Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Higiena okiem klienta

Czystość w salonie solaryjnym to temat, zdawałoby się, poruszany wielokrotnie i na wszelkie możliwe sposoby. A jednak wciąż w wielu salonach higiena jest prawdziwą piętą achillesową, czymś, co wymaga radykalnej poprawy. Niestety, właściciele tych salonów problemu nie zauważają. Zauważają za to – i owszem – klienci. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo osoby opalające się w solariach potrafią być wyczulone na kwestię czystości. Zresztą często to wyczulenie nawet nie jest potrzebne – kiedy brud sam rzuca się w oczy albo klei do rąk czy innych części ciała.

Higiena okiem klienta

Właściciel szanującego się salonu nie powinien dopuścić do sytuacji, w której klienci zwracają uwagę na niedociągnięcia w tej dziedzinie. Albo inaczej – że w ogóle zauważą, iż coś jest nie tak. Najczęściej bowiem nie powiedzą nic, tylko ich wizyta będzie ostatnią wizytą w naszym salonie. Oto kilka wybranych opinii klientów salonów – zebranych na podstawie rozmów z różnymi ludźmi, którzy po prostu lubią się opalać. Nie są to wypowiedzi dosłowne, na potrzeby artykułu zostały nieco zredagowane, jednak sens został zachowany. Warto wiedzieć, że wypowiadający się to nie kontrolerzy sanepidu czy maniakalni strażnicy czystości – po prostu zwykli klienci, którzy oczekują usługi na przyzwoitym poziomie. I nie zawsze ją, niestety, otrzymują.

Tabliczka „świeżo zdezynfekowane”

  • Niby szczegół, ale denerwuje mnie strasznie – zwłaszcza że spotykam się z tym praktycznie w każdym salonie, w którym się opalam. Chodzi o odciski palców na tabliczce informującej, że urządzenie zostało świeżo zdezynfekowane. Głupi paradoks – znak czystości jest brudny. I nie chodzi tu o jeden czy dwa odciski palców, często ta tabliczka jest „wypalcowana” tak, jakby nie była czyszczona od miesięcy, nierzadko wręcz się klei. Takie coś nie budzi zaufania do poziomu higieny w salonie i odruchowo sprawia, że szukam kolejnych uchybień. Nierzadko je znajduję i zdarza się – niestety dość często – że rezygnuję z usługi albo proszę o zdezynfekowanie łóżka przy mnie. Czasami faktycznie robią to dobrze, a to, że w pewnych miejscach zostawiają syf, nie wynika z ich złej woli czy lenistwa, tylko po prostu złego wyszkolenia – nikt im nie powiedział, na co zwracać uwagę. Na przykład ode mnie się dowiadują, że należy również zdezynfekować przyciski i uchwyty, górną płytę akrylową czy podgłówek. Czasami jednak wygląda to zupełnie inaczej – dziewczyny zabierają się do tego, jakby była to najgorsza kara.

Podgłówek

  • W jednym z salonów spotkałam się z czymś takim, że podgłówek po dezynfekcji umieszczany był na środku leżanki. Znaczyło to, że jest po prostu czysty, że po poprzednim kliencie został zdezynfekowany. Nigdy wcześniej ani później się z tym nie zetknęłam, a szkoda. Teraz jak wchodzę do nowego salonu, to nie mam niestety pewności, czy ktoś te podgłówki dezynfekuje. A czasami szybka kontrola wystarcza, by się upewnić, że jednak nie. Wtedy albo proszę obsługę o szybkie wyczyszczenie, albo podkładam sobie papierowy ręcznik. Ale przyjemność opalania jest wtedy taka sobie, delikatnie mówiąc.
  • Podgłówek – nie raz mi się zdarzało, że płyta solarium była, owszem, czysta, ale na podgłówku były normalnie plamy – dobrze widoczne, nie trzeba było się specjalnie przyglądać. Nie było mowy, żebym położyła na tym głowę. Dziwi mnie, że tak często zaniedbuje się ten element, przecież ludzie mają oczy i z pewnością widzą, że coś jest nie tak. Przynajmniej ja na to zwracam uwagę i bardzo mnie to denerwuje.
  • Nienawidzę tego – klejąca się klamka w drzwiach wejściowych, drzwiach kabin. Ludzie wychodzą, mając często ręce tłuste od kosmetyków, i ten syf zostaje na klamce. Nie rozumiem, dlaczego tak rzadko zwraca się na to uwagę. Często mi się zdarzało, że tylko przyłożyłam rękę do klamki czy uchwytu w drzwiach i od razu zawracałam – nawet nie próbowałam wchodzić, żeby nie narażać się na większe przykrości natury estetycznej i zdrowotnej. Obrzydliwość.

