Strona główna | Spis treści |Archiwum
Normalne opalanie z Erytest
Coraz większa rzesza klientów solariów chciałaby być brązowa, ale bez podejmowania ryzyka poparzeń, którego skutki pogrążają naszą branżę w coraz to większych problemach. Czy wiesz, jak mocno opalają twoje urządzenia? Czy wiesz, ile minut może trwać opalanie danego klienta? Czy twoje urządzenia opalają normalnie, bezpiecznie, zdrowo i efektywnie? A może za mocno lub za słabo? Czy moc opalania zależy od mocy lamp? Mam przecież 160 W! Czy w takim razie mogę opalać za słabo?
Na zadane we wstępie pytania wielu użytkowników urządzeń opalających nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Ci bardziej wtajemniczeni domyślają się, że odpowiedzi na nie są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi bowiem tylko o moc lamp. 160, 140 czy nawet 200 watów nie ma tu kluczowego znaczenia, bo sama moc znamionowa lampy nie mówi nic o jej mocy rumieniotwórczej. Lampa 160 W może być zasilana z dławika 140 W, a nawet jeśli nie jest, to może mieć bardzo różne parametry. Nawet jeśli posiadamy miernik UVA lub inne urządzenia pozwalające nam zmierzyć ogólną moc UV w urządzeniu opalającym, nie uzyskamy odpowiedzi na to, czy 12 minut opalania klienta o wiadomym fototypie nie doprowadzi jego skóry do poparzenia.
Problem jest złożony
Tajemnica tkwi w określeniu „moc rumieniotwórcza”, a ta uzależniona jest głównie od faktycznej zawartości UVB w lampie, i to na dodatek niedokładnie wprost proporcjonalnie do podanego przez producenta współczynnika UVB. Moc rumieniotwórcza promieni UVB maleje wraz z ich długością. Z praktyki wiemy, że lampa o bardzo wysokim współczynniku, sięgającym nawet 3,5%, może być w porównaniu z lampą o współczynniku 2,6 nieco słabsza pod względem rumieniotwórczości i to widoczne jest tylko na jej charakterystyce widmowej. Wszystko zależeć będzie od faktycznej ilości UVB w danej lampie, a nie od podanego przez producenta współczynnika. Dwie lampy o podobnych wykresach widmowych pod względem kształtu oraz mocy znamionowej 160 W i dokładnie takich samych współczynnikach, np. 2,6% (UVB w UV), mogą całkowicie inaczej opalać. Jeśli jedna z nich będzie efektywnie produkować 42 W UVA, a druga tylko 34 W, to pomimo takiego samego współczynnika ilość promieni UVA, a wraz z nimi również zawarta w niej część UVB będzie mniejsza o 20%. Taka lampa będzie więc słabsza o 20% od swojej siostry oznaczonej tak samo mianem 160 W 2,6 UVB. W przypadku gdy wykresy lamp będą się jednak różniły i promienie mniej efektywnej lampy będą zawierały więcej promieni z początkowego pasma UVB, może okazać się ona mocniejsza od swej bardziej efektywnej pod względem UVA konkurentki. Tym samym doprowadzać będzie szybciej do powstania rumienia – czyli poparzenia klienta. Jak widać, problem jest bardzo złożony i do jego rozwiązania potrzebny byłby raczej spektrometr i pracochłonne pomiary dokonane w danym urządzeniu opalającym oraz sporo wiedzy na temat budowy lampy i jej przeznaczenia. Wiedzę taką można zdobyć na szkoleniach z serii „EDUSOLAR” organizowanych przez redakcję czasopisma SOLARIUM®. Aby efektywnie i zarazem bezpiecznie opalać, musimy znać dwa parametry: odporność skóry klienta oraz dawkę promieni rumieniotwórczych, jakie dana skóra wytrzyma. Dawką tą jest aktualna moc rumieniotwórcza posiadanych urządzeń uzależniona w dużej części od zastosowanych w nich lamp. W określaniu fototypu może być nam pomocny personel lub specjalistyczne urządzenia do badania skóry, takie jak SkinControl. Natomiast w przypadku mocy rumieniotwórczej nie mogliśmy dotychczas liczyć na nikogo.
HN Erytest
Teraz w określeniu tego ostatniego parametru pomoże nowe urządzenia niemieckiego koncernu Original Hanau Suncare – miernik o nazwie HN Erytest. Jak już sama nazwa tego urządzenia wskazuje, że nie jest to zwykły miernik UV, lecz urządzenie pomocne w określaniu mocy rumieniotwórczej urządzenia mierzonego. Wskazaniem miernika jest aktualna, uwzględniająca zużycie i warunki pracy lamp wartość promieni rumieniotwórczych emitowanych przez urządzenie opalające. Wyrażona jest ona w miliwatach na centymetr kwadratowy. Umożliwia to, przy zastosowaniu łatwego wzoru, wyliczenie efektywnego i zarazem bezpiecznego czasu opalania klienta, pod warunkiem, że jesteśmy w stanie określić fototyp jego skóry. Pomimo błędu wynikającego z określania fototypu wyrażanego w 4 stopniach (w rzeczywistości jest ich dużo więcej) uzyskujemy stosunkowo dokładny wynik pomocny w codziennej pracy salonu, który chce zapewnić swoim klientom pełne bezpieczeństwo przy korzystaniu z usług, jak i dostosować się do panujących w Europie norm.
Wskaźnik normy
Wskazanie mocy rumieniotwórczej, na którym opierają się normy solaryjne, jest niczym innym jak wskazaniem samej normy. Jeśli miernik wskaże 0,3, to znaczy, że nasze urządzenie opala według tejże właśnie normy. Jeśli wskazanie będzie wynosiło 0,59, to znaczy, że nasze urządzenie mieści się w normie 0,6, obowiązującej dla starszych urządzeń. Jeśli wynikiem będzie liczba 0,85, oznaczać to będzie, że posiadamy niedopuszczone lampy, których moc rumieniotwórcza przekracza dopuszczalną normę aż o 30%. Co to oznacza w praktyce? W skrócie można powiedzieć, że klient, który opala się 10 minut, mógłby opalać się tylko 6 minut w celu uchronienia swojej skóry przed przedawkowaniem UV. Mając taką wiedzę, jesteśmy w stanie bezpiecznie opalać bez względu na to, jakie lampy posiadamy. Niebezpieczne w opalaniu jest przecież nie samo opalanie się, lecz przedawkowanie UV.
Źródła brązu
Bezpieczny czas opalania zależy – jak już wspomnieliśmy – od dwóch czynników. Jednym z nich jest rodzaj skóry, który w przybliżeniu możemy określić mianem fototypu. Jeśli kolor skóry jest kolorem naturalnym, a klient nie jest jeszcze opalony ani też nie używał substancji samoopalających, możemy wyjść z założenia, że nasza wzrokowa ocena koloru skóry klienta będzie porównywalna z tabelą fototypów. Przy użyciu odpowiedniej tabeli, w której zamieszczono minimalne dawki rumieniotwórcze (MED) dla danego typu skóry, możemy wyliczyć odpowiednią dla każdego klienta dawkę. Dawka ta jest różna i zależy od odporności skóry klienta na działanie promieni UV odwzorowanej zazwyczaj jej kolorem. Jeśli salon nie posiada urządzenia do badania skóry, jest on zobowiązany do ustalenia wzrokowego fototypu klienta i robi to w przypadku nowego klienta na podstawie krótkiego wywiadu. Wywiad ten konieczny jest w celu wykluczenia stosowania np. samoopalaczy. Drugim czynnikiem mającym wpływ na czas opalania jest aktualna moc rumieniotwórcza urządzeń opalających. To zadanie przejmuje HN Erytest, który w ułamku sekundy podaje nam wartość, która po podstawieniu do wzoru ułatwi nam wyliczenie bezpiecznego czasu ekspozycji. Miernik wyskalowany jest w ten sposób, że mierzy on tylko moc rumieniotwórczą, czyli tylko te promienie, które prowadzą do powstania poparzeń. Są one jednak jednocześnie niezbędne do budowy nowych pigmentów odpowiedzialnych za przyszłe efekty opalania się w solarium. Jeśli chcemy, aby opalenizna nie była szara, a jej trwałość zadowalała klienta, to warto się szczególnie przyłożyć do określania dokładnego czasu pierwszej ekspozycji, stanowiącej podstawę do zbudowania profesjonalnego planu opalania każdego klienta. Bez takiego podejścia i wiedzy nie jesteśmy w stanie nikogo efektywnie i zarazem bezpiecznie opalać. W świetle dzisiejszych doniesień prasowych i kampanii antysłonecznych, wskutek których branża traci sporo potencjalnych klientów, zastraszanych szkodliwością opalania się, nowe podejście do świadczenia usług wydaje się nabierać szczególnego znaczenia. Jeśli chcemy zrobić coś dla siebie, zmieńmy podejście do opalania i przestańmy opalać na ilość oraz na oko. Tym bardziej że na rynku dostępne są już narzędzia oraz wiedza, która to umożliwia.
Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 58