Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Wiedza

Podatek od opalania

W ostatnim czasie w USA miała miejsce prawdziwa rewolucja. Nie militarna, lecz społeczna. Chodzi oczywiście o wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych dla wszystkich obywateli. Ta ustawa to spełnienie jednego z wyborczych postulatów Baracka Obamy (nazywana jest nawet „Obamacare”). Najbardziej dyskutowany akt prawny być może w całej historii USA, przez niektórych traktowany jako zamach na wolność jednostki, tak ważną dla mieszkańców Stanów.

Podatek od opalania

Wolność wolnością, ale nie byłoby zapewne dyskusji, gdyby nie fakt, że system ukonstytuowany przez ustawę trzeba z czegoś sfinansować. I nie chodzi tu o małą kwotę – mówi się o bilionie dolarów, które trzeba będzie wydać w ciągu następnych 10 lat. To sporo, zwłaszcza zważywszy na fakt, że USA zostały dotknięte kryzysem w potężnym stopniu. Gdzie szuka się tych pieniędzy? Między innymi w szacowanych wpływach z nowych podatków. Jednym z nich ma być podatek od opalania w solarium. Z tytułu tzw. TanTax (Tan – opalanie, Tax – podatek) do budżetu państwa ma wpłynąć ok. 2,7 mld dol. w czasie kolejnych 10 lat. Pomysł wprowadzenia nowego obciążenia spotkał się oczywiście z ostrą reakcją środowisk solaryjnych w USA. Tylko do końca marca do amerykańskiej Izby Reprezentantów wpłynęło ok. 200 tys. listów protestacyjnych. Również Indoor Tanning Association (ITA) rozpoczęła zakrojoną na szeroką skalę akcję propagandową piętnującą nowy podatek. Czy jednak odniesie to jakikolwiek skutek? Można mieć pewne obawy, bo potrzeby fiskalne USA wzrosły, a sama branża jest dosyć słaba – również pod względem medialnym. Co ciekawe – w proponowanym rozwiązaniu 10-procentowy podatek od korzystania z urządzeń opalających zastąpił 5-procentowy podatek od zabiegów kosmetycznych i chirurgii estetycznej (zwany potocznie Botax). Pytanie o to, które lobby jest silniejsze, wydaje się zatem retoryczne. John Overstreet, dyrektor wykonawczy ITA, wypowiada się bardzo jednoznacznie: – To kolejny bezpośredni atak na branżę, która jest po prostu zbyt słaba, żeby się bronić. W USA z usług salonów solaryjnych korzysta ok. 25 milionów mieszkańców. Mimo wszystko to jednak niezbyt wielka branża, salony to z reguły stosunkowo małe, rodzinne przedsiębiorstwa, nie notujące zawrotnych obrotów czy zysków (w porównaniu choćby do branży kosmetycznej, z której zdjęto wizję 5-procentowego podatku). Tu pojawia się pytanie, czy rzeczywiście zakładane wpływy do budżetu się pojawią, czy wręcz przeciwnie – nowe rozwiązanie spowoduje, że branża stoczy się do poziomu, w którym przestanie w ogóle generować zyski pozwalające na zapłacenie jakiegokolwiek podatku. To oczywiście pewne przerysowanie, ale każde nowe rozwiązanie fiskalne skutkuje na dwa sposoby. Jedno to zasilenie budżetu (centralnego lub lokalnego), drugie – zwiększenie kosztów działalności, tym samym spadek jej rentowności. I jeśli zostaną tu zakłócone proporcje – wpływy nie będą takie, jak ustawodawca by sobie tego życzył, co więcej – wiele zakładów się zamknie, a ich dotychczasowi pracownicy przejdą na garnuszek państwa.

Wprowadzenie nowych regulacji z wielką radością przyjęte zostało przez amerykańskich dermatologów. Amerykańska Akademia Dermatologii w oświadczeniu wydanym 25 marca pisze między innymi, że nowy podatek jest jedną z najlepszych konsekwencji reformy. Zdaniem jej działaczy istnieją naukowe, niepodważalne dowody na to, że opalanie w solarium powoduje czerniaka. Oczywiście jak zwykle mylone są tu dwa fakty – opalanie i poparzenie, ale to właściwie standard. Tak czy owak zdaniem amerykańskich dermatologów opalanie w solariach powinno być całkowicie zabronione, ponieważ jest niebezpieczne, zwłaszcza dla młodych ludzi. Trudno to nawet komentować, niestety, tę retorykę znamy wszyscy aż za dobrze. Oczywiście większość kosztów związanych z nowym rozwiązaniem fiskalnym zostanie przerzucona na klientów – ceny usług zapewne wzrosną. Być może będzie to jednym z argumentów przemawiających za zmniejszeniem ruchu w salonach, ale nie jedynym. Na pewno branża nie zawali się wyłącznie z powodu 10% podatku. Jest to natomiast pewien sygnał pokazujący, jak traktowane jest opalanie w solariach. To właśnie uzasadnienie dla nowego podatku jest dużo bardziej szkodliwe niż sam fakt wprowadzenia go czy jego wysokość. Głównym argumentem jest właśnie rzekoma szkodliwość opalania. Tym samym zrównuje się solaria choćby z papierosami – które są jednoznacznie szkodliwe. Nie jest to podatek od luksusu, ale właśnie podatek od szkodliwości, tzw. sin tax (sin – grzech). To jakby wpisanie do systemu prawnego formułki: „opalanie jest szkodliwe”. Nie ma chyba lepszego sposobu na napiętnowanie danej branży, usług czy towaru. Można powiedzieć, że przeciwnicy słońca i opalania odnieśli spektakularne zwycięstwo – i pogratulować im skuteczności.

Redakcja
więcej w Solarium nr 61

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM