Żyjemy niezdrowo. Czas pędzi, mamy mnóstwo obowiązków, ciągle towarzyszy nam stres i… wszechobecna chemia – w powietrzu, w żywności, kosmetykach. I jakoś tak się dzieje, że nie umiemy temu zaradzić: nie mamy czasu szukać zdrowego jedzenia, bo jesteśmy zapracowani, jesteśmy zapracowani, zatem w biegu jemy chemię, przez co stresujemy się, pędząc coraz szybciej. Brrrr.

Pewnego dnia postanowiłam zacząć żyć świadomie – w końcu życie ma się tylko jedno. Jako że jestem na nieustającej diecie (a nawet kilku, bo jedną się nie najadam), to zajęłam się kwestią kosmetyków – powietrzem zajmę się później, gdy już skombinuję sobie jakąś gustowną maskę gazową…

 

Kosmetyki. Nie dość, że testowane na niewinnych pieskach i puszystych króliczkach, to jeszcze opakowane w pudełeczka, słoiczki, tubeczki… Gdzie tu ekologia, ja się pytam, gdzie?! Postanowiłam zatem chrzanić koncernowe specyfiki i sięgnąć po babcine sposoby dbania o cerę – będę piękna, zdrowsza i przy okazji zadbam o Naturę, a co.

Wujek Google, który okazał się po raz kolejny nieocenionym źródłem informacji, podpowiedział mi niejedno. Np. to, że nasze babki-prababki stosowały zsiadłe mleko na zasadzie dzisiejszego toniku. No fajnie, tylko gdzie ja w ponad 100-tysięcznym mieście znajdę zsiadłe mleko?! Krów nie posiadam, kurczę..

No dobra, szukam dalej.. O, powiększone pory. Potrzebna mi kiszona kapusta (jest w sklepiku na dole), muszę położyć ją sobie na twarzy – i już. No dobra, do dzieła.

 

(Po kilku minutach)

Auć, cholera jasna, psiakrew! Czego oni tu dodali do tej kapusty, kwasu solnego?! Oczy szczypią niemiłosiernie, na skórze – czerwone place, śmierdzę kapustą i na dodatek mam w pokoju syf, jakbym bar sałatkowy otwierała! Niech ktoś zabierze tę kapustę ze mnie!!!!

 

No to może inaczej. Wujku, co tam jeszcze masz? O, coś dla mnie: „Zmęczona i wrażliwa cera‚ – muszę zalać łyżeczkę kwiatów czarnego bzu szklanką gorącej wody i przestudzonym naparem przemywać cerę.. A tak, czarny bez oczywiście… (jak to-to wygląda?!).

 

No, wreszcie coś dla ludzi: peeling zrobiony metodą domową, jak za dawnych czasów. Olejek dla dzieci plus sól – wymieszać oba składniki w takich samych ilościach – i gotowe.

 

(Po kilku minutach…)

No nie, tego w ogóle nie można zmyć! I wcale nie jestem piękniejsza, tylko zwyczajnie tłustawa – a na dodatek czuć mnie niemowlęciem! Ja się poddaję!!!

 

No dobra. Żyjemy niezdrowo. Pędzimy, pracujemy na umór, jemy/wdychamy/wklepujemy w skórę chemię, ale.. przynajmniej jakoś wyglądamy i nie śmierdzimy kapustą! Ekologiczne życie jest dla wielbicieli mocnych wrażeń, a ja.. ja po prostu do nich nie należę! Może i dobrze, bo chyba głupio bym wyglądała w tej masce gazowej… ;)