Aktualny numer
64

Newsletter

(e-mail)

dlaczego warto mieć newsletter?

Strona główna | Spis treści |Archiwum

Zdrowie

Słońce w strzykawce

Informacja o opalaniu przy pomocy strzykawki pojawiła się na naszych łamach po raz pierwszy jakieś dziesięć lat temu. Wtedy była to ciekawostka, rodzaj solaryjnego science fiction – coś, co miało, owszem, oparcie w badaniach naukowych, ale raczej trudno było sądzić, że kiedykolwiek rzeczywiście trafi na rynek detaliczny, jako produkt dostępny dla każdego. A jednak – od kilku lat praktycznie każdy może kupić sobie ampułki z substancją, której wstrzyknięcie aktywuje produkcję melaniny i przyciemnia skórę. Czy to bezpieczna alternatywa dla opalania, skutecznością przewyższająca jakiekolwiek „kolorowanie” skóry, czy może raczej niebezpieczna substancja, która powinna być zakazana? Przyjrzyjmy się jej bliżej…

Słońce w strzykawce

Substancja, o której mowa, funkcjonuje pod nazwą Melanotan. Występuje w dwóch odmianach (oznaczonych liczbami I i II). To syntetyczna forma hormonu – melanotropiny, który jest odpowiedzialny za aktywację procesu melanogenezy, czyli po prostu produkcję melaniny, ciemnego barwnika skóry. Melanotan wynaleziono na początku lat 90. w laboratoriach Uniwersytetu Stanu Arizona. Początkowo miał on służyć jako środek do walki z rakiem skóry i być wykorzystywany wyłącznie od celów medycznych, jednak znalazł zastosowanie głównie komercyjne.

Zdrowe i bezpieczne… podobno

Efektem działania jest pobudzenie skóry do produkcji komórek melaniny, co z kolei prowadzi do przyciemnienia skóry i jej pogrubienia. Zwolennicy środka, jak również firma nim handlująca podkreślają, że to najlepsza i najbezpieczniejsza forma wykształcenia odporności skóry na promieniowanie UV, a tym samym zabezpieczenie jej przed niebezpieczeństwem wystąpienia raka skóry. To ostatnie zapewne zdecydowało o dopuszczeniu środka do legalnego obrotu w Australii, gdzie notuje się stosunkowo dużo przypadków tej choroby. Co ciekawe – preparat działa również w przypadku ludzi z bardzo jasną skórą (fototyp 1), którzy właściwie w ogóle się nie opalają, ze względu na zbyt delikatną skórę i szczątkową ilość pigmentów. To preparat hormonalny – dlatego właśnie przyjmuje się go w formie zastrzyków, najczęściej w brzuch, za pomocą igieł insulinowych.

Narkotyk Barbie

Skuteczność preparatów została potwierdzona w tzw. małych testach klinicznych. Wykazały one również pewne skutki uboczne – nudności, wymioty, ból głowy, wysypki, a także ciemnienie znamion na skórze, co niektórzy uznali za objaw potencjalnie niebezpieczny. Z kolei zwolennicy argumentują, że jest to całkowicie normalne, ponieważ dochodzi do koncentracji komórek melaniny, której w skórze jest po prostu więcej. U osób używających środka zaobserwowano również… zwiększenie sprawności seksualnej, zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. To ostatnie przez wielu naukowców i użytkowników uznane zostało za najważniejszy efekt działania preparatu. Rozpatruje się zresztą wykorzystanie go w terapii zaburzeń sprawności seksualnej. Największą popularnością cieszy się jednak wśród miłośników (szczególnie miłośniczek) efektownej opalenizny. Dzięki temu zyskał nawet miano „Barbie drug” (narkotyk Barbie). Faktycznie działa – temu nie można zaprzeczyć, doświadczenia użytkowników są potwierdzeniem wyników testów. To wpływa na jego popularność, wszelkiego rodzaju fora internetowe i grupy dyskusyjne pełne są entuzjastycznych komentarzy zadowolonych użytkowników. Doniesienia o mniej przyjemnych skutkach używania są nieliczne. W sieci znaleźć można również zdjęcia i filmy pokazujące, że faktycznie preparat działa, i to bardzo dobrze. Skutkiem sztucznie wywołanej melanogenezy jest przyciemnienie skóry, a także jej pogrubienie, co – jak podkreślają zwolennicy melanotanu – uodparnia skórę na działanie ultrafioletu i może być stosowane jako dobre przygotowanie skóry do urlopu.

Niewygodny, ale tani

Można przypuszczać, że jedynym powodem, dla którego środek nie zdobył jeszcze większej popularności, jest właśnie forma przyjmowania. Strach przed strzykawką i skojarzenia z tym związane są silnym czynnikiem odstraszającym potencjalnych użytkowników. Zaletą środka jest za to cena. Jest zwyczajnie tani, stosunek efektywności do kosztów jest bardzo korzystny. Jednorazowa kuracja to koszt ok. 30 dolarów – czyli równowartość 2 – 3 wizyt w solarium z kosmetykiem czy jednego średniego karnetu. Dla osób, które stawiają przede wszystkim na brąz, to doskonałe rozwiązanie i są one w stanie nawet przymknąć oko na fakt, że być może występują w roli królików doświadczalnych.

Hormony bez recepty?

Rzecz w tym, że środek nie został jeszcze poznany na tyle dobrze, by można było powiedzieć cokolwiek o długofalowych skutkach używania. Mimo że liczy już sobie 20 lat, to na dobrą sprawę w sprzedaży pojawił się około roku 2006, popularność zyskał nieco później. Testy, nawet te najlepsze, nie są w stanie wykazać wszystkiego. Poza tym jest to środek hormonalny, a to już kategoria, przy której naprawdę trzeba uważać. Nie ma na rynku innego środka hormonalnego dostępnego w wolnej sprzedaży – wszelkie tego typu leki dostępne są wyłącznie na receptę i to w przypadku raczej poważnych schorzeń. Nawet powszechnie przecież stosowane środki antykoncepcyjne również można dostać wyłącznie z przepisu lekarza, a lista działań niepożądanych i zalecanych środków ostrożności w ich przypadku jest bardzo długa. Oczywiście, środki hormonalne funkcjonują również w nielegalnym obiegu. Popularne są zwłaszcza wśród bywalców wszelkiego rodzaju siłowni – często ich przyjmowanie prowadzi po prostu do kalectwa. Tajemnicą poliszynela jest również fakt, że sport zawodowy praktycznie nie istnieje bez nielegalnego dopingu, w którym środki hormonalne stanowią spory odsetek. W tym przypadku jednak są przyjmowane w ściśle określonych cyklach pod kontrolą lekarza, co oczywiście nikogo nie usprawiedliwia ani nie rozgrzesza, ale w praktyce minimalizuje ryzyko wystąpienia niepożądanych efektów.

Czynnik ryzyka

W przypadku melanotanu mamy z kolei do czynienia z zestawem „zrób to sam”. Przychodzi pocztą ampułka, strzykawki i igły – i do dzieła. Poza kontrolą lekarza, poza zdrowym rozsądkiem i oczywiście – na własne ryzyko. Internetowa forma sprzedaży pozwala na ominięcie niewygodnego dla sprzedających i kupujących faktu, że w większości krajów nie został on dopuszczony do obrotu. Legalny jest właściwie wyłącznie w Australii. Przed jego używaniem przestrzegają z kolei specjaliści z Wielkiej Brytanii. Tamtejsza komórka rządowa zajmująca się dopuszczaniem leków do obrotu wydała nawet w tej sprawie oświadczenie. W ostrzeżeniu brytyjscy specjaliści przypominają, że środek nie został przebadany pod kątem interakcji z innymi lekami i powoduje liczne skutki uboczne. Zwracają również uwagę na fakt, że radykalne przyciemnianie znamion może prowadzić do problemów przy ewentualnej diagnostyce raka skóry – po prostu dermatolodzy mogą zostać zmyleni nienaturalnie zabarwionymi i powiększonymi znamionami, a zapewne nie każdy się domyśli, by zapytać, czy pacjent w ostatnim czasie nie zaaplikował sobie opalającego strzału w brzuch.

Co z witaminą?

Co ciekawe, środek reklamowany jest między innymi jako bezpieczna alternatywa dla naświetlania promieniami UV. Melanogeneza bez ultrafioletu? Brzmi kusząco. Naturalna opalenizna ze strzykawki? Rzeczywiście naturalna? Jest tu jeden haczyk, na który nie zwrócili uwagi nawet przeciwnicy tego rozwiązania. Chodzi naturalnie o jedną z najważniejszych korzyści, jakie niesie ze sobą opalanie – czyli syntezę witaminy D. W doniesieniach o działaniu zastrzyku nie ma słowa na ten temat, ale można mieć właściwie pewność, że z witaminą nie ma to nic wspólnego. Wręcz przeciwnie – zwiększając ilość melaniny w skórze i pogrubiając ją, zwiększamy jednocześnie jej odporność na promienie UV, utrudniając tym samym naturalny proces syntezy D3. Co więcej, witamina ta jest ważnym elementem mającym wpływ na odporność skóry na UV – bierze bowiem udział w jej regeneracji w przypadku ewentualnego poparzenia.

Filtr czy opalenizna?

Nie można z pewnością powiedzieć, że melanotan wywołuje opaleniznę. To raczej kolejna forma filtra SPF, aplikowana nie na skórę, tylko bezpośrednio w nią, za pomocą igły. Można powiedzieć, że to najlepszy z możliwych filtrów, bo nie trzeba go uzupełniać, działa 24 h na dobę. Badania wykazały, że środek zwiększa zawartość melaniny w skórze o 41% i zmniejsza ryzyko poparzenia o ok. 50%. Pytanie, jak organizm, który został poddany działaniu syntetycznego hormonu, reaguje na normalne opalanie. Czy takie oszukiwanie organizmu nie rozreguluje całkowicie mechanizmu syntezy witaminy D3? Tego niestety nie wiadomo, nikt nic o tym nie wspomina. Tymczasem to właśnie jest najistotniejszy element działania ultrafioletu z punktu widzenia zdrowia.

Kot w worku

Wątpliwości jest więcej. Kupując lek w aptece, mamy pewność, że otrzymujemy dokładnie to, za co płacimy – czyli preparat wyprodukowany w warunkach spełniających najsurowsze wymagania higieniczne i technologiczne, prawidłowo transportowany i przechowywany. Kupując lek wysyłkowo, często z innego kontynentu, tak naprawdę nigdy do końca nie wiemy, co do nas przyjdzie – nawet jeśli zostanie opatrzone wszelkimi możliwymi certyfikatami. Warunki produkcji, przechowywania, transportu, uczciwość sprzedającego – tu możemy liczyć wyłącznie na zaufanie wobec wszystkich, przez których ręce przejdzie lek, zanim trafi do nas. I nie jest to jakaś głupia tabletka przeciwbólowa czy preparat witaminowy, tylko coś, co mamy wpakować sobie strzykawką w tkanki miękkie. Dziwić może niefrasobliwość ludzi kupujących i używających tego preparatu.

Przyszłość?

Jaka będzie przyszłość opalenizny w strzykawce? Na pewno nie zniknie z rynku, tego można być pewnym, pytanie tylko, w jakiej formie będzie funkcjonowała. I jak odniesie się do niej branża kosmetyczna oraz dermatolodzy zjednoczeni w krytyce tradycyjnego opalania. Dla branży kosmetycznej jest to niewątpliwie zagrożenie – nie tylko przyciemnia skórę, poprawiając jej estetykę, ale i chroni przed promieniowaniem UV – czyli łączy de facto działanie wszelkiego rodzaju podkładów, fluidów i pudrów ze skutecznością preparatów o kosmicznym SPF. Natomiast dermatolodzy nie mają chyba podstaw do krytyki tego środka – skórze wszak nie szkodzi, przynajmniej nic o tym dotychczas nie wiadomo. Mimo wszystko jednak, żeby środek zdobył powszechne uznanie na rynku, jego twórcy musieliby go opracować w formie doustnej, raczej trudno się bowiem spodziewać, by popularność zyskało coś, co się wstrzykuje. Tu działać będzie zarówno strach przed strzykawką, jak i społeczny odbiór środków tak podawanych – skojarzenia z narkotykami i temu podobne. Gorzej, jeśli któryś z wielkich koncernów zwietrzy interes i opracuje „drogeryjną” wersję środka. I za jakiś czas melanotan będzie można dostać w stacjonarnych sklepach w ładnym opakowaniu, z różowymi strzykawkami i ampułkami z kwiatowym nadrukiem. Brzmi jak science fiction? Dzisiaj tak…

Michał Domański

Strona główna | Spis treści |Archiwum

PRESS & MEDIA | Solarium | Cabines | Słoneczny portal | konkurs Helios | Solitudes | VTM