Uchwyty, przyciski, płyta górna

  • Czasami zapomnę sprawdzić przed opalaniem i potem żałuję. Kładę się, chcę włączyć urządzenie i ustawić wszystko tak, jak lubię. Niestety, właśnie w tym momencie zauważam, że przyciski i płyta w ich pobliżu są całe „uwalone” resztkami jakiegoś kosmetyku, tłuste, wypalcowane… Wtedy trzeba wstać, wziąć kawałek ręcznika i przez niego obsługiwać urządzenie… Ale o komforcie opalania nie ma mowy – bo jeśli tam został brud, to i może cała dezynfekcja robiona była „na odwal się”, myśl o tym nie pozwala się zrelaksować. Bywało, że wychodziłam z solarium przed czasem, a w domu od razu brałam dłuuugi prysznic.
  • Wypalcowana płyta górna to właściwie standard, niestety. Dolną czyszczą, a górna bywa tak brudna, że mało brakuje, by jakieś stalaktyty tłuste z niej zwisały. Opalam się w różnych solariach, sporo jeżdżę – i naprawdę jest to problem, a co najgorsze, kiedy zwróci się obsłudze uwagę, potrafi się niemalże obrazić albo po prostu zignorować, wzruszywszy ramionami. „Przecież pani na tym nie leży” – usłyszałam kiedyś. Z takim podejściem personelu salon wiele nie zdziała.

Krzesła, stoliki, kosz

  • W solarium, w którym się opalam, były krzesła z wikliny, czy czegoś, co ją imitowało. Fajne takie, wygodne… Ale kiedyś przyjrzałam się bliżej siedzisku i oparciu i normalnie się przeraziłam – w szczelinach tej plecionki było tyle brudu, że aż odrzucało. Kurz sklejony nie wiadomo czym, czarny i obrzydliwy – na samą myśl o tym, że mogłabym na tym usiąść, dostałam mdłości. Na szczęście po zgłoszeniu sprawy personelowi krzesła znikły – zastąpiły je inne, może mniej estetyczne i wygodne, ale znacznie łatwiejsze do czyszczenia. I faktycznie teraz są czyszczone na bieżąco.
  • Jak widzę czasem plamy na stoliku w kabinie, to tylko się zastanawiam, czy to kosmetyk czy może coś innego... Bardzo niemiła sprawa. Jestem na to uczulona, akurat w solarium, w którym się opalam, problemu nie ma, ale czasem bywam w innych miejscach i wtedy, niestety, nie jest tak różowo.
  • Ja rozumiem, że śmietnik może być pełny, choć i to powinno być pilnowane. Ale okej – przez cały dzień może się zapełnić, nie można mieć pretensji. Ale jeśli ze śmietnika śmierdzi, to już jest duża przesada. Parę razy się z tym zetknąłem… Nie wiem, czy nie opróżniali koszy codziennie, czy to jakiś sabotaż? Nie mnie o tym sądzić, ale to na pewno problem mało estetyczny.

Okularki

  • Kiedyś zapytałam obsługującą dziewczynę, jak często dezynfekowane są okularki, które wiszą w kabinie. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę, w ogóle nie rozumiała, o co pytam. Oczywiście nie były one dezynfekowane NIGDY. Zapytałam więc grzecznie, dlaczego właściwie nie czyszczą okularków, skoro tyle ludzi z nich korzysta. Odpowiedzią był głośny śmiech i rozbrajające stwierdzenie, że „przecież i tak nikt tego nie używa”. No cóż – pani się myliła, okularki były wyraźnie używane, aż się kleiły. Współczuję ludziom, którzy je – w dobrej przecież wierze – zakładali. Mnie to nie dotyczy – używam własnych okularków i sama czyszczę je po każdej wizycie w salonie.
  • Opalam się bez okularków, zamykam jedynie oczy. Niestety, ale żadna siła nie przekona mnie do użycia tego czegoś, co wisi w kabinie na haczyku. Nie wiem, kto tego przede mną używał, a nigdy nie widziałem, żeby ktoś w jakikolwiek sposób czyścił te okularki. Nawet jeśli robią to raz dziennie, to i tak o wiele za mało – wydaje mi się, że powinno się to robić po każdym kliencie. Wiem, że opalanie bez okularków nie jest najmądrzejsze, ale chyba bardziej boję się złapać jakąś infekcję skórną. Do niedawna nie wiedziałem nawet, że w niektórych salonach można sobie kupić własny komplet okularków – w moim nigdy takiej możliwości nie było. Chyba czas najwyższy poszukać innego solarium.

Michał Domański
więcej w Solarium nr 60

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM