Strona główna | Spis treści |Archiwum
Kto na tym zyskuje?
Intensywność kampanii antysłonecznych – nie tylko w Polsce – może dziwić. I rodzić zupełnie naturalne w takim momencie pytania: kto za tym stoi, komu tak bardzo na tym zależy? Zajadłość, z jaką atakuje się słońce – a w ostatnim czasie również solaria – jest większa nawet niż w przypadku ataków na palenie papierosów, które to przecież nie ma żadnych pozytywnych aspektów, a swą szkodliwością przewyższa nawet to nierozsądne opalanie jak słoń mrówkę. O co więc chodzi? To pytanie coraz częściej zadają sobie zdumieni, a jakże logicznie myślący obserwatorzy. No cóż – tu też sprawdza się stare porzekadło: jeśli nie wiadomo, o co chodzi – chodzi z pewnością o czyjeś pieniądze.
Dalecy jesteśmy od spiskowych teorii, szukania zakulisowych gier i tajemniczych postaci w kapturach, które pociągają za sznurki. Tu jednak nie trzeba nikogo szukać za kulisami tej całej, ogólnoświatowej akcji. To właśnie ta ogólnoświatowość wzbudziła nasze podejrzenia i pozwoliła spojrzeć na całą sprawę zimno i logicznie. Wcale nie trzeba długo szukać, bo aby zrozumieć, wystarczy wejść na stronę http://www.qimr.edu.au/research/labs/adeleg/index.html, gdzie przedstawiona jest grupa badawcza zajmująca się – na zlecenie IARC – badaniami nad rakiem skóry. Wśród współpracowników projektu znajduje się największy koncern kosmetyczny produkujący preparaty z filtrami ochronnymi – L’Oreal. Jest to jak najbardziej logiczne. To właśnie przemysł kosmetyczny produkujący filtry ochronne jest największym beneficjentem antysłonecznej nagonki. Dermatolodzy i kosmetolodzy są marionetkami tej wielkiej gry. Media szukające sensacji odgrywają rolę cichego kata, który przejmie odpowiedzialność, jak „się coś posypie”.
Jeśli pod płaszczykiem ochrony zdrowia społeczeństwa pani Ewa Drzyzga z TVN w celu zwiększenia grona swej publiczności potrafi przekonać bladą, nie opalającą się w solarium dziewczynę do tego, by zagrała w jej programie przed tysiącami widzów osobę uzależnioną od solarium, to do czego zdolny jest światowy koncern kosmetyczny? We wspomnianym programie wszyscy widzowie uwierzyli w to, co widzieli, a dowodem tej całej przekonującej „prawdy” był śmieszny aparat fotograficzny podłączony do przenośnego komputera obsługiwany przez młodą panią kosmetolog. Jeśli więc światowy koncern kosmetyczny, dysponujący dużo większym kapitałem niż TVN, sfinansuje prace ośrodka badawczego, to jakich wyników możemy się spodziewać? Tylko takich, które w efekcie doprowadzą nie tylko do zwrotu włożonego w badania kapitału, lecz przyniosą dobre, warte takiego ryzyka zyski.
Czarno na białym
Do tej pory zaangażowanie firm kosmetycznych w finansowanie badań nad rzekomą szkodliwością opalania było swoistą tajemnicą poliszynela, teraz mamy to pokazane czarno na białym. Nikt nie próbuje już tego ukrywać, maskować, nikt również nie zastanawia się nad etyczną stroną tego zagadnienia i skutkami ekonomicznymi z drugiej strony barykady. Ale czy w biznesie etyka w ogóle istnieje? Chyba tylko w folderach reklamowych – jeśli przez przypadek pasuje ona akurat do danej kampanii promocyjnej. O tym, że na zagrożeniu życia zbija się największe kokosy, wiadomo nie od dziś. Stosunkowo świeżym przykładem takich działań jest choćby ciągłe podsycanie histerii wokół grypy i zbijanie fortuny na sprzedaży szczepionek (jak również całego mnóstwa leków i preparatów wzmacniających, w większości przyjmowanych zupełnie niepotrzebnie). Jednak grypa jest faktycznie chorobą i realnym zagrożeniem, więc tę histerię jeszcze można zrozumieć. Natomiast stawianie słońca i opalania w tym samym miejscu co grypa czy inne równie poważne zagrożenia – to już bezczelność obliczona wyłącznie na zyski z tym związane. Co w takim razie z nagrodami, włącznie z Noblem, przyznanymi w ostatnich 100 latach również w dziedzinie światłoterapii? Co z naukowcami pracującymi od dziesiątek lat nad zagadnieniami związanymi z witaminą D3 i jej kluczową rolą w procesie przyswajania wapnia oraz poprawnej pracy naszego układu odpornościowego? Nauka i zdrowie przestały się liczyć w chwili, gdy w grę wkroczyły poważne i stosunkowo łatwe do zarobienia pieniądze. Ile kosztuje produkcja tubki z kremem na słońce, który nawet nie przechodzi badań klinicznych i jest sprzedawany w drogeriach za cenę od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych? Czy ktoś przeczytał kiedykolwiek jego skład? Ile można zarobić na sztucznym brązie z tubki? Fortunę, jeśli się tylko uda przestraszyć społeczeństwo i wpędzić ich wszystkich do drogerii lub aptek. I tu przeszkodą jest również solarium, które jako naśladowca słońca może przyczynić się do obniżenia tych zysków.
Redakcja
więcej w Solarium nr 59