy solarium może uzupełnić tę lukę?

M. Holick: – Odkryliśmy, że zarówno młodzi, zdrowi ludzie, jak i dorośli, którzy zimą raz w tygodniu odwiedzali solarium, posiadali we krwi przez cały rok odpowiedni poziom witaminy D. Ponadto wykazywali większą gęstość kości w porównaniu do grupy ludzi, którzy nie odwiedzali solarium.

Pozostaje pytanie: ile słońca człowiek potrzebuje do życia?

M. Holick: – Jak zawsze w życiu najważniejszy jest umiar. Moje przesłanie brzmi: nigdy nie dopuszczać do oparzeń słonecznych. Nie smażyć się na słońcu! Jednocześnie unikanie słońca niczego dobrego w nasze życie nie wnosi, powinniśmy zawsze propagować rozsądny pobyt na słońcu. Ja robię to od ponad 30 lat.

Czy pobyt na słońcu nie prowadzi do raka skóry, również do groźnego czerniaka?

M. Holick: – Według mojej wiedzy, naukowcy nie mają żadnych wiarygodnych dowodów na to, że rozsądne opalanie w jakikolwiek sposób może prowadzić do podniesienia ryzyka zachorowania na czerniaka ponad liczbę, jaką statystyki uznają jako średnią. Ponadto ludzie, którzy pracują na zewnątrz, mają nie tylko wystarczający poziom witaminy D, ale również znacznie mniejsze ryzyko pojawienia się tej groźnej choroby. Badania dowiodły, że ludzie mający częsty kontakt ze słońcem obniżają ryzyko zachorowania na nowotwory, z czerniakiem włącznie.

Czy słońce jest zatem przyjacielem, czy raczej wrogiem człowieka?

M. Holick: – Dzisiaj już wiemy: umiarkowane opalanie ogranicza ryzyko wielu śmiertelnych nowotworów, infekcji, chorób układu odpornościowego, nadciśnienia, chorób serca, zawałów, wylewów, a nawet demencji starczej i schizofrenii. Przesłanie jest więc bardzo jasne: światło słoneczne jest naszym przyjacielem. Pod warunkiem, że będziemy z niego korzystać rozsądnie.

więcej w Solarium nr 58

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM