Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Czekać czy działać?

O obecnej sytuacji w branży powiedzieć można wiele. Kilka powodów, kilka rozwiązań – ale tylko jeden czynnik, który potrafi to zmienić. Jest nim człowiek, który obsługuje klienta za ladą salonu, oraz właściciel, który nim kieruje. Czy następnym ogniwem musi być handlowiec czy też producent? Niekoniecznie. Nie musimy szukać tak daleko, ponieważ słabe produkty same umierają i decyduje o tym przede wszystkim rynek, a nie producent czy handlowiec. Edukacja tegoż klienta, pozyskanie i przywiązanie go do siebie, zdobycie jego zaufania – to zadania każdego właściciela salonu. Jeśli do tej pory sami tego nie robiliśmy, to znalazł się ktoś, kto zrobił to za nas i kilkoma doniesieniami prasowymi zmienił zachowanie setek tysięcy ludzi, którzy dziś postrzegają opalanie jako niezdrowe i bardzo szkodliwe.

Czekać czy działać
Przekazy medialne pozyskały nową rolę, polegającą na kształtowaniu zachowań całego społeczeństwa. Nawet ludzie którzy w nie wierzą, poddają się im, nie chcąc płynąć pod prąd.

Cała prawda o sytuacji w słonecznej branży

Utracony image?

Straciliśmy image, którego tak naprawdę nigdy nie było, bo nikt o to nie dbał. Odkryliśmy tym samym swój słaby punkt. Takim słabym punktem jest obecnie usługa nazywana potocznie solarium. Jest ona tak słaba jak my sami, czekający na zmiłowanie się losu. To przecież my sami jesteśmy odpowiedzialni za to, co się stało. To my ponosimy odpowiedzialność za to, że wyraz „solarium” kojarzy się dzisiaj z brakiem kompetencji, tanoreksją, rakiem skóry, szkodliwym wpływem na jej kondycję – samym złem z piekła rodem. Kto jest temu winien? Media? Media tylko przekazują informacje. Przekazują to, co widzą, lub to, co się im zaserwuje na tacy. Bez dbałości i swój image zawsze pozostaniemy łatwym łupem. Jesteśmy obecnie bezbronni, bo poza tym, że wiemy piąte przez dziesiąte, iż w tym całym opalaniu jest coś pozytywnego, nie wiemy nic o tym, co robimy. Taka jest prawda i nie zastanawiajmy się, dlaczego, lecz pomyślmy, co możemy zrobić w obecnej sytuacji, aby ją zmienić i nie popełniać w przyszłości tak zasadniczych błędów. Może w takich chwilach warto popatrzyć na innych i się czegoś nauczyć. Może warto zaostrzyć przepisy dotyczące zatrudniania w solarium, może warto wymusić stworzenie zawodu, który by gwarantował znaczne podniesienie poziomu usług w salonach. Dlaczego fryzjer, który tylko obcina włosy, musi posiadać dyplom? Zastanówmy się nad tym, czy wymyślił to jakiś minister czy sama branża? Oczywiście już w tej chwili, czytając te słowa, znajdą się przeciwnicy tego rozwiązania – bo ograniczenia związane z otwarciem salonu odstraszą ich potencjalnych klientów, czyli nowych inwestorów. Czy będą mieli rację?

Nie jest dobrze

Z wyjątkiem kilku niepoprawnych optymistów, którzy nie widzą powodów do zmartwień, większość właścicieli salonów solaryjnych uważa, że sytuacja jest katastrofalna. Ich nastawienie do słonecznego biznesu nigdy nie było tak pesymistyczne jak dziś. Kilka miesięcy temu nazywało się to: „aby do świąt”. Dzisiaj wielu mówi sobie, niestety bez przekonania: „aby do wiosny”. Co przyniesie wiosna? To zależy od tego, jak koncerny kosmetyczne i środowisko farmaceutyczne oraz medyczne podejdą do tematyki opalania w okresie wiosennym i jak my zdążymy przygotować swoich klientów do kolejnego ataku. Jeśli ponownie nasilone zostaną medialne kampanie antysłoneczne i idące z nimi w parze te skierowane przeciwko salonom solaryjnym, to z pewnością wesoło nie będzie, tym bardziej że salony same z siebie nie spostrzegły konieczności edukacji swojej kadry, która jako jedyna może wpłynąć na zmianę poglądów społeczeństwa. Co możemy zrobić? Możemy się przypatrywać i wyczekiwać końca. Możemy też działać. Z jaką energią będziemy to robić, zależy wyłącznie od nas samych.

Początki zmian

Ostatnie miesiące przyczyniły się do ponownej próby konsolidacji branży w obrębie Polskiego Związku Solaryjnego, któremu jako redakcja życzymy wszystkiego, co najlepsze, wraz z wytrwałością, która jest w takiej sytuacji bardzo potrzebna. Determinacja jest już tak wielka, że zwrócono się do właścicieli salonów w całej Polsce o pomoc. Czy salony zareagują na taki apel? Jak zareagują? Nie ma już czasu na owijanie w bawełnę. Na podstawie własnego doświadczenia obawiam się, że reakcja będzie zbyt słaba i proporcjonalna do zaangażowania się salonu w budowanie własnego obrazu w swoim regionie. Czy jeśli salon nie jest zainteresowany inwestycją w swój region, a nawet inwestycją w swój własny personel, to czy będzie on gotowy wydać pieniądze na cel wyższy, globalny? Celem związku jest przygotowanie kampanii reklamowej, która miałaby na wiosnę popularyzować bezpieczne opalanie się w solarium. Pomysł naszym zdaniem z założenia jest bardzo dobry, ale jego wykonanie zależeć będzie od funduszy, jakimi będzie dysponował inwestor. Wykupienie spotów reklamowych w rozgłośniach radiowych czy reklamy w poczytnych czasopismach to najbardziej kosztowne rozwiązanie. Kosztowne i nie wymagające pracy – to właśnie ten aspekt powinien zostać zauważony przez wszystkich, którym zależy na poprawie sytuacji w naszej branży. Oczywiście bezczynność jest najgorszym rozwiązaniem, bo z pomocą nikt nam już nie przyjdzie, jesteśmy skazani na to, co zrobimy i jak się będziemy „bronić”. Jednak trudno tu mówić o obronie. Nikt nie atakuje nas reklamami antysolaryjnymi, którym moglibyśmy zaprzeczyć, nikt nie wywiesza złowrogich banerów po miastach. Nikt nawet oficjalnie nie mówi o tym, że jesteśmy źli. Przyjęto zupełnie inną i jakże tanią strategię. Wywołanie szumu medialnego opartego na przypuszczeniach i domysłach wokół nowotworów i powiązanie ich z solarium i słońcem wystarczyło do tego, aby zlikwidować modę na opalanie. Opalanie zabija, opalanie powoduje raka! Apel do rozsądku społeczeństwa, które z zasady nie jest rozsądne, wystarczył, aby co najmniej połowa naszych klientów ostatecznie skończyła swoją przygodę z solarium. Co najgorsze, koniec ten jest dla dużej części jednoznaczny i definitywny. „Nie opalam się w solarium, bo nie chcę mieć raka i umrzeć!”. „Nie opalam się w solarium, bo przecież słyszę, co się mówi – nie jestem głupia!”. Czy jesteśmy w stanie temu zapobiec? Zastanówmy się głębiej nad przyczynami słonecznego kryzysu i spójrzmy na problem trochę szerzej. Dlaczego nasz klient jest tak podatny na tego typu kampanie? Dlaczego sam nie znajduje w swojej głowie wytłumaczenia tego typu działań medialnych? Dlaczego jako klient solarium nie widzi słabych punktów takich kampanii, polegających na kompletnym braku rzetelności w doniesieniach?

Kogo obwiniać?

Powodów zmniejszenia się ruchu w solarium jest kilka. To, że znaleźliśmy wroga numer jeden, nie oznacza, że z tą chwilą za wszelką cenę musimy stawić mu czoło. Tym bardziej że – patrząc obiektywnie – to my sami jesteśmy chyba największym swoim wrogiem. Istnieją również wrogowie „niewidzialni”. Na przykład branża kosmetyczna, której udało się po raz kolejny wypromować u części społeczeństwa modę na białą skórę. Jest nim również wskaźnik demograficzny, mówiący o kurczącej się grupie docelowej. Tego nie spostrzegli nawet Niemcy w swojej strukturze społecznej, szukając pięć lat temu powodów spadku frekwencji w salonach. Nie wzięto tego pod uwagę, mimo że wiadomości takie zawsze dostępne są z wyprzedzeniem co najmniej 16 lat. Społeczeństwo dotknięte ujemnym wskaźnikiem przyrostu naturalnego musi kiedyś przeżyć kryzys. Jeśli nasza grupa docelowa fizycznie się zmniejsza, to musi dochodzić do tego, że podaż i popyt zostaną zachwiane. Tym większe będzie to zachwianie, im dynamiczniej rozwija się dana branża. My w ostatnich 10 latach rozwijaliśmy się w tempie błyskawicy. Solaria rosły jak grzyby po deszczu. W ciągu 15 lat rozrosły się z branży, której nie było wcale, do gigantycznej maszyny, którą w epicentrum rozwoju obsługiwało kilkadziesiąt sporych firm handlowych. Czy taki rozwój był możliwy w nieskończoność? Zadajmy sobie sami takie pytanie. Czy otwierając solarium, braliśmy taki czynnik pod uwagę? Jeśli nie, to miejmy pretensje do samych siebie. Brak wiedzy na temat branży, w którą zainwestowaliśmy, oraz ogólny brak wiedzy inwestorów na temat biznesu doprowadził wielu z nas do sytuacji, w której przestaliśmy zarabiać i zastanawiamy się, co dalej z tym wszystkim zrobić. Wielu podjęło już decyzję, którą widać po cenach urządzeń na rynku wtórnym. Podaż ogromna – popyt żaden. Doszło do paradoksu: rynek niemiecki kupuje urządzenia używane z rynku polskiego, bo ceny wielu z nich są wyjątkowo atrakcyjne. Czy w takiej sytuacji nie należałoby pomyśleć o normalizacji i standaryzacji rynku, i to nawet nie w interesie dystrybutorów czy producentów, lecz z pozycji właściciela, który zainwestował w branżę i nie ma możliwości zwrotu z inwestycji?

Leszek Kryniewski
więcej w Solarium nr 60

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM