Aktualny numer
61

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Efektywne i zdrowe planowanie opalania

Coraz częściej słyszymy o nowych normach, o tym, że opalanie jest niezdrowe, niebezpieczne i powoduje raka. Czy w tych doniesieniach należy doszukiwać się prawdy? Czy oparte są one tylko na ataku medialnym na naszą branżę, bazującym na przypuszczeniach i źle interpretowanych statystykach? Zarówno w Niemczech, jak i Polsce dzieje się podobnie, a fakt naszej bezbronności od dłuższego czasu zastanawia. Co kryje się za tym, że nie potrafimy sprostać zadaniom i tak często stajemy się celem ataków? Może część winy ponosimy my sami?

Efektywne i zdrowe planowanie opalania

W każdym doniesieniu można doszukać się ziarnka prawdy i o to właśnie małe ziarenko możemy mieć obawy. Nadmiar promieni ultrafioletowych, mimo że są one nam niezbędne do życia (jeśli otrzymujemy je w odpowiedniej ilości), może być bardzo niebezpieczny. Szczególnie jeśli doprowadzamy do ich przedawkowania w młodości, czyli wtedy, kiedy nasza młoda, nie wykształcona jeszcze i bardzo wrażliwa skóra nadal się rozwija. Jeśli podczas tego rozwoju dochodzi do zniszczeń DNA, spowodowanych nadmiarem energii niesionej przez promienie UV, możemy się spodziewać powikłań, które w skrajnym przypadku mogą doprowadzić nawet do raka skóry. Czy będzie nim niegroźny rak podstawnokomórkowy, czy niosący ze sobą ryzyko śmierci czerniak, zależeć będzie głównie od naszych uwarunkowań genetycznych. Najgroźniejsze są w takich wypadkach zniszczenia na poziomie melanocytów, do których doprowadziliśmy poprzez nierozsądne korzystanie z dobrodziejstw słońca. Piszę głównie o słońcu, bo profesjonalnie prowadzone solarium nie stwarza realnego zagrożenia. Nie stwarza go tak długo, jak długo personel salonu jest w stanie zagwarantować każdemu klientowi bez względu na rodzaj jego skóry to, że nie opala się on dawką większa niż 1,5 MED i tym samym nie doprowadza do podrażnienia skóry nadmiarem UVB. Zgodnie z doniesieniami naukowców z całego świata duży nadmiar UVA, nie powodujący co prawda poparzeń, może być również przyczyną zmian genetycznych, poza tym, że powoduje on przedwczesne starzenie się skóry, wynikające ze zniszczeń struktury włókien kolagenowych. To właśnie tego powinniśmy się bać najbardziej. W tym względzie zarówno dermatolodzy, jak i kosmetolodzy mają rację, mimo że stoją sami z sobą w sprzeczności, chroniąc nas na plaży głównie przed UVB. Dlaczego takie informacje nie przeciekają do mediów? Może dlatego, że dziś w świetle nowej normy zaszkodziłyby nam samym. Jeśli zapomnimy na chwilę o UVA i skupimy się na UVB, które w znacznie większym stopniu wpływa na dawkę promieniowania rumieniotwórczego, zauważymy, że opalanie tymi promieniami ma wiele biopozytywnych stron. Jeśli będziemy w stanie rozsądnie dozować te promienie, to z pewnością nie zaszkodzimy naszym klientom, wręcz odwrotnie – poza skuteczną syntezą witaminy D3 podarujemy im głęboki, trwały brąz, który bazował będzie na naturalnym procesie hormonalnym zwanym melanogenezą. Tylko ten brąz możemy nazwać naturalnym i bezpiecznym, ponieważ powstaje on w oparciu o fizyczną zdolność skóry do produkcji pigmentu w chwilach, gdy jest on potrzebny. Jeśli zrozumiemy to zjawisko, to szybko dojdziemy do wniosku pozwalającego nam określić stosunkowo małą przydatność lampy brązującej i dużą przewagę lampy standardowej budowanej na bazie naśladownictwa naturalnego słońca. Cóż jednak zrobić, by nie igrać z niebezpieczeństwem?

Możliwości i narzędzia

Rozwiązań jest kilka i żadne z nich nie jest do końca idealne. Należy przede wszystkim posiadać w solarium urządzenia słabsze pod względem ogólnej mocy. To one najbardziej efektywnie opalają. Lampy o mocy 100 W i współczynnikach 1,2–1,6% są najlepszym i najbardziej naturalnym sposobem zdrowego opalania. Na takich lampach opalaliśmy naszych klientów przez wiele lat. I co ciekawe – wszyscy byli bardzo zadowoleni. Czas opalania wynosił od 12 do 30 minut, a efektem był zdrowy, głęboki i naturalnie trwały brąz. Komu się to nie podobało? Nam samym? Klientom? A może producentom? Nie wiadomo do końca, kto pierwszy wpadł na ten pomysł, by podwyższać współczynniki dla skrócenia czasu opalania, efekt tego posunięcia znamy jednak dzisiaj bardzo dobrze. Poniekąd liczy się dawka, a nie sama moc. Czy jest tak jednak do końca? Nie ma szybkiego odwrotu i odzwyczajenia klienta od czasu wynoszącego 7 minut. Jest jednak już dziś na rynku narzędzie, którym możemy sobie pomagać w codziennej pracy i to bez względu na to, jakie posiadamy lampy. Jest nim na przykład SkinControl, który potrafi zmierzyć właściwości skóry i dobrać na bazie wyników aktualnych pomiarów lamp w każdym solarium efektywny czas opalania. Jak dobrać dawkę, jak zmierzyć skórę, jak wyłonić klienta, który nie powinien się w ogóle opalać? Jak spokojnie wziąć odpowiedzialność za to, co nasz personel robi ze skórą klienta? Jak ułatwić codzienną pracę w salonie, szczególnie w przypadku obsługi nowego klienta, którego zaufanie musimy zdobyć już przy pierwszej jego wizycie? Istnieje kilka sposobów na wyliczenie dawki UV potrzebnej do pobudzenia procesu melanogenezy. Musimy pamiętać, że proces ten w naturze odbywa się bardzo wolno i ma ścisły związek z porą roku. Zaczyna się późną wiosną, a kończy jesienią. W tym okresie nasza skóra stopniowo ciemnieje, by w lecie zbrązowieć a następnie wybieleć do zimy. Tylko taki proces, który będzie naśladował naturę (oczywiście w nieco przyspieszonym tempie) możemy nazwać zdrowym i naturalnym opalaniem. Aby go przyspieszyć, możemy wykorzystać solarium i bazować na tym, by zbliżając się do granicy odporności skóry, za żadną cenę jej nie przekroczyć. Jeśli się to już komuś przytrafi, to należy dać skórze odpocząć i można zaczynać od nowa. Jak balansować na granicy odporności skóry? Tu kolejny raz pomocne może się okazać tylko jedno skuteczne urządzenie – a mianowicie system SkinControl. Istnieją na rynku również inne systemy pomiaru skóry, niestety bazują one na określaniu koloru skóry, który nie jest wprost proporcjonalnie uzależniony od jej odporności. Wystarczy pomyśleć tylko o tym, co się stanie, jeśli skórę takim systemem zmierzy osoba używająca samoopalacza. Wracając do odporności skóry, z której wynikał będzie bezpieczny czas ekspozycji, możemy postąpić na dwa sposoby.

Na piechotę: możemy – zachowując pełne bezpieczeństwo – na tak zwane raty. Po przeprowadzeniu wstępnego indywidualnego wywiadu z klientem, polegającego na postawieniu mu kilku pytań, z których najważniejsze to:

  1. Kiedy ostatnio się opalał? – To pytanie daje nam pewność, że mamy do czynienia np. z nie opalaną skórą.
  2. Czy kiedykolwiek opalał się w solarium? – Promienie w solarium mogą znacznie przekraczać dawkę tych, do których przyzwyczajona jest skóra opalana na naturalnym słońcu. Niekoniecznie musi ona zareagować tak samo.
  3. Czy używa środków i kosmetyków zawierających samoopalacze? Pytanie dotyczy wszystkich środków wraz z DHA, erytrulozą, wyciągiem z orzecha włoskiego lub innych wyciągów roślinnych, które koloryzują naszą skórę. – To właśnie one pomimo zmiany zewnętrznego kolorytu skóry nie zwiększają jej odporności na działanie UV.
  4. Jaki jest cel i powód wizyty w solarium? Może być ich kilka i jeden będzie bardziej dziwny od drugiego. Szybki brąz na imprezę, bo koleżanka chodzi, bo lepiej się czuję, bo chcę być cała brązowa, leczę osteoporozę lub depresję jesienno-zimową itd…

Sven Schameitat
więcej w Solarium nr 59

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM