Aktualny numer
59

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wywiad

Witamina D

słoneczny hormon naszego zdrowia oraz klucz do prewencji

Wywiad z profesorem Jörgiem Spitzem, specjalistą medycyny nuklearnej, byłym ordynatorem szpitala klinicznego w Münster i prezesem Niemieckiej Fundacji Informacji i Prewencji Zdrowotnej. Lekarzem, który prezentuje wyjątkowe poglądy dotyczące naszego zdrowia, który woli zapobiegać chorobom, aniżeli je leczyć. Szczególnie tym chronicznym, których leczenie kosztuje na całym świecie miliardy euro. Uważa on, że wiedza lekarzy i naukowców wystarczy już dziś do tego, aby zapobiegać większości z nich. Zarówno pacjenci, jak i służba zdrowia powinni inwestować dużo więcej środków i czasu w prewencję, chroniąc tym samym całe społeczeństwa przed cierpieniem i przedwczesną śmiercią.

Jörg Spitz

Pytanie: Panie profesorze, podczas swoich badań nad prewencją chronicznych chorób natknął się Pan na witaminę D. Jak doszło do tego, że przykłada Pan dziś tak wielką wagę do tego aspektu?

Jörg Spitz: Witamina D to coś, co mnie jako lekarzowi było doskonale znane. Od dziesięciu, może piętnastu lat zajmuję się diagnozowaniem i leczeniem osteoporozy. Miałem własne laboratorium, sam określałem ilość witaminy D we krwi, zalecałem ją pacjentom. Witamina D kojarzyła mi się raczej wyłącznie z układem kostnym. Wtedy zaczęły się pojawiać informacje, że ma ona o wiele większe znaczenie. Bardzo dużo czytałem, próbowałem dotrzeć do wszystkiego, co tylko możliwe, na temat witaminy D. Z drugiej strony w Niemczech na ten temat nie wiedzieliśmy wtedy praktycznie nic. Byłoby nie fair mówić, że witamina D jest omnibusem i potrafi wszystko. Witamina D to niewiarygodnie znacząca substancja – potwierdzają to najnowsze badania. Jest to jednak jednocześnie tylko jeden z elementów, jakie musimy dostarczyć naszemu wspaniałemu organizmowi, aby prawidłowo funkcjonował. Produkcja witaminy D przez światło ultrafioletowe to z kolei tylko jeden maleńki aspekt działania światła. Jestem przekonany, że w najbliższych latach o świetle usłyszymy znacznie więcej. To dlatego, że światło słoneczne, z który żyjemy już od milionów lat, jest o wiele ważniejsze, niż myślimy. Jego znaczenie przewyższa produkcję witaminy D, przewyższa energię, którą zyskujemy dzięki słońcu, z pewnością wykracza również poza pojęcie fotonu czy inne spektra światła dziennego. To ogromne znaczenie, które powoli zaczynamy dostrzegać – dzisiaj, kiedy po upływie wielu wieków znów żyjemy w jaskiniach.

Pytanie: W ludziach rośnie tęsknota za słońcem. Po drugiej stronie straszą jednak wdzięcznie podchwytywane przez media mroczne przestrogi dermatologów. Jak tłumaczy Pan ten rozdźwięk między ludzkim instynktem a negatywną opinią publiczną budowaną przez media?

J.S.: To rzeczywiście bardzo dziwne i wyjątkowe zjawisko. Wydaje mi się, że wpływ na to mają dwa czynniki. Pierwszy to tradycyjny problem mediów, gdzie panuje przekonanie, że tylko „zła wiadomość to dobra wiadomość”, a drugi to fakt, że dermatolodzy to też tylko ludzie i tylko lekarze. Wina leży w medycynie akademickiej: wszyscy jako lekarze specjaliści mamy w pewnym sensie klapki na oczach i widzimy tylko jedną dziedzinę nauki – tę, w której się specjalizujemy. Jeżeli więc jako dermatolog widzę tylko nowotwór i skórę, a nie widzę tego wszystkiego, co znajduje się wokół, umyka mi wiele ważnych szczegółów.

Pytanie: Tysiące badań naukowych potwierdziły w ubiegłych latach to, co podpowiadał nam instynkt. Dlaczego znajduje to tak znikomy oddźwięk w mediach i, co gorsza, w codziennej pracy lekarza?

J.S.: Obowiązuje tu ta sama zasada. Tak jak dermatolodzy, również pozostali lekarze to tylko lekarze. Zostali oni wykształceni w konkretnej dziedzinie i płyną z prądem szarej masy. To, czego się raz nauczyło, to się wie, to się zna i nie chce się tak po prostu opuszczać bezpiecznego lądu. Z drugiej strony: na to trzeba mieć czas, którego koledzy po fachu po prostu nie mają. Występuje jeszcze jedno zjawisko, które nie ogranicza się do tematu witaminy D, a raczej obowiązuje generalnie: często potrzeba upływu całych dekad, zanim taka wiedza się przebije.

Pytanie: Które wnioski wynikające z badań nad witaminą D przeprowadzonych w ostatnich latach są Pana zdaniem najważniejsze?

J.S.: Najistotniejsze wnioski można policzyć właściwie na palcach jednej ręki. Jest to po pierwsze pozytywny wpływ witaminy D na genezę nowotworu, a również na przebieg choroby nowotworowej. Drugim ważnym aspektem jest z pewnością ogromny wpływ na pracę układu odpornościowego, zarówno na odporność wrodzoną, jak i nabytą. Kolejnym będą choroby serca i układu krążenia. Następnym ogromnym rozdziałem, o którym na razie najmniej wiemy, będzie wpływ na komórki nerwowe, czyli obszar neurologiczny. Potwierdzono to właśnie na przykładzie stwardnienia rozsianego, ale jeżeli chodzi o choroby cywilizacyjne, jak np. choroba Alzheimera, to mamy jeszcze zbyt mało danych i będziemy je musieli zdobyć. Mam nadzieję, że witamina D stanie się swoistym przełomem w prewencji. Żeby mogło do tego dojść, musimy zbadać pod kątem witaminy D wszystkie pozostające bez odpowiedzi pytania dotyczące prewencji chorób. Musimy znaleźć odpowiedź nie tylko na pytanie, czy coś się dzieje, ale w jaki sposób się dzieje.

Pytanie: Ile witaminy D potrzebuje człowiek?

J.S.: Tutaj mamy już bardzo pewne wyniki badań. Niezależnie od tego, czy jesteś członkiem załogi łodzi podwodnej, czy jakimś innym odmieńcem, cokolwiek byś robił, musisz oddać organizmowi do wyłącznej dyspozycji 4000 jednostek witaminy D dziennie. Przy czym organizmowi jest w zasadzie wszystko jedno, skąd ją weźmiesz. Czy połkniesz suplement, czy położysz się w solarium, czy po prostu wyjdziesz na słońce – organizm potrzebuje tej konkretnej dawki.

więcej w Solarium nr 59

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM